Jestes tutaj:  Start arrow Teksty arrow Relacje z koncertów arrow Ino-Rock Festival 2009, Inowroc³aw, 12.09.2009


Ino-Rock Festival 2009, Inowroc³aw, 12.09.2009
Powiadom o tej p³ycie znajomego


Druga po³owa tego roku naprawdê obfituje w du¿e intryguj±ce i bardzo ciekawe imprezy oko³o progresywne. Po Festiwalu Legend Rocka i Festiwalu Rocka Progresywnego, przyszed³ czas na kolejn± edycjê Ino-Rocka w Teatrze Letnim w Inowroc³awiu. Nie mia³em do tej pory okazji zawitaæ na ten bardzo chwalony festiwal i by³em niezwykle ciekawy jak jest w rzeczywisto¶ci.  

Do¶æ ciekawie umiejscowiony amfiteatr w samym ¶rodku do¶æ przecie¿ du¿ego miasta, pomiêdzy stadionem pi³karskim a osiedlem mieszkaniowym i malowniczym parkiem, znakomicie nadaje siê na takie imprezy muzyczne, choæ na pewno jest to mocno uzale¿nione od pogody. Tym razem nie by³o z tym najmniejszych k³opotów, ba, aura wrêcz idealnie dopasowa³a siê do kilkugodzinnego spektaklu, który mam ci±gle przed oczyma. Publiczno¶æ rozsiad³a siê wygodnie na sporej ilo¶ci ³awek, a je¶li kto¶ mia³ ochotê i ¶rodki, to móg³ odwiedziæ stoisko p³ytowe i nabyæ naprawdê interesuj±ce p³yty. Dla zwolenników przek±ski i z³ocistego napoju równie¿ przewidziano odpowiedni± ilo¶æ stanowisk zaopatrzeniowych. Nad ca³o¶ci± imprezy czuwa³ natomiast oddzia³ kilkunastu ochroniarzy, którzy nie¼le i do¶æ dyskretnie wywi±zali siê ze swoich zadañ.

Dwa polskie zespo³y, jeden w³oski i na koniec brytyjska gwiazda - tak w³a¶nie dobrano line-up tegorocznego Ino, a dobór ten by³ niezwykle trafny i udany. Na pocz±tek zagra³a bardzo ciekawa w³oc³awska grupa After…, po niej nie mniej utalentowany i intryguj±cy warszawski zespó³ Indukti, pó¼niej nasze uszy pie¶ci³ w³oski Nosound, a kulminacj± by³ wystêp mistrza gitary, Steve’a Hacketta i jego bandu.



AFTER…

01. Hillside of dreams
02. The end
03. Closed shame
04. Reflecting me
05. Wonderful mistake
06. Fingers
07. Senses confuse reality
08. Hideout

Rozpoczynaæ tak wielk± imprezê, to na pewno zadanie wymagaj±ce i w pewnym sensie stresuj±ce. By³em ciekawy jak sobie z tym poradzi After…, grupa, któr± mia³em okazjê ogl±daæ po raz drugi. Wcze¶niej mia³em przyjemno¶æ uczestniczyæ w wystêpie w poznañskim Eskulapie w ramach 3 Art Rock Festival w 2008 roku. Tam jednak muzycy nie mieli za wiele miejsca, aby pokazaæ nam pe³niê swoich mo¿liwo¶ci, choæ sam koncert wypad³ nie¼le. Przyznam od razu, ¿e raczej preferujê pierwsz± p³ytê, która jest bardziej stonowana, progresywna. Dwójka emanuje energi± i ma o wiele wiêkszy ciê¿ar, ale brak mi na niej trochê pewnej zadumy i romantyki. Byæ mo¿e wynika to z nastawienia. W ka¿dym razie na ¿ywo utwory z drugiego kr±¿ka wypadaj± rewelacyjnie i chyba dopiero wtedy mo¿na je w pe³ni doceniæ.  Zreszt± zespó³ te¿ sprawia wra¿enie, ¿e czuje siê lepiej w nowym materiale, poniewa¿ na 8 zagranych kompozycji a¿ 6 jest z p³yty „Hideout”, a tylko dwa z „Endless Lunatic”. Wokalista Krzysztof Drogowski zosta³ przeze mnie okre¶lony przy okazji poprzedniej relacji jako „rasowy metalowy wokalista”. Wynika³o to g³ównie z jego wygl±du, a w³a¶ciwie fryzury, gdy¿ wtedy jego w³osy by³y bardzo d³ugie. Tym razem na scenê wyszed³ kto¶ zupe³nie nowy, odmieniony, ale w bardzo pozytywnym wed³ug mnie znaczeniu. Jego g³os jest potê¿ny, a na ¿ywo brzmi jeszcze donio¶lej i mocniej ni¿ na p³ytach. Widaæ w tym wokali¶cie rozpieraj±c± go od wewn±trz energiê, a jego twarz mimik± przekazuje nam targaj±ce nim emocje, kiedy ¶piewa kolejne wersy tekstów piosenek. Gitarzysta Cezary Bregier usytuowany po prawej stronie Krzysztofa, za sob± jeszcze bardziej w prawo mia³ klawiszowca Tomasza Wi¶niewskiego. Tych dwóch muzyków raczej skupia siê na grze i nie okazuje zbytnich emocji. Nie przeszkadza im to jednak u¶miechn±æ siê od czasu do czasu i pokazaæ, ¿e równie¿ pasjonuje ich to, co robi±, a do tego staraj± siê graæ jak najlepiej. Praw± stronê sceny (patrz±c tym razem od strony widowni) zaj±³ basista Mariusz Zió³kowski oraz drugi gitarzysta Wojciech Tymiñski. Ten pierwszy to najbardziej ¿ywio³owy chyba muzyk After… Ci±gle roze¶miany, roztañczony wrêcz, wyginaj±cy siê we wszystkie strony i nawi±zuj±cy kontakt wzrokowy z pozosta³ymi cz³onkami oraz publiczno¶ci±. Skryty za okularami przeciws³onecznymi, które nadawa³y mu do¶æ tajemniczego wygl±du, wydawa³ siê emanowaæ energi± i ochot± do gry. Widzia³em w swoim ¿yciu wielu bardzo statycznych basistów, Mariusz do nich na pewno nie nale¿y. Natomiast gitarzysta Wojciech Tymiñski to instrumentalista, który gra ca³ym cia³em, nie tylko d³oñmi. Wygiêty raz w przód, raz w ty³, prze¿ywa³ swoje partie jak kto¶ w ekstatycznym uniesieniu.  Akurat on mia³ okazjê graæ w pe³nym s³oñcu, gdy¿ ta czê¶æ sceny by³a najd³u¿ej nas³oneczniona. Mia³em wra¿enie, ¿e Wojtek mia³ ochotê na jeszcze bardziej agresywne granie, na jaki¶ bardziej metalowy ³oskot i ciê¿sze riffy. Ciekawe jak by³o w rzeczywisto¶ci? Pozosta³ nam jeszcze jeden bardzo wa¿ny muzyk zespo³u After…, perkusista Rados³aw Wiêckowski. Nikn±³ gdzie¶ za zestawem blach i bêbnów, ale nie da³ o sobie zapomnieæ rytmicznym i rasowym graniem.

Jako kolektyw After… stanowi monolit, a poszczególni muzycy s± czê¶ciami uk³adanki, idealnie pasuj±cymi do ca³o¶ci. Napiêty harmonogram festiwalu pozwoli³ na zagranie do¶æ krótkiego seta, ale pokaza³ on mo¿liwo¶ci drzemi±ce w tym m³odym w koñcu zespole. Zespole, który ma na swoim koncie dopiero dwie p³yty, ale pragn±cym graæ dalej, spotykaæ siê z fanami, rozwijaæ siê i polepszaæ swój warsztat. Muzycy zapewne pope³nili kilka drobnych b³êdów, niedoci±gniêæ czy potkniêæ, ale zwyk³y s³uchacz nie by³ w stanie tego wy³apaæ. Poza tym na tych b³êdach trzeba siê uczyæ, aby kolejne wystêpy by³y jeszcze lepsze. Na uwagê natomiast zas³uguje naprawdê ¶wietne brzmienie i nag³o¶nienie. Kiedy przechodzi³o siê w pobli¿u g³o¶ników, to nogawki u spodni dos³ownie falowa³y, a p³uca mia³y k³opot ze z³apaniem oddechu. Muzycznie dla mnie After… jest zawieszony pomiêdzy delikatnymi i piêknymi melodiami „Endless Lunatic” a ostrymi i energicznymi d¼wiêkami „Hideout”. Zreszt± utwór tytu³owy, który zakoñczy³ inowroc³awski koncert, wypad³ wrêcz rewelacyjnie. Jest to mój ulubiony numer z tej p³yty i naprawdê ucieszy³em siê z jego obecno¶ci. Chcia³bym nastêpnym razem obejrzeæ After… podczas ich solowego, pe³nego wystêpu, kiedy pokazaliby pe³niê swoich mo¿liwo¶ci, a przede wszystkim bogatszy set. W Inowroc³awiu zaprezentowali siê z dobrej strony, zagrali bardzo dobrze i niew±tpliwie rozgrzali publiczno¶æ, która gêstnia³a, gdy¿ kolejne osoby ci±gle wkracza³y na teren okalaj±cy scenê. Nie jest ³atwo rozpoczynaæ taki festiwal, to na pewno musia³o byæ troszkê stresuj±ce, ale muzycy After… zdali ten egzamin na pi±tkê.

(Proszê klikn±æ na zdjêcie, aby obejrzeæ je w wiêkszej rozdzielczo¶ci)
Image Image
Image
Image
Image Image
Image Image
Image
Image Image
Image Image
Image Image
Image
Image



INDUKTI

01. Freder
02. Sansara
03. Tusan Homichi Tuvota
04. Indukted
05. ...and Weak
06. Aemaet
07. Ninth Wave

Po przerwie, w inowroc³awskim Teatrze Letnim mogli¶my zobaczyæ i pos³uchaæ przyby³ej z Warszawy grupy Indukti.  Fani grupy, których spora liczba zameldowa³a siê pod scen±, na pewno oczekiwali, ¿e muzycy zaprezentuj± podczas swojego wystêpu utwory ze ¶wie¿utkiej jeszcze p³yty “Idmen”.  I nie zawiedli siê. Warszawianie wykonali podczas swojego setu piêæ z o¶miu utworów znajduj±cych siê na tym kr±¿ku. Repertuar koncertu uzupe³ni³y jeszcze dwa numery z debiutanckiej p³yty S.U.S.A.R. 

Pomny do¶wiadczeñ z poprzedniej edycji Ino-Rocka, gdy odk³ada³em w czasie zakup p³yt, a potem musia³em obej¶æ siê smakiem zaraz po wej¶ciu na teren festiwalu uda³em siê do namiotu Indukti, by kupiæ ich nowe dzie³o. Na szczê¶cie p³yta by³a, a gdy siê okaza³o, ¿e zosta³ tylko jeden egzemplarz, to jak najszybciej siêgn±³em do portfela i dokona³em wymiany z³otówek na srebrny kr±¿ek. Muzykê z pierwszej p³yty znam bardzo dobrze. Ods³uchuj±c nowe utwory grupy na MySpace i czytaj±c wywiady z muzykami mia³em ogólne pojêcie jakiej muzyki mogê siê spodziewaæ. Wiedzia³em, ¿e bêdzie g³o¶no, ostro i bez kompromisów. I tak te¿ by³o, ale po kolei.

Jeszcze s³oñce o¶wietla³o amfiteatr, gdy na scenie pojawili siê  Ona i Oni. Ona, czyli Ewa Jab³oñska trzymaj±ca w delikatnych d³oniach srebrzyste skrzypce. Oni, czyli  Maciej Ja¶kiewiczPiotr Kocimski z gitarami, Andrzej Kaczyñski z basem i  Wawrzyniec Dramowicz za perkusj±. Zaczêli utworem “Feder”, czyli pierwszym kawa³kiem z debiutanckiej p³yty. Teatr Letni wype³ni³y d¼wiêki o niezwyklej mocy i sile.  Indukti zabrzmia³o naprawdê potê¿nie. Tylko wystêp na ¿ywo zagwarantuje nam takie prze¿ycie. Tylko podczas koncertu mo¿na muzykê po mêsku “przyj±æ na klatê”.  Indukti ³oili a¿ mi³o, brzmieli mocni i soczy¶cie, a podejrzewam, ¿e w pobliskim Parku Solankowym  kuracjusze spogl±dali  z niepokojem w niebo, patrz±c czy nie nadci±ga burza. Burzy jednak nie by³o, a my mieli¶my okazjê  pos³uchaæ kawa³ka otwieraj±cego now± p³ytê. “Sansara” to mocna rzecz, z charakterystycznymi dla tej grupy po³amanymi rytmami i zmianami tempa. Ciekawa partia skrzypiec w wykonaniu Ewy i pe³na emocji gra Macieja. Te emocje  towarzyszy³y muzykom do koñca wystêpu, a szczególnie widaæ je by³o u obu gitarzystów.  Maciej prze¿ywa³ je raczej na spokojnie, przymykaj±c powieki i odlatuj±c w nieznane. Piotrem potrafi³y natomiast nie¼le potrz±sn±æ i przegoniæ po scenie. Piotr mia³ te¿ jeszcze jedno zadanie do wykonania. Wzi±³ na siebie rolê frontmana i walcz±c ze z³o¶liwo¶ci± mikrofonu zapowiada³ poszczególne utwory. Czyni³ to w sposób profesjonalny i nie pozbawiony specyficznego humoru. Wykaza³ siê te¿ zdolno¶ciami recytatorskimi i przedstawi³ nam wiersz o pewnym s³oniu maj±cym swoje prywatne sprawy, a jeden z wykonywanych utworów mia³ jakoby ¶wietnie pasowaæ jako jego muzyczna ilustracja. Zespó³ w dalszym ci±gu przedstawia³ na scenie muzykê z  “Idmen”. Kolejno mogli¶my pos³uchaæ nastêpuj±cych utworów: “Tusan homochi tuvota”, “Intukted” , “Aemaet”  i zagrany na koniec “ Ninth wave”. Pomiêdzy nimi znalaz³o siê jeszcze miejsce na drugi utwór zagrany tego wieczoru z debiutanckiej p³yty czyli “….and weak II”.  Trzeba przyznaæ, ¿e warszawianie zaaplikowali nam potê¿na dawkê mocnych wra¿eñ, daj±c trochê wytchnienia dopiero w zamykaj±cej koncert kompozycji.  Z ka¿dym nastêpnym granym utworem s³oñce na Inowroc³awiem schodzi³o coraz ni¿ej i powoli dzieñ ustêpowa³ pola nocy. Wieczorne szaro¶ci pozwoli³y nareszcie, by do koncertowej oprawy w³±czy³y siê efekty ¶wietlne i na scenie powoli d¼wiêki zaczê³y wspó³graæ z barwami. Trzeba przyznaæ, ¿e zdecydowanie poprawi³o to odbiór muzycznych wra¿eñ. 

Problem z koncertem Inukti polega na tym, ¿e muzykom trudno jest na ¿ywo przedstawiæ swój repertuar tak, jak mo¿na go us³yszeæ na p³ytach. Mamy wprawdzie do czynienia z zespo³em instrumentalnym, ale na kr±¿kach grupy mo¿emy te¿ us³yszeæ kilka utworów ¶piewanych. W rolach wokalistów mo¿emy spotkaæ  znakomitych go¶ci np.: M. Duda, M. Taff czy N. Frykdahl.  Wystêpuj±c na ¿ywo zespó³ musi sobie jako¶ poradziæ bez nich. I radzi sobie wybornie, ale to powoduje, ¿e koncert nie ma swoistego drugiego bieguna, który wystêpuje na p³ytach. S³uchaj±c p³yt, gdzie kompozycje instrumentalne poprzeplatane s± wokalnymi nie mamy wra¿enia znu¿enia. Akcenty muzyczne rozk³adaj± siê w sposób równomierny i nie powoduj± znudzenia s³uchacza.  Nie mam zamiaru broñ bo¿e sugerowaæ, ¿e wystêp Indukti by³ nudny bo by³aby  to nieprawda. Trudno jednak nie napisaæ, ¿e u czê¶ci widowni Ino-Rock zauwa¿alne by³y oznaki znu¿enia. S³ysza³em opinie niektórych widzów którzy mówili o pewnej monotonii  i schematyczno¶ci daj±cej siê zauwa¿yæ w kompozycjach grupy. Dla wielu osób by³ to na pewno pierwszy kontakt z twórczo¶ci± grupy. Wiele osób przyby³o na ten festiwal dla ca³kiem innych stylistycznie wykonawców i trudno wymagaæ od nich, by s³ucha³y nie³atwej przecie¿ w odbiorze muzyki warszawian z wypiekami na twarzy. My¶lê  jednak, ¿e ci z widzów, którzy przybyli na festiwal tak¿e po to, by zobaczyæ t± grupê nie zawiedli siê i prze¿yli prawie godzinn± muzyczn± ucztê. Pisz±cy te s³owa te¿ siê do nich zalicza.

(Proszê klikn±æ na zdjêcie, aby obejrzeæ je w wiêkszej rozdzielczo¶ci)
Image Image
Image Image
Image Image
Image
Image Image
Image



NOSOUND

01. Some warmth into this chill
02. Fading silently
03. In the white air
04. From silence to noise
05. Places remained
06. Kites
07. Like the elephant
08. Idle end
09. The moment she knew

Jako trzeci na scenê wyszed³ w³oski zespó³  Nosound, dowodzony przez wokalistê i gitarzystê Giancarlo Errê. My¶lê, ¿e dla wielu osób to w³a¶nie ta grupa by³a g³ówn± gwiazd± wieczoru. Muzycy promowali swoj± now±, trzeci± ju¿ p³ytê zatytu³owan± „A Sense Of Loss”. Dwa pierwsze nagrania to w³a¶nie premierowe utwory, które by³y wtedy dla mnie zupe³n± nowo¶ci±. Emanowa³ z nich jednak jakby jeszcze bardziej nostalgiczny charakter, choæ w przypadku Nosound ju¿ chyba o to bardzo trudno. Nosound znalaz³ sobie swoj± w³asn± niszê, w której naprawdê czuje siê ¶wietnie. Wbrew pozorom nie jest to muzyka oparta na gitarze, choæ oczywi¶cie g³ównym kompozytorem i twórc± jest Erra. Ta twórczo¶æ jest jak latawiec – unosi siê nad nami i szybuje coraz dalej, rozpo¶cieraj±c przed nami wspania³e krajobrazy, które symbolizuj± muzyczne odcienie i pasa¿e, grane przez muzyków Nosound. Nie znajdziemy tu agresji ani tradycyjnej rockowej zadziorno¶ci. To jest muzyka uczuæ, sentymentów i nostalgii. Piêciu muzyków statycznie zajmuj±cych swoje miejsca na scenie prowadzi³o nas przez kolejne meandry ich wersji progresywnego grania. Pewn± tajemniczo¶æ, a tak¿e wspomnian± nostalgiê potêgowa³y jeszcze ¶wiat³a, które czêsto by³y utrzymane w czerwonej tonacji.

Oprócz wspomnianych ju¿ dwóch premierowych nagrañ, us³yszeli¶my jeszcze 3 utwory z pierwszej p³yty „Sol29”, a tak¿e 4 z przecudownego albumu „Lighdark”. Gwoli ¶cis³o¶ci muszê nadmieniæ, ¿e kompozycja  „Like the Elephant” ukaza³a siê na wersji zremasterowanej i poszerzonej „Lighdark”. To chyba najbardziej psychodeliczne, a jednocze¶nie rockowe nagranie, którego wys³uchali¶my w trakcie wystêpu Nosound w Inowroc³awiu. Osobi¶cie czeka³em z utêsknieniem na utwór „From silence to noise”. Ku mojej wielkiej rado¶ci Giancarlo Erra w pewnym momencie zapowiedzia³ go swoj± angielszczyzn± naznaczon± silnym w³oskim akcentem. Niestety nie do koñca jestem zadowolony z wykonania tej cudownej kompozycji, choæ w³a¶ciwie nie jest to kwestia wykonania lecz raczej ¼le ustawionego brzmienia. Zreszt± dotyczy to ca³ego wystêpu W³ochów. Otó¿, za bardzo wed³ug mnie na pierwszy plan zosta³ wysuniêty bas, który momentami by³ wrêcz zniekszta³cony i przesterowany. Natomiast gitara i wokal Erry przesuniêto do ty³u, schowano niejako, przez co piêkne solówki po prostu ginê³y. Byæ mo¿e by³ to zabieg celowy, ale nie wydaje mi siê. Tak czy inaczej wp³ynê³o to negatywnie na mój odbiór tego koncertu. Pozosta³e trzy zespo³y mia³y zdecydowanie lepszy sound.

Pod scen± zebra³ siê tymczasem ju¿ naprawdê spory t³um, a na Teatr Letni sp³ynê³y ciemno¶ci coraz pó¼niejszego wieczoru. Widaæ by³o, ¿e publiczno¶æ dobrze siê bawi, a muzycy widz±c to daj± z siebie jeszcze wiêcej. Tutaj muszê zaznaczyæ, ¿e najbardziej moj± uwagê przykuwa³ perkusista Gigi Zito, który zosta³ cichym bohaterem wieczoru. Nie znam siê na kwestiach technicznych, ale uwa¿am, ¿e zagra³ znakomicie, z wykopem i niesamowit± energi±. Jak to siê ma do spokojnego i nostalgicznego nastroju muzyki Nosound? Tutaj w³a¶nie mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Muzyka ta jest do¶æ spokojna, zwiewna i stonowana, ale pozwala jednocze¶nie na bardzo du¿± swobodê  interpretacyjn± i wykonawcz±. Gigi skrzêtnie to wykorzysta³ i naprawdê przyjemno¶ci± by³o go ogl±daæ i s³uchaæ. Do tego przez wiêkszo¶æ czasu gra³ miote³kami. Co¶ po prostu wspania³ego. Pozostali muzycy oczywi¶cie nie ustêpowali  w niczym Gigi. Wiêkszo¶æ uwagi zwraca³ na siebie Giancarlo Erra, który zaj±³ ¶rodkow± czê¶æ. Skupiony na grze i ¶piewaniu przebywa³ jakby w swoim w³asnym ¶wiecie, odizolowanym niejako od reszty rzeczywisto¶ci. Odwraca³ siê czêsto i wspó³pracowa³ z perkusist±. Wiêkszo¶æ utworów krótko i zwiê¼le anonsowa³, a na pocz±tku koncertu mia³em wra¿enie, ¿e by³ bardzo stremowany. Jednak nie trwa³o to d³ugo, a ¶wietne przyjêcie publiczno¶ci rozlu¼ni³o go i o¶mieli³o.  Kolejn± wa¿n± postaci± w Nosound jest niew±tpliwie klawiszowiec Paolo Martelacci, którego charakterystyczne pasa¿e stanowi± w silnym stopniu o charakterze tej muzyki. Do tego Paolo wspiera Giancarlo wokalnie, nie tylko zreszt± ¶piewaj±c, ale równie¿ w kontaktach z publiczno¶ci±. Usytuowa³ siê po lewej stronie sceny i choæ mo¿e niezbyt dobrze widoczny, to jednak by³ doskonale s³yszalny. Natomiast praw± czê¶æ zaj±³ drugi z gitarzystów, Paolo Vigliarolo. Wiêksz± czê¶æ czasu spêdzi³ siedz±c na krze¶le i graj±c na gitarze klasycznej. Spokojny, powa¿ny, zadumany  i jakby nieobecny. Tak okre¶li³bym go pokrótce. Natomiast troszkê bardziej ¿ywio³owy by³ uzupe³niaj±cy sekcjê rytmiczn± basista Alessandro Luci. Podobnie jak Erra, odwraca³ siê czêsto w stronê perkusisty, komunikuj±c siê z nim wzrokowo. Mam wra¿enie, ¿e Gigi Zito to bardzo wa¿na postaæ Nousound, a jego charyzma i do¶wiadczenie s³u¿± pozosta³ym muzykom.

Poza kwestiami brzmieniowymi wystêp Nosound wypad³ znakomicie. Oczywi¶cie uwa¿am, ¿e by³ zdecydowanie za krótki, ale taki ju¿ urok festiwali muzycznych. Zabrak³o mi kilku utworów z mojej ukochanej p³yty „Lighdark”, ale mam nadziejê, ¿e jeszcze bêdê mia³ okazjê to nadrobiæ, przy okazji kolejnego, mo¿e w³a¶nie pe³nowymiarowego ju¿ wystêpu Nosound w Polsce. Giancarlo napisa³ zreszt± w mailu do mnie, ¿e jest zachwycony i chcia³by tu jeszcze wróciæ:

“Yes, we really enjoyed so much the show and audience... Simply amazing, we're really looking forward to come back soon to Poland with the full new album!”

(Proszê klikn±æ na zdjêcie, aby obejrzeæ je w wiêkszej rozdzielczo¶ci)
Image Image
Image Image
Image Image
Image Image
Image Image
Image Image
Image Image



STEVE HACKETT BAND

Po koncercie Nosound wielu pyta³o, czy legenda, choæby i tak znamienita jak Steve Hackett, przeskoczy to, co zaprezentowali W³osi. W±tpliwo¶ci rozwia³y siê gdzie¶ tak po trzydziestu sekundach otwieraj±cego wystêp "Mechanical Bride". Hackett da³ jasny sygna³, ¿e bêdzie energetycznie, ale nie zapomnia³ te¿ o show. Ukryty za bateri± klawiszy Roger King i obs³uguj±cy rozbudowany zestaw perkusyjny Gary O'Toole si³± rzeczy pozostawali statyczni, ale pozosta³a trójka uwija³a siê jak w ukropie, ¿eby uatrakcyjniæ wystêp. Hackett, choæ osi±gn±³ ju¿ wiek trzeci, spacerowa³ i wygina³ siê ze swoj± gitar± jak m³odzieniaszek. Oczywi¶cie to on wzi±³ na siebie ciê¿ar konferansjerki i nie ograniczy³ siê do standardowych "Good evening" i "Good night" (jego nieudolna próba powiedzenia "dobry wieczór" zosta³a nagrodzona gromkimi brawami). Steve okaza³ siê gadu³± i to obdarzonym nieprzeciêtnym poczuciem humoru. Saksofonista Rob Townsend ¿wawo przemieszcza³ siê po deskach amfiteatru, czêsto w pozach, które nie sprzyjaj± emisji strumienia powietrza z p³uc. Ale i tak uwagê widowni skupia³ na sobie Nick Beggs. Nie tylko z powodu b³yskotliwej gry na basie i sticku Chapmana. Nick zaplót³ swoje tlenione w³osy w warkoczyki i za³o¿y³ krótk± skórzan± sukieneczkê (¿artowali¶my potem, ¿e wróci³ do korzeni - kiedy æwieræ wieku temu zaczyna³ karierê w Kajagoogoo te¿ nie ró¿ni³ siê wygl±dem od dziewczyny). Nick nie ograniczy³ siê zreszt± do przebieranek. Je¶li Townsenda nazwaæ ruchliwym, to Beggsa trzeba porównaæ do kulki we flipperze. Jak siê zreszt± okaza³o, image Beggsa bywa pomocny. Kiedy przed jednym z utworów perkusja O' Toole'a wymaga³a drobnej przebudowy, Hackett i Nick umilili czas publiczno¶ci, tañcz±c walczyka do akompaniamentu klawiszy. Najwa¿niejsze jednak jest to, ¿e mimo wszystkich maj±cych miejsce na scenie bezeceñstw ani przez chwilê nie by³o w±tpliwo¶ci, ¿e Steve i jego kompani to muzycy ¶wiatowego formatu - ¿adnych fa³szy, brzmienie ca³o¶ci przestrzenne i selektywne, i tylko, o dziwo, gitara Mistrza Ceremonii ginê³a momentami pod zbyt nag³o¶nionymi basem i saksofonem.

Tyle w kwestii kondycji. Niejeden chcia³by siê zestarzeæ tak, jak Hackett. A co z repertuarem? Przecie¿ Steve nie unika w zasadzie ¿adnego muzycznego gatunku! Tak te¿ by³o w Inowroc³awiu. Pojawi³ siê pokrêcony hard rock na crimsonow± mod³ê, reprezentowany choæby przez wspomniane "Mechanical Bride".  Pojawi³y siê barwne artrockowe utwory z najwcze¶niejszych solowych albumów Steve'a, choæby "Spectral Mornings" czy "Ace Of Wands".  By³y cudowne ballady, w jakie obfituj± ostatnie albumy gitarzysty (harmonie wokalne Steve'a, Beggsa i O'Toole'a w "Serpentine Song" naprawdê robi³y wra¿enie). Trafi³a siê wycieczka w czasy nies³awnej supergrupy GTR ("Jekyll And Hyde"). Hackett zaprezentowa³ te¿ krótki set akustyczny przypominaj±c, ¿e równie blisko mu do muzyki klasycznej, co do rocka. Spora czê¶æ publiczno¶ci liczy³a na klasyki z okresu Genesis - i nie zawiod³a siê. W cudownie rozbudowanej wersji zabrzmia³o "Firth Of Fifth", z jedn± z najpiêkniejszych solówek w historii (zanim odegra³ j± Hackett, wcze¶niej s³ynny motyw wykona³ na saksofonie altowym Townsend). Na twarzach publiczno¶ci odmalowa³a siê ekstaza. I niedowierzanie jednocze¶nie, bo w sztandarowym utworze Genesis wokalny popis da³ perkusista. Jak siê okaza³o, najlepszym (i najbardziej aktywnym) ¶piewakiem w zespole jest w³a¶nie O'Toole. Odmienione nie do poznania zosta³o "Los Endos" - w wersji Steve'a to intryguj±ca krzy¿ówka hard i jazz rocka. Ten sentymentalny powrót do przesz³o¶ci zak³óci³y nieco jadowite komentarze gitarzysty pod adresem dawnych kolegów. Na reunion sk³adu z Hackettem raczej nie mo¿na liczyæ. Mo¿e to i lepiej? Bo gitarzysta jest dzi¶ w zupe³nie innym miejscu,  jego ¿ywio³em jest improwizacja, ¿ywe interakcje pomiêdzy wystêpuj±cymi na scenie muzykami. W zasadzie ostatnie trzy kwadranse koncertu by³y takim nie³atwym, ale jak¿e efektownym graniem wype³nione. Co najbardziej niezwyk³e - nikt chyba nie mia³ wra¿enia ba³aganu. Koncert Steve'a by³ skrajnie eklektyczny, ale jednocze¶nie w jaki¶ niepojêty sposób - spójny. Mo¿e to osobowo¶æ gitarzysty, która przesyci³a jego ró¿ne dokonania, mo¿e zgranie zespo³u - trudno orzec. Faktem jest, ¿e dwugodzinny set Hacketta mia³ ¶wietnie rozpisan± dramaturgiê, rozwija³ siê od form przystêpnych po coraz bardziej awangardowe. W miarê trwania widowiska t³ok pod scen± gêstnia³, ¿ywio³owe mimo pó¼nej pory brawa nagradza³y ka¿dy utwór. Apogeum koncertu by³a kilkuminutowa, dynamiczna solówka perkusisty. Po niej ju¿ tylko uk³on, krótki bis i... temat do rozmów dla zebranych w inowroc³awskim amfiteatrze na nastêpny rok. Klasyk nie zawiód³. Wiêcej - jego wystêp przewy¿szy³ oczekiwania.

(Proszê klikn±æ na zdjêcie, aby obejrzeæ je w wiêkszej rozdzielczo¶ci)
Image Image
Image Image
Image Image
Image Image
Image
Image Image
Image Image
Image
Image Image
Image
Image Image

 
Organizacja festiwalu sta³a na najwy¿szym poziomie, zarówno od strony bezpieczeñstwa, zaplecza gastronomiczno-higienicznego, jak i kwestii czysto muzycznych. Poza pewnymi mankamentami brzmieniowymi w trakcie wystêpu Nosound,  strona techniczna i nag³o¶nienie by³y naprawdê fantastyczne. Do tego sprawna obs³uga i krótkie przerwy miêdzy wystêpami pozwala³y na delektowanie siê muzycznymi doznaniami bez ¿adnych przeszkód i opó¼nieñ. Zreszt± przerwy pomiêdzy poszczególnymi wystêpami by³y skrzêtnie wykorzystywane przez co odwa¿niejszych fanów do nawi±zywaniu kontaktów z muzykami, do fotografowania siê z nimi i zbierania autografów. I tu naprawdê trzeba pochwaliæ otwart± postawê muzyków, choæ oczywi¶cie nie wszystkich. Có¿, nie ka¿demu jest dane spotkaæ siê ze Steve’m Hackettem.

Takie imprezy maj± jeszcze jeden wymiar. Pozwalaj± na poszerzanie swoich muzycznych horyzontów, na spotykanie siê z lud¼mi, którzy dziel± wspólna pasjê i chc± siê t± pasj± dzieliæ. Jest te¿ okazja na nawi±zanie ciekawych kontaktów z osobami z bran¿y muzycznej, które naprawdê s± otwarte chêtne do wspó³pracy. Ma³o tego, mo¿na nawet spotkaæ siê z redaktorami konkurencyjnych serwisów muzycznych i odbyæ z nimi niezwykle przyjemn± rozmowê. W koñcu muzyka ³agodzi obyczaje.    

Rock progresywny ma siê ca³kiem nie¼le, a na pewno tak jest w naszym piêknym kraju. Organizatorom tegorocznej imprezy uda³o siê dobraæ cztery zespo³y reprezentuj±ce zupe³nie inne nurty progresywnego grania. Ta ró¿norodno¶æ sprawi³a, ¿e inowroc³awska  impreza odnios³a jednoznaczny sukces, zadowoli³a zgromadzon± publiczno¶æ i jestem przekonany, ¿e muzyków te¿. Oby takich wydarzeñ by³o jak najwiêcej, a my nie mo¿emy siê ju¿ doczekaæ Ino-Rock 2010.

Relacjê przygotowali: Pawe³ Tryba, Jan W³odarski i Arkadiusz Cie¶lak

Zdjêcia: Arkadiusz Cie¶lak


 
« poprzedni artyku³   nastêpny artyku³ »

Ostatnie recenzje

Wspó³pracujemy z

Lynx Music

Black Widow Records

Fresh Music

Metal Mind Productions



Ars Mundi

Wydawnictwo Kagra

Koncertowe Studio PiK

Kartel Music

VoicePrint Music

Rock Serwis

Pro-Radio







ProgrockRecords









  






Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl