|
Lista utworów:01. Metallic Side (28:46) Metallic Spheres Hymns to the Sun Black Graham Hiding in Plain View Classified 02. Spheres Side (20:11) Es Vedra Hymns to the Sun (Reprise) Olympic Chicago Dub Bold Knife Trophy Czas całkowity 48:55 Muzycy biorący udział w nagraniu:David Gilmour - guitars, vocalsAlex Paterson - sound manipulation, keyboards, turntables Youth - bass, keyboards, programming Tim Bran - keyboards, programming Marcia Mello - acoustic guitar (on 'Black Graham') Dominique Le Vac - backing vocals |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Album 'Metallic Spheres' wpadł w moje ręce dość przypadkowo: ot, przedłużałem prenumeratę jednego z pism i w promocji mogłem sobie wybrać jakąś płytę. No to wybrałem, kierując się głównie nazwiskiem byłego gitarzysty Pink Floyd. I tu od razu uwaga: na płycie widnieje dumnie napis The Orb, a dopiero poniżej dopisek, mniejszą czcionką, 'featuring David Gilmour'. Według mnie to nie do końca fair, jako że to właśnie dźwięki gitary stanowią znak rozpoznawczy całej płyty. No cóż, ale pewnie panu Gilmourowi było wszystko jedno, więc i ja nie będę marudzić :-).
Samej płyty jednak już czepiać się będę, bo według mnie jest słaba. Ponoć na początku działalności muzycznej The Orb nazywano 'Pink Floyd ery rave' i doszukiwano się w ich nagraniach sampli z floydowskich nagrań. No cóż, nie jestem jakimś szczególnym fanem The Orb (choć czasem lubię sobie jakąś płytę z el-muzyką zagrać) i ich twórczość znam bardzo pobieżnie, więc do tego twierdzenia się nie odniosę. Niemniej, akurat na 'Metallic Spheres' jedynym (i dalekim) źródłem skojarzeń z muzyką Pink Floyd jest David Gilmour.
Ale po kolei. W zasadzie płyta jest jednym długaśnym nagraniem, taką niby-suitą, choć na obwolucie płyty można dotrzeć do bardziej szczegółowego podziału na części. Podział ten jest jednak czysto umowny, bo muzyka zawarta na 'Metallic Spheres' płynie monotonnie, czasem nieco szybciej, czasem nieco wolniej, czasem basy są mniej donośne, czasem bardziej dudniące, ale cały czas są to te same motywy, przetwarzane i ogrywane przez panów z The Orb. A gdzieś obok na stołeczku siedzi sobie pan Gilmour i od niechcenia plumka na gitarze elektrycznej i lap steel. Tyle, że to plumkanie jest zupełnie bez werwy. A i momentami średnio pasuje do ambientowych podkładów panów z The Orb. W zasadzie z całej płyty na plus można jedynie zaliczyć żywszą gitarę gdzieś w okolicach 'Chicago Dub' i podniosłe zakończenie części 'Spheres', miłą odmianą jest też partia gitary akustycznej w 'Black Graham' (ale to akurat nie pana Gilmoura zasługa). Niestety, są też fragmenty, które odstają wyraźnie in minus, np. wtedy, gdy David Gilmour zaczyna w uduchowiony sposób skandować: 'if you believe in justice, if you believe in freedom, stand up for human rights...'. Dodam przy tym, że jest to jego jedyna próba wokalna na całym albumie. Z płyty wieje chłodem i nudą, bo muzyka zawarta na 'Metallic Spheres' w żadnym stopniu nie absorbuje słuchacza. Idealny wypełniacz, nadający się w sam raz na ścieżkę dźwiękową podczas zakupów w supermarkecie. A najgorsze jest to, że już podczas słuchania części 'Spheres' słuchacz zdaje sobie sprawę, że żadnych eksperymentów tu nie będzie i muzyka będzie się toczyć wolno i ospale, zupełnie jak pociągi tej zimy. Aż chce się wyłączyć odtwarzacz.
Nie jestem miłośnikiem ambientu, więc pewnie nie potrafię w pełni docenić uroków monotonnej i rytmicznej muzyki The Orb. Liczyłem jednak, że z ich współpracy z Gilmourem powstanie coś wyjątkowego. A tu rozczarowanie. O ile panów z The Orb w sumie nie powinienem się czepiać, bo może zwyczajnie ich muzyka do mnie nie trafia, to po panu Gilmourze jednak spodziewałem się więcej. Zabrakło mi iskry w jego grze, przez co słuchając 'Metallic Spheres' wynudziłem się jak mops. Płytę odstawiłem na półkę i raczej nie będę już po nią sięgał, dlatego też taka, a nie inna ocena:
2/5

















































