|
|
Kiedy jedni za ¶.p. Andrzejem Boguckim wci±¿ powtarzaj±, ¿e im szkoda lata, inni – w tym ni¿ej podpisani - potrafi± doceniæ uroki jesieni. Du¿e festiwale na powietrzu piêkne s± i basta, ale i kameralne koncerty w lokalnych klubach te¿ maj± swój urok. Nie mniejszy – po prostu odmienny. Mniejsza publiczno¶æ – to dla zespo³u szansa na bli¿szy kontakt ze s³uchaczami. Z nadziej± na takie w³a¶nie ciep³e, przyjacielskie spotkanie z dobr± kapel± wybrali¶my siê do Nowego Andergrantu, którego sala koncertowa – zaznaczmy – zosta³a od naszej poprzedniej tam bytno¶ci ( a bywamy regularnie) do¶æ znacznie odmieniona. Wystrój jaki¶ taki bogatszy… A i scenê przesuniêto w inne miejsce, przez co wreszcie skoñczy³y siê problemy z widoczno¶ci± z odleg³ych k±tów. Z przykro¶ci± jednak musimy stwierdziæ, ¿e tym razem nie by³o t³umu, choæ i o frekwencyjnej pora¿ce trudno mówiæ, przynajmniej w olsztyñskich realiach. Kilkadziesi±t osób, które dok³adnie wiedzia³y czego oczekiwaæ od wykonawców, choæ nawet personel Anderu zdawa³ siê nie wiedzieæ kto zacz Dikanda. A Dikanda, moi drodzy, to firma ze spor± renom±. Czterna¶cie lat na scenie, cztery albumy studyjne i koncertówka na koncie, ¶rednio sze¶ædziesi±t koncertów rocznie na scenach ma³ych i du¿ych w ro¿nych czê¶ciach globu (zespó³ dopiero co wróci³ z trasy po USA – prawdziwej trasy, nie objazdu polonijnych klubów) i – last but not east – szacunek w krêgach world music na ca³ym ¶wiecie. Fuzja folku ba³kañskiego, indyjskiego, z Czarnego L±du i co tam sobie jeszcze zespó³ zamarzy skutecznie rozgrzewa s³uchaczy pod ka¿d± szeroko¶ci± geograficzn±. Ju¿ z soundchecku mo¿na by³o wywnioskowaæ, ¿e tak te¿ bêdzie i tym razem. Szczecinianie uczciwie spêdzili godzinê na ustawianiu brzmienia, daj±c wcze¶niej przyby³ym przedsmak koncertu. Anna Witczak, g³ównodowodz±ca Dikandy, nie do¶æ ¿e ¶wietnie gra na akordeonie i ¶piewa, to jeszcze b³yszczy elokwencj±. Powita³a zebranych na koncercie o tyle szczególnym, ze odbywaj±cym siê w miejscu, do którego o ma³o co siê swego czasu nie przenios³a dla dawnej mi³o¶ci. Powita³a niedosz³± szwagierkê, przyby³±, cytujemy, stamt±d, gdzie teraz jest Carrefour, a dawniej by³ Leclerc. Hmmm… Carrefour jest ju¿ parê ³adnych lat. A pani Ania wci±¿ tak m³odzieñczo ¶wie¿a! Przed pañstwem najlepszy zespó³ ¶wiata – Dikanda! – doda³a. My¶licie, ¿e to wyraz buty? Nie bardzo. Czego¶ takiego jak jeden najlepszy w ogóle zespó³ nie ma, istnieje za to elitarna grupa kapel, które porywaj± publiczno¶æ sam± gr±. Bez wizualizacji, bez malowania twarzy w misia pandê, darcia ¶wiêtych ksi±g, odgryzania g³ów go³êbiom, dzwonienia z komórki do nieba, pirotechniki, tañcz±cych nagich lasek etc. Takie zespo³y nagrywaj± fajne kr±¿ki studyjne i epokowe albumy live. Wchodz±, graj± i od razu wiadomo ¿e na scenie nikt ich nie zakasuje. Dikanda to jedna z takich w³a¶nie kapel. Akustycznym instrumentarium szczecinianie generuj± energiê, jakiej mog± im pozazdro¶ciæ wpiêci do gniazdek rockmani. Ten zespó³ jest przede wszystkim niesamowicie zgrany. Bêbny Daniela Kaczmarczyka i kontrabas Grzegorza Kolbreckiego tworz± giêtki jak u akrobaty rytmiczny krêgos³up – dobr± podstawê do gitarowych popisów Piotra Rejdaka, akordeonu Anny Witczak i raz lirycznych, innym razem drapie¿nych skrzypie Katarzyny Dziubak (wspieranej duchowo przez czekaj±c± na narodziny córeczkê – szczê¶liwym rodzicom gratulujemy!). Wspomniane panie razem z oddelegowan± wy³±cznie na wokalny odcinek Katarzyn± Bogusz tworz± piêkne harmonie, w¶ciekle ha³³akuj±, wymieniaj± siê obowi±zkiem pierwszego g³osu. Wokalnie Dikanda to twór zró¿nicowany i bardzo ciekawy. Zreszt± o ka¿dym z muzyków mo¿na by d³ugo pisaæ. Rejdak ciekawie lawirowa³ miêdzy ró¿nymi tradycjami. Bo mo¿na by³o u niego us³yszeæ i bazowy ba³kañski folk, i ragi, miejscami nawet flamenco. Kaczmarczyk czêsto zmienia³ perkusjonalia, u¿y³ nawet elektronicznego bêbna – novum w twórczo¶ci Dikandy! Kontrabas Kolbreckiego dodawa³a ca³o¶ci odpowiedniego bujania, by nie rzec z obca – groove’u i swingu. Zabrzmia³o wszystko to, co na koncercie Dikandy zabrzmieæ powinno – Usztijo, Amoriszej, Ederlezi, Caje Sukarije, Jakhana Jakhana i szereg innych utworów - tradycyjnych jak i autorskich. Po romsku, w serbsko-chorwackim i w dikandish – jêzyku wymy¶lonym przez Annê Witczak. Czê¶æ publiczno¶ci zachêcona przez akordeonistkê posz³a w tany (przyznajemy siê bez bicia – nie dali¶my siê porwaæ, mo¿e dlatego, ¿e przekonywa³ nas do tego podchmielony jegomo¶æ pod trzydziestkê). By³o ¿ywio³owo, serdecznie i rodzinnie – nie bez kozery, wszak „Dikanda” w jednym z kongijskich dialektów oznacza w³a¶nie rodzinê. Zespó³ nie zd±¿y³ nawet zej¶æ z desek po ostatnim kawa³ku, kiedy jaka¶ wyj±tkowo rozochocona fanka wskoczy³a na scenê i poprosi³a o jeszcze. No to zagrali jeszcze – mniej wiêcej pó³ godziny. ¦wietny koncert! Zespó³ da³ z siebie wszystko mimo niewielkiej frekwencji – co tylko ¶wiadczy o jego wielkiej klasie. A ¿e to brzmienia odleg³e od rocka ( o firmowym progresie nie wspominaj±c)? No i co z tego? Dikanda zawar³a w swojej muzyce dobry smak i wyrafinowanie z jednej strony, a pierwotn±, frenetyczna energiê i pozytywny przekaz z drugiej. Czyli ka¿dego wybrednego s³uchacza powinna zadowoliæ, a to chyba najwa¿niejsze. Relacjonowali: Pawe³ Tryba i Jakub Szwajkiewicz Zdjêcia: Pawe³ Tryba
|
| « poprzedni artyku³ | nastêpny artyku³ » |
|---|








































