|
Lista utworów:1. Tales (0:39)2. Here And Now (9:35) 3. Distant Tomorrow (8:56) 4. Ocean Of Dreams (9:17) 5. Daydreamer (6:01) 6. The Maze (8:18) 7. Lady May (9:28) 8. Under The Sun (9:58) Muzycy biorący udział w nagraniu:- Robert I Edman ( guitar and vocals )- Alex Jonsson ( keyboards ) - Jan Persson ( bass ) - Thomas Nordh ( drums ) - Christer Lindstroem ( guitar and vocals ) |
| « poprzedni artykuł |
|---|
Maze Of Time to grupa wyjątkowa. I to pod wieloma względami. Zaliczana do coraz szerszego grona rocka neoprogresywnego, 'obdarowała' nas jak na razie jednym albumem. Mowa tu o 'Tales From The Maze'. Płyta ciekawa, oryginalna i na pewno godna uwagi.
Wspomniana przeze mnie oryginalność nie oznacza jednak, iż zespół ten odkrył jakieś nowe ścieżki w muzyce. Schematy, które tu usłyszymy to 'Stara szkoła'. Momentami wydaje nam się, że muzycy naśladują wręcz stare, znane zespoły. W jednym utworze usłyszałem motyw jakby żywcem wycięty ze znanego kawałka 'Echoes'. Niektóre partie gitarowe to czysty Randy Rhoads, zaś utwór otwierający całość płyty został z pewnością zainspirowany piosenką 'Dogs'.
A najlepsze jest to, że pomimo tych wszystkich eksperymentów, przez cały czas słyszymy pewien unikatowy styl, który łączy to, co znamy i tworzy coś, czego jeszcze nie słyszeliśmy. Taka hybrydowa mieszanka sprawia, że po pierwszym przesłuchaniu mamy ochotę włączyć całość od nowa, a potem jeszcze raz i tak do znudzenia.
Utwory są długie. Tylko jeden trwa krócej niż 8 minut. Ciężko czuć niedosyt, gdyż dzięki temu dostajemy ponad godzinę muzyki. Godzinę, podczas której słyszymy prawie wszystko: Delikatną grę syntezatorów, ciekawe solówki gitarowe ( naprawdę duży plus ), melodyjny wokal wywodzący się wprost ze szkoły Gilmoura i Gabriela, no i przede wszystkim świetny, niepowtarzalny klimat. O gitarach można pisać naprawdę dużo. Popisy Edmana i Linsdstroma mogłyby zawstydzić nawet najlepszych weteranów tego gatunku. Niektóre utwory są banalne i nieco nudne, i to właśnie solówki je ratują.
Wokale są czyste i jak już wspominałem melodyjne, momentami jednak zbyt banalne. Myślę, że zabrakło trochę pasji w niektórych wykonaniach. Na szczęście zdarza się to rzadko.
Poza tym nie ma tu nic więcej do dodania. Warto jeszcze wspomnieć, że słychać tu tę charakterystyczną dla wszystkich młodych zespołów świeżość i pomysłowość. Jak na debiutancką płytę, to naprawdę kawał dobrej roboty. Myślę, że gdyby Maze Of Time pojawili się gdzieś na początku lat 70-tych, to spokojnie znaleźliby się wśród grona takich gigantów jak Yes, bądź ELP. Jeśli ktoś odczuwa niedosyt takiej właśnie muzyki, to powinien jak najszybciej sięgnąć po tę płytę.
Moja ocena 4/5











































