Meet the Residents

Oceń ten artykuł
(8 głosów)
(1974, album studyjny)
1. Boots (2:40)
2. Numb Erone (1:07)
3. Guylum Bardot (1:19)
4. Breath and Length (1:18)
5. Consuelo's Departure (1:44)
6. Smelly Tongues (1:46)
7. Rest Aria (5:06)
8. Skratz (1:44)
9. Spotted Pinto Bean (6:35)
10. Infant Tango (5:57)
11. Seasoned Greetings (5:06)
12. N-er-gee (Crisis Blues) (9:41)

Czas całkowity: 44:03
The Residents
Więcej w tej kategorii: The Third Reich 'n Roll »

1 komentarz

  • Edwin Sieredziński

    The Residents to rock eksperymentalny mocno nietypowy. Brzmienie utworów awangardowych kojarzone jest zwykle z czymś przybijającym. Grupa rezydująca obecnie w San Francisco wybrała zdecydowanie inny sposób dotarcia do odbiorcy. A mianowicie poprzez ciężki humor, groteskę oraz pastisz. Zespół powstał w roku 1969, jest zatem tak samo wiekowy jak klasycy pokroju Led Zeppelin, Rush czy King Crimson. Z debiutem czekał jednak stosunkowo długo, ponieważ do roku 1974.

    Album Meet The Residents został zignorowany przez ówczesnych słuchaczy. Można tutaj dociekać przyczyn. Nie jest to bynajmniej sparodiowania Meet the Beatles na okładce - od tytułu po przerobione twarze. Chodzi tutaj o rzecz inną. The Residents podobnie jak inny zespół z amerykańskiego deep south, Red Krayola, zbliża się tutaj do form muzyki rockowej wykształconej dopiero po rewolucji punkowej. Mamy tutaj dużo noise'u i sporo surowego brzmienia, w "Ghylum Bardot" kojarzy się ono z kompletnie niszowym zespolikiem końca lat sześćdziesiątych - The Shuggs. Na tej płycie można doszukiwać się antycypacji różnych form no wave - zarówno noise rocka w stylu Swans czy wczesnego Sonic Youth jak i punk jazzu typu John Chance i Lounge Lizard. Można zatem rzec, że album wyprzedził o kilka lat swoją epokę. Zachowując duchowość progresywną i psychodeliczną, The Residents nagrali album, jaki można osadzić w realiach po eksplozji punka. Można zatem tą kapelę zestawiać z takimi grupami jak niemieckie Neu! i Faust czy brytyjski Doctors of Madness stanowiącymi właśnie przeskok między graniem progresywnym, psychodelicznym lub art rockowym, a (post)punkiem. Nie należy się również dziwić, że krytyka muzyczna na początku lat 80. wymieniała The Residents obok takich grup jak Chrome czy This Heat. Oni bowiem tak grali... i to kilka ładnych lat wcześniej.

    Album polecam wszelkim słuchaczom rocka nie bojącym się zarówno pastiszu i groteski jak i ekstremalnych wrażeń.

    Edwin Sieredziński wtorek, 02, czerwiec 2015 22:57 Link do komentarza
Zaloguj się, by skomentować

Komentarze

© Copyright 2007- 2023 - ProgRock.org.pl
16 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.