III

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
(2019, album studyjny)

01. Uninvited - 7:41
02. Good Old Days - 6:01
03. What Went Wrong - 5:14
04. Vulnerable - 8:06
05. World On Fire - 4:11
06. Fallen Tree - 6:50
07. Toxic - 5:11
08. The Kids Are Not All Right - 5:03
09. Nobody - 4:40
10. May You All Live In Fascinating Times - 6:31

Czas całkowity - 59:28

- Kamil Haidar - wokal
- Mateusz Owczarek - gitara
- Robert Szydło - gitara basowa
- Maciej Gołyźniak - perkusja
oraz:
- Łukasz Damrych - instrumenty klawiszowe
- Karolina Skrzyńska - wokal
- Magdalena Pamuła - dodatkowy wokal
- Aleksandra Zawłocka - dodatkowy wokal
- Dorota Kołodziej - dodatkowy wokal
- Atom String Quartet -

Więcej w tej kategorii: « Heat

2 komentarzy

  • Aleksandra Leszczyńska

    Z twórczością zespołu Lion Shepherd mam przyjemność zapoznać się po raz pierwszy. Na początku nie wiedziałam jak ocenić ten album i trudno mi powiedzieć z czego to dokładnie wynikało, być może ze względu na wiele elementów tu występujących. W albumie III spotykamy się z muzycznymi opowieściami o zabarwieniu orientalnym. Z pewnością docenić tu trzeba zastosowanie szerokiego spektrum etnicznych instrumentów (lutnia oud, irish buzuki, kalimba, darbuki, timbalasy, gitara 12-strunowa). Dzięki temu utwory stają się jedynymi w swoim rodzaju doznaniami muzycznymi. Gitarowe zagrywki i solówki zadowolą każdego konesera rocka, zwłaszcza progresywnego. Atutem zespołu oprócz pięknych gitarowych brzmień jest na pewno śpiew wokalisty. Kamil Haidar posiada głęboki głos o ciepłej barwie, który przyciąga do wsłuchiwania się i maluje historie.
    Album III jest wypełniony zarówno spokojnie płynącymi utworami z gitarowymi elementami zaskoczenia, jak i rozbudowanymi kompozycjami, zawierającymi niecodzienne rozwiązania instrumentalne oraz wokalne.
    Uninvited jest intrygującą zapowiedzią tego co przedstawia cały album. Utwór jest przepełniony mistycznymi słowiańskimi chórami, które są podbudowane ciekawie współbrzmiącą warstwą muzyczną. Wokalista ,,opowiada śpiewem’’, potem słyszymy moc ściany gitarowej, po której wybrzmiewa donośniejszy śpiew. Chóry w pewnym momencie dołączają do głównego rockowego wokalu i mamy naprawdę ciekawą fuzję głosów.
    What went wrong to melodyjnie płynnie brzmiący utwór, przepełniony wstawkami gitarowymi. Ładnie zbudowany wstęp, wzbogacony o delikatne instrumentarium pozwala odczuć miękką melancholię.
    Vulnerable poprzez wielowątkowość instrumentalną przyczynia się do transowego, orientalnego charakteru. Potem wyłania się wariacja gitarowa, a wkład motywu czysto etnicznego jest niezwykle ciekawym zabiegiem. Interesującym zaskoczeniem jest pojawienie się pewnego rodzaju wiru instrumentalnego napędzanego głównie przez gitary.
    World on fire płynie na etnicznej warstwie muzycznej, w którą wkrada się ,,połamany rytm”. W tym utworze możemy się zadowolić soczystym brzmieniem, który występuje w postaci tak jakby zrywu wszystkich instrumentów i solo gitarowego. Jest to pełna intensywność w przekazie.
    Fallen tree to stonowany utwór, jednak z uwydatnioną solówką gitarową. Słucha się przyjemnie, pozwala odpłynąć myślami.
    The kids are not all right jest niesiony skrzypcami na samym początku. Śpiew wokalisty w zwrotkach jest zaczepny i współgra ze zrytmizowanym tłem muzycznym. Utwór trafia prosto w refleksję - wszystko może nas zgubić, najwięcej zależy od tego jak się odnajdziemy i jaką drogę wybierzemy.
    Lion Shepherd to zespół, który przedstawia ducha rocka progresywnego w bardzo intrygującym wydaniu. Wątki etniczne tworzą aurę tajemniczości. Gitary brzmią soczyście, niekiedy możemy zadowolić się wirtuozeryjną solówką. Album utrzymany jest w tonie refleksji i dryfuje trochę na takim niewyjaśnionym niepokoju. Osobiście album III był dla mnie prawdziwym odkryciem, a Lion Shepherd wciągnął mnie w swój muzyczny klimat.

    Aleksandra Leszczyńska środa, 26, luty 2020 16:56 Link do komentarza
  • Bartek Musielak

    Długo zabierałem się do napisania tej recenzji, może nawet trochę za długo, bo trzeci w dorobku Lion Shepherd album, zatytułowany po prostu "III" (choć zauważam tu pewną symbolikę, o czym za chwilę...), został już opisany ze wszechmiar. W niemal każdej recenzji jaką udało mi się przeczytać album jest chwalony, czasami otrzymuje nawet najwyższe noty - trochę może z przesadnym entuzjazmem. Ja również wpiszę się w ten pozytywny nurt, choć postaram się trochę surowszym okiem spojrzeć na ten wyjątkowy jak na polskie warunki zespół.

    Od kiedy wziąłem pod lupę album "Heat" minęło już trochę czasu. Niemniej jednak Lion Shepherd zaskakuje wydawniczą regularnością. Poza tym, że sporo koncertują, także u boku tych największych, wydają się być świadomi faktu, że współczesna, pędząca rzeczywistość generuje wielkie ryzyko zostania zapomnianym. Jak tego uniknąć? Ano najlepiej przypominając o sobie nowymi wydawnictwami. Życie biegnie szybko, a słuchacze potrafią po miesiącu zapomnieć czego słuchali. Niestety dla niektórych zespołów ta świadomość bywa zgubną, wkrada się pośpiech, który nigdy dobrym przewodnikiem nie jest. Nie ma mowy o pośpiechu w przypadku Lion Shepherd - panowie Kamil Haidar i Mateusz Owczarek utrzymują wysoki poziom i choć może nie podnoszą sobie poprzeczki, to wciąż intrygują i zaskakują. Jak to robią? Najpewniej słuchając dużej ilości różnorodnej muzyki i poszukując kolejnych inspiracji. W przypadku "III" takich inspiracji słychać wiele, choć nieoceniony jest zapewne wkład nowego członka grupy, czyli Macieja Gołyźniaka. Zespół oficjalnie stał się trio i wydał trzeci album... symbolika tytułu staje się nieco bardziej klarowna.

    Gołyźniak wniósł do muzyki Lion Shepherd mnóstwo perkusyjnej świeżości. Pojawiło się jeszcze więcej przeszkadzajek, ale co najbardziej urzeka, to że perkusja w każdym z utworów potrafi grać (i brzmieć) inaczej. W "Uninvited" usłyszymy metaliczny tamburyn, brzmiący niczym tłuczone szkło. W końcówce "World On Fire" perkusja zieje ogniem piekielnym i brzmi jak rodem wycięta z metalowej kapeli. W "Toxic" natomiast usłyszeć możemy chyba wszystkie możliwe dźwięki jakie zagrać da się na werblu. I tak dalej, i tym podobne. Za tym całym perkusyjnym szaleństwem ruszył również Mateusz Owczarek, który zaprezentował na "III" kilka wartych uwagi solówek i riffów. Te najlepsze usłyszymy choćby w "Vulnerable", "Toxic" czy "Nobody". Przy okazji recenzowania "Heat" wspominałem, że w grze Owczarka słychać duży wpływ Piotra Grudzińskiego czy Davida Gilmoura, ale po przesłuchaniu "trójki" dorzuciłbym tutaj jeszcze kilka nazwisk, takich jak choćby Steve Howe czy Don Felder. Bardzo podoba mi się też podejście tego muzyka do samej gry, o którym wspomniał w jednym z wywiadów, a mianowicie, że czasami piękniejsze są proste, ładne dźwięki, niż palce rozbiegane po gryfie w tempie bliskim prędkości dźwięku. I tę zasadę słychać, bo solówki często są dość oszczędne (poza paroma wyjątkami, jak w "World On Fire"), ale wcale nie tracą na atrakcyjności.

    Co mnie najbardziej ucieszyło to to, że Lion Shepherd odszedł nieco na "III" od orientalizmów, których już na "Heat" było trochę dużo, a skierował swoje muzyczne poszukiwania w kierunku world music. Usłyszymy więc tutaj naleciałości nie tylko orientalne (bo oczywiście wciąż są), ale niemal z całego świata. Dead Can Dance się kłania, choć sam nie jestem wielkim fanem, to w wydaniu warszawiaków jakoś to do mnie trafia. A to dlatego, że poza tymi wszystkimi kolorowymi ozdobnikami i światowymi melodiami formacja wciąż mocno zakorzeniona jest w art czy prog rocku. Ba, te korzenie są nawet bardziej uwypuklone niż poprzednio, a czasami sięgają nawet muzyki metalowej czy elektroniki. Cały ten ogrom różnorodności jest w dodatku tak sprytnie i przemyślanie podany, że album jawi się jako wyjątkowo spójny. Świetnie prowadzone kompozycje przeplatają momenty mocniejsze, delikatniejsze, szybsze, wolniejsze itd. I w całym tym gąszczu jest kilka świecących mocniej niż reszta perełek - jak choćby przepiękna piosenka "What Went Wrong" czy świetny finał w postaci "May You All Live In The Fascinating Times".

    Przyszło nam zaiste żyć w fascynujących czasach, bo możemy doświadczać tak udanych albumów jak "III" od Lion Shepherd. Wspomniałem jednak, że na całość spojrzę nieco bardziej krytycznie i przyszła też pora na moje tradycyjne marudzenie. Przez całą recenzję nie wspomniałem zbyt wiele o wokalu, a właściwie to do niego delikatnie chcę się przyczepić. Bo tak jak przez zdecydowaną większość albumu nie mam do niego zastrzeżeń, tak chwilami jest on jakiś taki... przekombinowany. To ma miejsce np. w "The Kids Are Not All Right", choć rozumiem, że taka była koncepcja utworu, to mimo wszystko coś mi w tych zwrotkach nie pasuje. Chwilami mam też wrażenie, że wokal jest przesadnie ekspresyjny, tzn. taki trochę na siłę ekspresyjny - nienaturalnie. Może to tylko moje takie dziwne wrażenie.

    Mimo wszystko jednak Lion Shepherd serwuje nam po dwóch latach równie udany co "Heat" album. "III" z pewnością znajdzie się w niejednym rocznym podsumowaniu (również moim, do tego pewnie wysoko!), bo jak najbardziej zasługuje na to. Grupa wyrasta na jednego z liderów polskiego rocka progresywnego i ma ogromną szansę z taką muzyką zaistnieć w świecie, czego jej oczywiście życzę. Ale mam wrażenie, że wciąż ma do nagrania swój przełomowy i najważniejszy album... więc kto wie - może to będzie już ten kolejny?

    Bartek Musielak wtorek, 03, wrzesień 2019 19:08 Link do komentarza
Zaloguj się, by skomentować

Recenzje Varia

Komentarze

© Copyright 2007- 2023 - ProgRock.org.pl
16 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.