|
Lista utworów:1. Freefall (5:47)2. Supertwister (3:20) 3. Nimrodel (9:12) - The procession - The White Rider 4. Earthrise (6:42) 5. Lady Fantasy: Encounter/Smiles For You/Lady Fantasy (12:46) 6. Supertwister (Bonus, Live 1974) (3:14) 7. Mystic Queen (Bonus, Live 1974) (6:09) 8. Arubaluba (Bonus, Live 1974) (7:44) 9. Lady Fantasy (Bonus, Original Basing Street Studios Mix 1973) (12:59) Czas całkowity: 67:53 Muzycy biorący udział w nagraniu:- Peter Bardens ( keyboards )- Andy Latimer ( vocals, guitars, flute ) - Doug Ferguson ( bass, vocals ) - Andrew Ward ( drums ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Skąd to się bierze, że pierwsze płyty są zawsze takie dobre, świeże,
nowatorskie, pozbawione maniery 'sprostania wymaganiom'? Posłuchajcie
pierwszych płyt Rush, Scorpions... i pierwszej płyty Camel. Kocham tą grupę,
ale czasami była to typowa szarlotka, po prostu mdliło od nadmiaru słodyczy,
a przecież obiad to nie tylko deser, potrawy z przyprawami o mocniejszym
smaku być muszą... Tutaj są, to śmiem sądzić najmocniejsza rzecz w
dyskografii. No i wychodzi na to, że literka 'g' przy A.Latimerze nie została
postawiona na wyrost. On NAPRAWDĘ na niej gra... I dlatego śmiem twierdzić,
że to jedna z najlepszych płyt grupy, a może nawet...
Odpoczywając nad magicznym Jeziorem Nimrodel, spoglądając w jego czarodziejską taflę, widzisz piękną, wyimaginowaną twarz czarującej elfki - fantastycznej pani znad jeziora - Lady Fantasy. W oddali słyszysz tupot kopyt wspaniałego rumaka, opływającego bielą z dumną postacią Wielkiego czarodzieja - Gandalfa...
Tak zawsze wyobrażałem sobie treść tej pięknej płyty. Albumu pełnego majestatycznej atmosfery, magii i Tolkienowskiego klimatu. Wszak inaczej być nie może, bo inspiracją do jego nagrania było wielkiego dzieło tego arcymistrza, którego tytułu chyba wymieniać nie muszę...
Magia tej płyty to absolutne oddanie z głębi serca odczuć Andy'ego Latimera po zagłębieniu się w fantastyczny świat Śródziemia. wszystko tutaj jest podporządkowane tylko jednemu - Magii przez duże M! Gitara i charakterystyczny głos snują nam legendę, która trafia prosto w serce.
'Freefall' dość agresywnie wprowadza nas w klimat płyty. Jest wręcz hard rockowo ale z charakterysytczną camelowską nutką progresji. Płyniemy razem z gitarowymi cięciami ku fantazji. Instrumentalny 'Supertwister' zapowie nam za pomocą dźwięków fletu klimat znany z 'The Snow Goose', ale jednocześnie wyłoni nam po raz pierwszy tajemniczą postać Fantastycznej Pani. I oto już odpoczywamy nad tonią magicznego Jeziora Nimrodel. Widzimy przemarsz dumnych Elfów. Za nimi pędzi Wielki Gandalf, niemal spojony w bieli z potężnym Gryfem, królem rumaków. Biel skrzy się i pozostawia za sobą smugę srebra zatopionego w strunach gitary Andy'ego i organach Petera Bardensa (suita 'Nimrodel' / 'The Procession' / 'The White Rider'). Potęga Śródziemia mając takich wojowników i czarodziejów, jak muzycy Camel, rośnie w siłę, wznosi się i pobudza naszą wyobraźnię ('Earthrise') przed fantastycznym finałem. Bo oto za chwilę wspomniane przed chwilą instrumenty oraz pełen magii głos Latimera przedstawią nas pięknej Pani Znad Jeziora Nimrodel - Lady Fantasy. Wszak to ona ma zawładnąć naszą duszą i dokona tego, bo nie sposób jest się jej oprzeć...
Podobnie nie sposób jest oprzeć się muzyce Camel, ale o tym dobrze już wiecie...
Absolutny majstersztyk - kto nie słuchał, niech żałuje i lepiej się do tego nie przyznaje...
To był dla mnie szok. Od pierwszego dźwięku. Od wejścia perkusji na Freefall aż po ostatnie dźwięki Lady Fantasy. Album skończony. I w mojej opinii najlepszy album Camela. Słuchając fletu na Supertwister lub pierwszych nutek Andy'ego na gitarze w Nimrodel po prostu się rozpływam. No i nieśmiertelne Lady Fantasy. O tym utworze można by napisać książkę. A przecież niby nic skomplikowanego, ot proste melodie, ale jak wpadające w ucho! Taka, bardzo ładna jest ta płyta. Tak to zdecydowanie dobre słowo - 'ładna'. I niby nie ma jakiegoś wielkiego skoku jakościowego od debiutu, ale kompozycje są zdecydowanie bardziej przemyślane. Każdy instrument, każda solówka i każde słowo wokalisty jest na swoim miejscu. Tylko okładka jakaś taka mało 'progresywna':) Świetny album na odpoczynek od pędzącego świata. Naprawdę łagodzące dźwięki. Zdecydowanie warto podążyć za wielbłądem tym razem. Zaprowadzi was na oazę, nie pustynię. 5/5

















































