Noce Muzeów powoli przyjmuj± siê w ró¿nych miastach Polski. Tury¶ci i mieszkañcy przemieniaj±cy siê w nocnych pielgrzymów, którzy po zmroku zaczynaj± ³akn±æ kultury (i nierzadko stoj± w ¶rodku nocy w ogonku do galerii), nikogo ju¿ nie dziwi±. Ale Kraków, promuj±cy siê jako miasto kultury, na muzeach nie poprzestaje i bezsenno¶ci± obdarowuje równie¿ pracowników teatrów, alumnów oraz muzyków jazzowych. Jubileusz starej, poczciwej Laborki odby³ siê w³a¶nie w ramach tzw. Nocy Jazzu, w zas³u¿onej sali krakowskiej Rotundy.

Muzycy kazali na siebie czekaæ, a ka¿da minuta opó¼nienia dzia³a³a na ich niekorzy¶æ. Oczywi¶cie – gwiazdy maj± do tego prawo, niemniej w nieklimatyzowanej sali i warunkach pogodowych, jakie panowa³y w sobotê (ponad plus 30 stopni), cierpliwo¶æ publiczno¶ci jest bardzo ograniczona (przy okazji - brawa dla ludzi obdarzonych inteligencj± pi³eczki ping pongowej, którzy zapêdzali siê z zapalonymi papierosami na salê koncertow±). Laboratorium zameldowa³o siê na scenie 20 minut po 22. Zespó³, jako „grupê bia³ych mê¿czyzn z po³udnia Polski” przedstawi³ Marek Stryszowski, który podczas tego koncertu wzi±³ na siebie trud konferansjerki. Rozpoczêli od klasyka zarejestrowanego zreszt± w sali Rotundy – utworu
Diver.

...i ju¿ pierwsze d¼wiêki p³yn±ce ze sceny pozwoli³y ustaliæ przynajmniej trzy rzeczy. Warto by³o czekaæ – to po pierwsze. Po drugie – kompozycje Laboratorium siê nic a nic nie zestarza³y. Po trzecie – 40 letni zespó³ prezentuje siê na scenie wybornie (akme!). Starych wyjadaczy:
Marka Stryszowskiego (wokal, saksofony),
Janusza Grzywacza (instrumenty klawiszowe) i
Krzysztofa ¦cierañskiego (bas) wspierali w pocz±tkowej fazie koncertu
Grzegorz Grzyb (perkusja) oraz
Marek Raduli (gitara), którzy graj± z zespo³em od czasu jego reaktywacji w 2006 roku. Sk³ad grupy wystêpuj±cej na scenie zmienia³ siê jednak jak w kalejdoskopie. Ca³y czas kto¶ nowy siê pojawia³ a kto¶ inny na chwilê schodzi³. Jak na prawdziwy benefis przysta³o byli go¶cie specjalni, byli dawni cz³onkowie Laborki.

Po ¶wietnym otwarciu poprawili
Pokojem nr 210, co ju¿ wywo³a³o u pisz±cego niniejsze s³owa pewien niepokój. O ile bowiem zespó³ prezentowa³ siê ¶wietnie a muzyka p³yn±ca ze sceny by³a prawdziw± uczt± dla wszystkich spragnionych mistrzowskich partii solowych, to czy aby na pewno kompozycje z ostatniej p³yty –
Anathomy Lesson – powinny i¶æ w parze z klasykami, takimi jak
Nurek? No, ale jubileusz, to jubileusz. Przegl±d ca³ego dorobku jest wskazany...

Nastêpny utwór by³ ma³± niespodziank±.
Pustynna burza, nie do¶æ, ¿e zwiastuje nadchodz±c± now± p³ytê zespo³u (pierwsz± od 1986 roku), to jeszcze go¶cinnie za¶piewa³a w nim tajemnicza
Rasmina. Kolejny utwór i kolejna niespodzianka – kompozycja
Makija¿ z filmu pod tym samym tytu³em. Chwilê pó¼niej ze sceny pad³o sakramentalne pytanie: „Czy jest na sali Jarek?”. Pojawi³ siê wiêc na scenie
Jarek ¦mietana i zapowiedzia³, ¿e zagraj±
Blues pierwszy. Ale tak jak jasne by³o, którego Jarka spo¶ród wielu Jaros³awów wywo³ywa³
Grzywacz, tak w u³amku sekundy wszyscy zgromadzeni w sali Rotundy zrozumieli, o który blues chodzi. Lapidarnie rzecz ujmuj±c – wykonanie Hendriksowskiego
Red House po prostu zatrzês³o sal± Rotundy! W klasyku tym po raz pierwszy zaprezentowa³ siê przed publiczno¶ci±
Pawe³ ¦cierañski, z którym po chwili
¦mietana zagra³ blues „drugi”. Pytania gdzie Rzym, a gdzie Krym nikt nie zada³.

Minuty mija³y i sytuacja zmienia³a siê po raz kolejny o 360 stopni. Po utworach z 1977 i 1986, po nowej kompozycji, muzyce filmowej i standardach bluesowych us³yszeæ mogli¶my... Little Egoists – zespó³, który
Marek Stryszowski za³o¿y³ po opuszczeniu Laboratorium. Do lidera do³±czyli
Jan Pilch (instrumenty perkusyjne) oraz
Seb Bernatowicz (klawisze). Nastrojow± kompozycjê Bernatowicza,
Lament, poprzedzon± niezbyt poprawnym politycznie komentarzem (nie pierwszym i nie ostatnim tego wieczoru) szybko zag³uszyli dyskotekowym utworem (niektórzy lubi± okre¶lenie jazz-disco), przenosz±cym nas w sam ¶rodek lat 80, po czym... pozwolili publice chwilê odetchn±æ.

Po krótkiej przerwie us³yszeæ mogli¶my miêdzy innymi
I'm so Glad Punk (from DDR) is Dead oraz
Dealera. Ci±g³a rotacja muzyków wystêpuj±cych na scenie sprawia³a, ¿e nie mo¿na by³o przewidzieæ, co siê wydarzy za chwilê. W pewnym momencie dosz³o do tego, ¿e oczom zgromadzonych ukaza³ siê najlepszy sk³ad Laboratorium –
Grzywacz,
Stryszowski,
bracia ¦cierañscy i
Mieczys³aw Górka. Co¶ niezwyk³ego wisia³o w powietrzu. Kiedy
Marek Stryszowski zapowiedzia³, ¿e zagraj± suitê, wszystko by³o ju¿ jasne –
Modern Pentathlon! I choæ dzia³o siê jeszcze du¿o (masa jamów,
Krzysztof ¦cierañski solo, nowa kompozycja –
Latin Riff, a na bis –
Blues dla pani magister), to jednak nic ju¿ nie przyæmi³o
Piêcioboju Nowoczesnego.

I jak tu podsumowaæ taki koncert? Muzycznie – wszystko by³o na najwy¿szym ¶wiatowym poziomie. Starzy wyjadacze nie zapomnieli jak siê gra, a ci m³odsi nie ustêpowali im pola (zw³aszcza doceniæ trzeba
Marka Radulego, który nie absorbowa³ uwagi widzów, ale odwala³ ¶wietn± robotê na „drugim planie”, gdy za¶ wchodzi³ na partie solowe, to rêce same sk³ada³y siê do oklasków). Sk±d wiêc te w±tpliwo¶ci? Chyba czego¶ innego siê spodziewa³em... Nie do koñca spodoba³o mi siê z jednej strony zmarginalizowanie utworów samego Laboratorium, z drugiej za¶ – ich niezbyt fortunny dobór. Jak to siê sta³o, ¿e mogli¶my us³yszeæ zaledwie dwa utwory pochodz±ce z lat 70. (ani jednej kompozycji z
Quasimodo!)? Koniec koñców koncert okaza³ siê nie tyle 40-leciem samego Laboratorium, co muzycznej rodziny zespo³u. Nie ma w tym nic z³ego, ale szkoda, ¿e przy okazji nie mo¿na by³o nigdzie nabyæ solowych p³yt
¦cierañskiego, czy Little Egoists. Ale pal licho p³yty! Czemu czasu wy³±cznie dla siebie nie dostali
Janusz Grzywacz, ani
Marek Raduli? Stylistyczny misz-masz, jaki zaserwowali nam wykonawcy te¿ móg³ budziæ mieszane uczucia. Fusion, smooth jazz, blues, disco... chyba by³o tego troszeczkê za du¿o. Przynajmniej dla mnie.

Nie zmienia to jednak faktu, ¿e us³yszenie
Piêcioboju nowoczesnego na ¿ywo by³o wspania³ym prze¿yciem. Przekonanie siê na w³asne oczy (i uszy), ¿e odm³odzone Laboratorium prezentuje siê na scenie wy¶mienicie, ¿e magia zespo³u dzia³a, warte by³o po¶wiêcenia, jakim by³a trzygodzinna wizyta w saunie, w jak± tego wieczoru zamieni³a siê krakowska Rotunda. Nowe kompozycje, przywodz±ce (ze wzglêdu na zainteresowanie muzyk± z ró¿nych stron ¶wiata) ostatni solowy album
Krzysztofa ¦cierañskiego –
Directions, pozwalaj± mieæ nadziejê, ¿e nowa p³yta Laborki bêdzie dorównywaæ jej dawnym nagraniom. Jedyne zatem co pozostaje, to trzymaæ kciuki za ten legendarny ju¿ zespó³, ¿yczyæ wydania znakomitej p³yty i... gromko od¶piewaæ jubilatom
Sto lat!