|
|
Focus con Budgie Festiwal Legend Rocka doczeka³ siê w tym roku swojej trzeciej edycji i chyba mo¿na zaryzykowaæ stwierdzenie, ¿e na sta³e wpisa³ siê w kalendarz powa¿nych imprez muzycznych, a w³a¶ciwie Muzycznych. Dopiero przy okazji w³a¶nie tego trzeciego podej¶cia mia³em okazjê naocznie przekonaæ siê, jak wygl±da sama Dolina Charlotty oraz jak prezentuj± siê na deskach tamtejszego amfiteatru gwiazdy, których blask pozornie tylko os³ab³. Spo¶ród kilku niezwykle ciekawie zapowiadaj±cych siê koncertów wybra³em wystêpy grup Focus i Budgie, legend, które ceniê od lat i nie mog³em sobie darowaæ tak wielkiej gratki. Strzelinko i sama w³a¶nie Dolina znajduje siê kilka kilometrów na pó³noc od S³upska. To naprawdê uroczy zak±tek z ogromnym zapleczem rekreacyjnym. W jednej z jego czê¶ci znajduje siê do¶æ spory, mog±cy pomie¶ciæ dobrych kilka tysiêcy osób, amfiteatr. Ostro opadaj±ce w dó³ rzêdy miejsc siedz±cych prowadz± prosto do standardowej prostok±tnej sceny, na której umieszczono specjalne stela¿e z o¶wietleniem, a po jej bokach zawis³y dwa ekrany do rzutników. Na szczycie niecki amfiteatralnej zaprojektowano tak zwany k±cik cateringowo-popcornowo-p³ytowy. Zadaszony teren ochrania³ rzêdy ³aw oraz kilka stoisk zapewniaj±cych strawê i napoje osobom potrzebuj±cym czego¶ wiêcej ni¿ prze¿ycia duchowe, zwi±zane z muzyk±. Na szczê¶cie w jednym z rogów tej wielkiej uczty mo¿na by³o natrafiæ na do¶æ bogate stanowisko z p³ytami przeró¿nych zespo³ów, a do tego spora czê¶æ tych p³yt to by³y wersje winylowe, co dla niektórych maniaków musia³o stanowiæ nie lada gratkê. Z kronikarskiego obowi±zku wspomnê jeszcze o stanowisku medycznym oraz ca³ym rzêdzie „zabawek”. Nic tylko je¶æ, piæ i … s³uchaæ. Rozpoczêcie imprezy zaplanowano na godzinê 20-±, wiêc postanowili¶my pojawiæ siê na miejscu z ponadgodzinnym zapasem, co tym razem okaza³o siê byæ zupe³nie niepotrzebn± nadgorliwo¶ci±. Trzeba przyznaæ, ¿e od samego pocz±tku by³o widaæ do¶wiadczenie i znakomite przygotowanie organizatorów na przyjêcie ogromnej rzeszy zmotoryzowanych fanów. Na okolicznych ³±kach zorganizowano sektory parkingowe, na które umiejêtnie kierowali nas rozstawieni na trasie pracownicy. Pocz±tek wydawa³ siê nastrajaæ do¶æ pozytywnie, choæ atmosferê psu³a do¶æ ciemna barwa unosz±cych siê nad nami chmur. Do tego zaczêli¶my siê trochê zastanawiaæ w jakim celu wiêkszo¶æ osób zmierzaj±cych na koncert, ubranych jest do¶æ ciep³o, a do tego zaopatrzonych w przeró¿ne koce, narzuty i pe³ne plecaki. Okaza³o siê, ¿e byli po prostu o wiele bardziej do¶wiadczonymi uczestnikami kolejnego wieczornego wystêpu pod go³ym niebem. Wej¶cie na teren amfiteatru nie nastrêcza³o ¿adnych k³opotów, po prostu szybkie i formalne sprawdzenie biletów czy zaproszeñ, i byli¶my ju¿ w ¶rodku. W powietrzu unosi³ siê zapach sma¿onego miêsa i pra¿onej kukurydzy. Zajêli¶my miejsca kilka rzêdów od sceny, praktycznie na ¶rodku. Poszczególne rzêdy by³y od siebie w do¶æ du¿ej ró¿nicy poziomów, wiêc nikt nikomu nie zas³ania³ widoku. Na scenie trwa³y pierwsze (a mo¿e kolejne?) próby i mieli¶my okazjê przyjrzeæ siê muzykom Budgie i Focus. Wszystko wskazywa³o na to, ¿e rozpoczniemy bez k³opotów i opó¼nieñ. Kilka minut przed godzin± 20-± po¶ród coraz bardziej gêstniej±cych t³umów pojawi³ siê wodzirej, ubrany do¶æ podobnie do Miko³aja i nawet posiadaj±cy imponuj±c± brodê, tak± trochê w stylu muzyków ZZ Top. Muszê przyznaæ, ¿e mia³ niezwyk³± umiejêtno¶æ nawi±zywania interakcji z publiczno¶ci±, by³ swobodny, zrelaksowany i dowcipny, choæ w sumie mia³ do przekazania niezbyt weso³± wiadomo¶æ: rozpoczêcie opó¼ni siê, a spowodowane to jest wystêpem jeszcze jednej grupy, tym razem polskiego zespo³u Delhy Seed. Nie widzia³bym w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, ¿e praktycznie dopiero wtedy zaczêto przygotowywaæ scenê do wystêpu tego bonusowego zespo³u. Pojawili siê technicy montuj±cy podest na zestaw perkusyjny, i stroj±cy brzmienie. Opó¼nienie wyd³u¿y³o siê do kilkudziesiêciu minut i by³ to naprawdê du¿y minus imprezy, choæ poza nim wiêkszych wpadek nie zanotowa³em. Muzycy Delhy Seed – wokalista, basista, gitarzysta i klawiszowiec – zostali wci¶niêci w do¶æ niewielki fragment sceny, ale chyba nie przeszkadza³o im to za bardzo, gdy¿ ich wystêp i tak by³ nad wyraz ¿ywio³owy. Nie znam zupe³nie ich twórczo¶ci, ale nagrania brzmia³y jak hard rock ¿ywcem wyjêty z lat 70-tych. Tradycyjny Hammond, dynamiczny, do¶æ pewny siebie wokalista, do¶æ zgrabna sekcja rytmiczna i utalentowany gitarzysta dali ca³kiem intryguj±c± próbkê swoich mo¿liwo¶ci, choæ prawdê mówi±c, nie spotkali siê ze zbyt entuzjastycznym przyjêciem. Wszyscy chyba byli ju¿ zmêczeni zbyt d³ugim czekaniem, i nastawiali siê na gwiazdy wieczoru. Dla mnie priorytetem by³ wystêp holenderskiego Focus i to ten w³a¶nie zespó³ zagra³ jako drugi. Zastanawia³em siê jak wypadn± w trakcie jednego wystêpu dwa, graj±ce przecie¿ zupe³nie ró¿ne odmiany rocka zespo³y. Z perspektywy czasu wydaje mi siê, ¿e jednak wiêkszo¶æ osób przyjecha³a, aby zobaczyæ Budgie. Czteroosobowy sk³ad Focus zaprezentowa³ siê po prostu znakomicie. Uwa¿am, ¿e by³ to zdecydowanie najlepszy koncert pi±tkowego dnia festiwalu. Przede wszystkim ¶wietnie zosta³o przygotowane brzmienie, wszystkie instrumenty s³ychaæ by³o doskonale, co nie koñca uda³o siê w przypadku Budgie, ale o tym pó¼niej. Niekwestionowanym liderem i motorem napêdowym zespo³u jest oczywi¶cie wokalista, flecista i klawiszowiec - Thijs van Leer, który jako jedyny gra w Focus od pocz±tku jego istnienia. Starszy, korpulentny muzyk, zajmowa³ miejsce za s³usznej wielko¶ci organami Hammonda, umiejscowionymi z lewej strony sceny. Tutaj ma³a uwaga do organizatorów – pomys³ z rejestracj± video jest oczywi¶cie ¶wietny, ale chyba trzeba go w przysz³o¶ci zaplanowaæ w trochê inny sposób. Kamerzysta stoj±cy na ¶rodku sceny i zas³aniaj±cy którego¶ z muzyków, to do¶æ denerwuj±ce i niewygodne rozwi±zanie. Ja siedzia³em w takim miejscu, ¿e Thijsa nie widzia³em w ogóle. Na szczê¶cie wokalista nie by³ zbyt statyczny i podchodzi³ czasami do mikrofonu z przodu sceny, aby za¶piewaæ lub zagraæ na flecie, oraz nawi±zaæ lepszy kontakt ze zgromadzon± publiczno¶ci±. Widaæ by³o, ¿e jest swobodny, zrelaksowany i znakomicie daje sobie radê z interakcj± z t³umem. Pozostali instrumentali¶ci równie¿ zaprezentowali siê wspaniale, zarówno pod wzglêdem technicznym, jak i zaanga¿owania w koncert. Gitarzysta Niels van der Steenhoven, m³ody, ale niezwykle utalentowany, zajmowa³ ¶rodkow± czê¶æ sceny i w sumie by³ do¶æ statyczny, choæ niezwyk³a pasja i rado¶æ z gry emanowa³y z jego twarzy. Szczególne wra¿enie wywar³ na mnie w utworze „Eruption”, który zreszt± by³ chyba najja¶niejszym momentem tego wystêpu. Moment to niezbyt trafne okre¶lenie, gdy¿ przecie¿ nagranie to trwa ponad 20 minut i by³em zachwycony, ¿e zespó³ siêgn±³ po ten klasyk z drugiej p³yty „Focus 2” (wydanej równie¿ jako „Moving Waves”) z 1970 roku. Nie zabrak³o równie¿ najwiêkszego przeboju „Hocus Pocus”, w którym aktywny udzia³ wziê³a zgromadzona publiczno¶æ, rozgrzana wreszcie dynamicznym i g³o¶nym nagraniem. Us³yszeli¶my tak¿e nagranie z ostatniej p³yty „Focus 9”, zatytu³owany zabawnie „Aya-Yuppie-Hippie-Yee”, przy którym z kolei ¶wietnie bawili siê sami muzycy. Dotyczy to szczególnie basisty Bobby’ego Jacobsa, który uj±³ mnie swoim sympatycznym wygl±dem i emocjonalnym podej¶ciem do gry. U¶miecha³ siê, ¶piewa³ i przemierza³ scenê, a jego wzrok czêsto wêdrowa³ w stronê Thijsa, który wydawa³ siê byæ dyrygentem orkiestry zwanej Focus, skupiaj±cym na sobie uwagê wszystkich muzyków, i kieruj±cym poczynaniami na ka¿dym etapie tego ¶wietnego koncertu. Ten ostatni nawet w trakcie instrumentalnych popisów gitarzysty, schowany gdzie¶ za g³o¶nikami nie przestawa³ stroiæ ¶miesznych min i machaæ rêkoma w stronê skanduj±cej publiczno¶ci. Jak w tym wszystkim odnalaz³ siê powracaj±cy po sporej przerwie perkusista Pierre van der Linden? Bardzo dobrze, a przede wszystkim naprawdê profesjonalnie. Widaæ by³o, ¿e ¿yje t± muzyk±, a najlepiej czuje siê w³a¶nie w tych starszych, klasycznych nagraniach. Focus na pewno zas³uguje na miano legendy rocka, a status ten potwierdzi³ wystêpem w Dolinie Charlotty. Mieszanka do¶wiadczenia, rutyny oraz scenicznego obycia wokalisty i perkusisty z m³odzieñcz± werw± i spontaniczno¶ci± gitarzysty i basisty, zaowocowa³a koncertem nie do koñca nostalgicznym, opartym na starych klasykach, lecz w³a¶nie ¶wie¿ym, nowym i pokrzepiaj±cym. Czasami dziwimy siê tym dinozaurom dlaczego jeszcze nie wymar³y. Dlaczego nie wypoczywaj± w chwale i uznaniu. W tym przypadku by³o widaæ, ¿e muzyka ci±gle ich cieszy, ci±gle têskni± za t± magi± wystêpowania na ¿ywo przed naprawdê ¿ywio³owo reaguj±c± publiczno¶ci±. Ja natomiast têskniê za takimi artystami i takimi koncertami. Po po¿egnaniach i uk³onach przyszed³ znowu czas na zmiany w sprzêcie i krótk± przerwê, któr± sporo osób wykorzysta³o na zamówienie kolejnych porcji jedzenia i picia. Ch³ód panowa³ coraz wiêkszy, proporcjonalnie do ilo¶ci osób gromadz±cych siê pod scen±. Widaæ by³o, ¿e jednak wiêkszo¶æ przyjecha³a tu, aby obejrzeæ i us³yszeæ Budgie. Bardzo lubiê ten zespó³ i by³em niezmiernie ciekawy, jak siê zaprezentuj±. W Polsce grupa ta ma kultowy wrêcz status i to od wielu ju¿ lat. Basista i wokalista Burke Shelley, perkusista Steve Williams oraz gitarzysta Craig Goldy wyszli w koñcu na scenê i rozpocz±³ siê g³ówny spektakl tego wieczoru, a w³a¶ciwie ju¿ nocy. Brzmienie pocz±tkowo mnie przyt³oczy³o, bas powiewa³ nogawkami moich spodni i mia³em wrêcz k³opoty z oddychaniem. Nie wiem czy to by³o celowe, ale wed³ug mnie bas zosta³ wysuniêty za bardzo do przodu, przez co straszliwie straci³a na tym gitara. Niektóre solówki ginê³y po prostu w ¶cianie sekcji rytmicznej. Có¿, to moje prywatne zdania, chyba nikomu innemu to nie przeszkadza³o, a pod scen± dosz³o wrêcz do regularnego pogowania grupki m³odych ludzi. Burke Shelley liderem oczywi¶cie jest niepodzielnym, a do tego ci±gle mnie zastanawia³o sk±d w tym niepozornym, szczup³ym i niewysokim muzyku tkwi tyle energii. Jego charakterystyczny zachrypniêty lekko wokal nie nale¿y na pewno do czo³ówki metalowych czy hardrockowych g³osów, ale przecie¿ nie o to chodzi. Generalnie radzi³ sobie nie¼le, choæ bywa³y momenty kiedy wy¿sze partie by³y dla niego niedostêpne. Trójce muzyków jest do¶æ ³atwo zagospodarowaæ nawet niewielk± scenê, wiêc lew± jej stronê zaj±³ w³a¶nie Burke, praw± Craig, a z ty³u za nimi usytuowa³ siê za swoimi bêbnami Steve. Gitarzy¶ci podchodzili czasami do siebie, ale generalnie trzymali siê swoich pozycji. Craig Goldy mnie naprawdê oczarowa³, gra³ z niezwyk³± swobod± i polotem. Momentami podchodzi³ do skraju sceny i spogl±da³ na kot³uj±cych siê poni¿ej fanów. Szkoda, ¿e jego instrument nie zosta³ lepiej nag³o¶niony. Perkusista Williams, który przypomina³ mi z wygl±du nieco Petera Gabriela, doskonale uzupe³nia³ siê z basist±. Widaæ by³o wieloletnie do¶wiadczenie i ci±gle niez³± kondycjê. Zawsze zadziwia mnie forma fizyczna perkusistów, a szczególnie tych nienajm³odszych ju¿ przecie¿. W³a¶ciwie przez ponad godzinê Steve nie mia³ ani chwili przerwy, ale ci±gle, niezmiennie i bezb³êdnie uderza³ w poszczególne bêbny i blachy. Us³yszeli¶my zestaw klasycznych ju¿ nagrañ, uzupe³niony o utwory z najnowszej p³yty, nagranej po wielu latach przerwy, „You're All Living in Cuckooland”. Je¶li dobrze zapamiêta³em, to Budgie zagrali miêdzy innymi: „Panzer Division Destroyed”, „Dead Men Don't Talk”, „Justice”, „Falling”, „Parents”, “Crash Course in Brain”, “Turn to Stone”, ”Napoleon Bona Part 1 & 2”, “In for the Kill” i “Breadfan”. Mimo dojmuj±cego ch³odu nikt chyba nie marz³ w trakcie tego wystêpu. M³odzi ludzie szaleli pod scen±, kobiety stawa³y na ³awkach i tañczy³y w rytm pulsuj±cego basu, muzycy dwoili siê i troili, a gwiazdy na niebie zadziwione wielkim ha³asem w Dolinie Charlotty, budzi³y siê i wysuwa³y siê spod chmurnych po¶cieli, obiecuj±c dobr± pogodê. Piêkny to by³ wieczór, mo¿e troszkê nostalgiczny i refleksyjny, ale jednak piêkny. Pomimo mankamentów organizacyjnych i sporego opó¼nienia, dane nam by³o obcowaæ z wielk± muzyk± i wspania³ymi artystami. Kontrastowo dobrane zespo³y mog³y zaspokoiæ szeroki wachlarz muzycznych gustów, a urocze okolice Doliny Charlotty jeszcze bardziej te wystêpy wzbogaci³y i upiêkszy³y. W¶ród zgromadzonej publiczno¶ci mo¿na by³o znale¼æ fanów w najró¿niejszym wieku, od kilkuletnich dzieci, przez m³odzie¿, wiek ¶redni, a¿ po naprawdê dojrza³ych s³uchaczy. To chocia¿by pokazywa³o, ¿e muzyka ta jest ponadczasowa i ponadpokoleniowa, ³±cz±ca wiele osób z zupe³nie ró¿nych przecie¿ niejednokrotnie ¶rodowisk. Festiwal Legend Rocka ma wielk± szansê staæ siê czym¶ sta³ym w naszym corocznym kalendarzu muzycznym. Ogromne do¶wiadczenie organizatorów powinno pozwoliæ na bezproblemow± organizacjê kolejnych edycji. Wpadki czasem siê zdarzaj± i miejmy nadziejê, ¿e wyci±gniête z nich zostan± po prostu wnioski, aby zapobiec na przysz³o¶æ kolejnych „obsuw”. Zachêcam wszystkich, którzy jeszcze tam nie byli, do odwiedzenia tego urokliwego zak±tka. W otoczeniu piêknych widoków, czystego powietrza, przy wspania³ej i ambitnej muzyce mo¿na tam zapomnieæ na chwilê o szarej codzienno¶ci i przenie¶æ siê do krainy nut± p³yn±cej. Tekst i zdjêcia: Arkadiusz Cie¶lak (Proszê klikn±æ na zdjêcie, aby obejrzeæ je w wiêkszej rozdzielczo¶ci) |
| « poprzedni artyku³ | nastêpny artyku³ » |
|---|



















































