|
Lista utworów:1. Bless Me (6:23)2. Lately (3:33) 3. The Brakes Are Gone (4:08) 4. Razorlite (3:11) 5. Propganda Man (3:56) 6. Frequency (5:22) 7. Modern Day Miracle (2:55) 8. Cosmic Baby (4:24) 9. Things Dont Stop (4:55) 10. More Propaganda (2:24) 11. On The Other Side (3:21) Czas całkowity: 44:32 Muzycy biorący udział w nagraniu:Ray Wilson: vocals, guitar, mouth organAli Ferguson: lead guitar, backing vocals Lawre MacMillan: bass, bcking vocals Ahley Mac Millan: drums, percussion Guest Musicians: Graeme Hughes: guitar on (9) Scot Spence: additional guitar on (1), (5), (8) Kim McLelland: piano on (4), organ on (7), (3), (5), (6) David Archibald: piano on( (3), (6) Gregor Lorey: accordion on (3), (7) Tesiree Priti Kaitesi:vocals on (1), (5) Alvn Mills:bass on (1) Uwe Metzler: guitar on (1) Nir Z: drums on (1) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Bob Dylan, gdy dowiedział się, że jego płyta Blood On The Tracks (w warstwie tekstowej poświęcona rozpadowi małżeństwa artysty) przoduje w notowaniach, rzekł był: nie rozumiem, jak ludziom może podobać się tyle bólu. Trzydzieści lat później płyty wypełnione wspaniałymi piosenkami przegrywają z głośną, pozłacaną tandetą. Ale poza tym mamy tu sytuację analogiczną. Ray w słowach jeszcze bardziej szczerych niż zwykle ujął swoje przeżycia po rozstaniu z żoną. Nigdy nie był przesadnym optymistą, ale Propaganda Man wręcz ocieka smutkiem i frustracją obecną tak w tekstach, jak i głosie Wilsona.
Muzyk zapowiadał, że album będzie powrotem do znanego z płyty Change balladowego oblicza. Słowa dotrzymał. Znów mamy do czynienia z intymnymi songami, w których gustowny akompaniament ma jedno zadanie: uwypuklić głos artysty. W kilku utworach pojawia się charakterystyczny dla brzmienia Change akordeon. Ale mamy też kilka wcześniej przez Wilsona nie stosowanych patentów. Spośród gromady utworów zdecydowanie wyróżniają się singlowe Bless Me i piosenka tytułowa. W obu pojawia się gęste elektroniczne tło i orientalne zaśpiewy, zbliżające muzykę do dokonań Petera Gabriela. Bless Me jest dodatkowo prowadzone przez dość ostry riff (zagrany przez kompana z 'nowego' Stlitskin, Uwe Metzlera). Nie mógłbym z czystym sumieniem nazwać tej piosenki balladą. Z kolei Propaganda Man ma repryzę w postaci utworu More Propaganda - to ten sam kawałek, ale zagrany zupełnie inaczej. W drugiej wersji jest akustyczną balladą, która w końcówce dostaje przyspieszenia na modłę Dire Straits. W kilku miejscach jest miejsce na gitarowe przestrzenie a'la David Gilmour, np. w Things Don't Stop (na dodatek mającym rytm walca) czy Frequency. Czyli mamy do czynienia z naszym starym znajomym Rayem, który ubrał się w trochę inne ciuchy. Ale to nadal on, to jego głos stanowi o wartości płyty. Dawno nie słyszałem tak zbolałego śpiewu jak w Lately czy Things Don't Stop. Dzięki talentowi kompozytorskiemu Raya i jego współpracowników - wypełniaczy na Propaganda Man nie znajdziemy. Wspaniała płyta! Nawet, jeśli jest świadectwem życiowego zakrętu twórcy. A może właśnie dlatego? 5/5

















































