|
Lista utworów:1. Black Milk Sea (3:58)2. Hour Ov The Wolf (4:30) 3. Toward The Void (4:51) 4. Jane Doe (4:42) 5. How My House Became A Sorrow Tree (4:54) 6. Saviour Queen (4:20) 7. Strangers Can Hurt (4:06) 8. My Story Of Innocence (5:22) Czas całkowity: 41:50 Muzycy biorący udział w nagraniu:Gabor Bethlen: vocal, guitar, piano, synthetizers, programmingTom Domagalsky: synthetizers, programming Martin L.Th: bass Codi: drums |
Miałem taki zabawny okres w życiu, kiedy mówiłem głośno i dobitnie: jestem Gotem. Dziś już subkultury mnie śmieszą, a po gotyku pozostało mi tylko kilka fajnych płyt na półce i parę czarnych koszulek. Ale nadarzyła się okazja, by przypomnieć sobie dawne czasy. Okazja nazywa się Rice With Nails, a nagrała ją polska formacja NarcolipZ.
Od razu sprostowanie - NarcolipZ grają rock gotycki, a nie to modne dziś kuriozum nazywane gotyckim metalem. Żadnych niespełnionych operowych div ubranych w czarne firanki, patetycznych do przesady riffów, symfonicznych parapetów. Dowodzony przez wokalistę i gitarzystę Gabora Bethlena (to oczywiście pseudonim, nie wiem dlaczego pan Jakub Harańczyk identyfikuje się z żyjącym w XVII wieku Wielkim Księciem Siedmiogrodu) czerpie ze starszych, znacznie ciekawszych moim zdaniem wzorców. Na pierwszy rzut ucha słychać tę charakterystyczną transową motorykę znaną z płyt Sisters Of Mercy, ale też rękę do ładnych melodii, jaką miał Wayne Hussey. Sporo użytej z głową elektroniki nawiązuje do praojców dark wave - Depeche Mode (tak uważam - bez nich elektro-gotyk albo by nie powstał, albo nie byłby tym, czym jest), ale pobrzmiewają też w niej echa Deine Lakaien. Czyli Bethlen i jego koledzy mają fajnie dobrane kolekcje płyt, a jak z własną inwencją? Też nieźle!
Osiem utworów to niby niedużo, ale nie ma wśród nich gniotów. Wszystkie trzymają dobry poziom. Nie ma może na Rice With Nails utworów, które można z miejsca włączyć do klasyki gatunku, ale każdy kawałek czymś się wyróżnia i ma dość złożoną konstrukcję. NarcolipZ nie piszą piosenek na jedno kopyto. Już otwierające Black Milk Sea nakreśla styl grupy: głęboki baryton Bethlena, czad równoważony melancholijnymi zwolnieniami, dobra gitarowa robota. Sporo tu studyjnej obróbki, zabawy z rozmieszczaniem poszczególnych planów, przez co kompozycje zyskują wielowarstwowość. Największą niespodzianką jest na pewno Towards The Void - słyszał ktoś, żeby w gotyckim czy cold wave'owym utworze wykorzystać rytm reggae? How My House Became A Sorrow Tree ciekawie wzbogaca szeptana kobieca recytacja. Trochę wytchnienia po mocnej całości daje kończące płytę balladowe My Story Of Innocence.
W duży nawias biorę teksty. W stylistykę wpisują się idealnie, aż za bardzo. Boga nie ma, miłość jako taka jest niemożliwa, są tylko chwilowe związki ludzi poranionych, którzy łączą się w pary żeby nie zwariować w pojedynkę. Religijnie lokuję wobec Bethlena-tekściarza zdecydowanie w opozycji, a co do całościowej jego wizji świata - gotyckie dzieciaki z South Parku też wygłaszały podobne komunały (kto oglądał, ten wie o czym mówię). Ale to nie wina autora - to ja wyrosłem z podobnego czarnowidztwa.
Nie jest to płyta przełomowa, ale wcale mi to nie przeszkadza. Takiego gotyku mi brakowało. Więcej, zgodnie z tytułem zresztą, gwoździ i żyletek, mniej cukierków. Niezmącona przyjemność słuchania przez ponad 40 minut. Rozum mówi: daj 3,5. Sentyment do konwencji dyktuje pełną czwórkę. Niech więc żydowskim targiem będzie tym razem 3,75. Zastanawiam się też jak Narcolipz prezentuje się dziś, bo materiał z Rice With Nails zarejestrowano już w 2007 roku. Ale bardzo dobrze, że ujrzał światło dzienne.

















































