|
Lista utworów:1. Anthology Of Dreams (3:08) Czas całkowity - 30:49 Muzycy biorący udział w nagraniu:- Peter Thorpe / vocals- Granville Frazer / guitar - Neil Tatum / guitar - James Haines / bass - Bernard James / drums |
Jak widać po liczbie ocen płyta ta jest dość dobrze znana w Polsce, co chyba w dużym stopniu jest zasługą Megadiscu. Ma prawie dwa razy więcej not niż Band of Gypsys Hendriksa i nawet nieco więcej niż Abbey Road The Beatles, a to już o czymś świadczy. Muzyka zawarta na jedynym albumie grupy Elias Hulk to mieszanka psychodelii, ciężkiego (progresywnego) rocka i bluesa. Choć porównania są zawsze ryzykowne to grupowałbym ten album, choć ostrożnie, to jednak gdzieś blisko Fuzzy Duck, Andromedy czy Atomic Rooster. Mocną stroną jest tu wokalista Peter Thorpe, który potrafi śpiewać zarówno bardzo spokojnie i delikatnie jak i szaleńczo i ochryple. Na płycie znajdziemy osiem stosunkowo krótkich utworów, a całość to zaledwie 30 minut muzyki.
Pierwszy utwór (We Can Fly) to mieszanka cięższego, bluesującego grania z diabelskim wokalem, ciężką linią basu, fajnymi gitarami i nieco przydługim jak na niewielką objętość albumu solo na bębnach w części środkowej (około jednej minuty). Nightmare to kawałek hardrockowy, zaśpiewany zachrypniętym i trochę zwariowanym głosem. Been Around Too Long to spokojny utwór ze świetną linią basu, delikatnym wokalem, a także dobrym fragmentem instrumentalnym. Pierwsza minuta Yesterday's Trip to przede wszystkim głośno zaśpiewany, niemal wykrzyczany fragment. Następnie przychodzi czas na prawie trzy minuty świetnego żywiołowego grania z fantastyczną gitarą i świetną perkusją i generalnie jest to raczej instrumentalny utwór. Anthology of Dreams to klimat psychodeliczny z fajnymi hipnotycznymi partiami instrumentalnymi i pięknym, delikatnym wokalem. Free to bardzo spokojny, rozmarzony utwór z łkającą gitarą, w pewnym sensie przywodzącą na myśl wykonawców takich jak Chris Rea. Delhi Blues to interesujący utwór instrumentalny będący hipnotyczną mieszanką orientalnych klimatów i bluesa. Z kolei Ain't Got You rozpoczyna się jako spokojna ballada, która jednak przechodzi w cięższą instrumentalną część, natomiast kończy się ponownie spokojnie, po raz kolejny z delikatnym śpiewem Petera Thorpea.
Zastanawiałem się jak ocenić ten album i przyznam, że wahałem się pomiędzy 3+ a 4- ale ostatecznie, trochę na fali ogólnego entuzjazmu zdecydowałem się na tę drugą ocenę. Innymi słowy: mógłbym żyć bez tej płyty, ale jednocześnie za każdym razem gdy jej słucham sprawia mi ona przyjemność.
















































