|
Lista utworów:1. After The Storm (1:48)2. Blind (6:00) 3. Hero Ways (5:17) 4. Alone (8:56) 5. Get Over It (3:53) 6. Sacrifice: (7:24) I. The Lamb II. Raging Heart 7. I'm Not Waiting (4:09) 8. Cold (4:02) 9. Wanting You (3:51) 10. All Of Her Days (1:34) 11. Where Do We Go From Here (12:50) Czas całkowity:59:44 Muzycy biorący udział w nagraniu:Andrew Lyndon: lead and backing vocalsDean Baker: synthetizers, additional drums and backing vocals Lee Abraham: all guitars, additional keyboards, pro tools editing and backing vocals Guests: Jazz Baker: reading in "After The Storm" Wanda Prior: reading in "Where Do We Go From Here" |
Tak się jakoś ostatnimi czasy składa, że muzycy kojarzeni ze sceną progresywną nagrywają 'na boku' albumy popowe. Z reguły całkiem ciekawe na dodatek! Nikt przecież nie odmówi uroku Blackfield, Strawberry Fields czy Plotnicky'emu! Podobną drogą poszedł Dean Baker, na codzień klawiszowiec Galahad. After The Storm to duet Deana i wokalisty Andrew Lyndona, do którego dokooptowano Lee Abrahama, basistę Galahad, tu na gitarze i klawiszach (Dean zresztą zrewanżował się Lee występując na jego tegorocznej, nader udanej płycie Black And White. Where Do We Go From Here to płyta nagrana z potrzeby serca przez dwóch starych przyjaciół. Lyndon i Baker znają się od trzydziestu lat, grywali w różnych zespołach, podpisali wspólnie kilka płyt. After The Storm to kolejny etap koleżeńskiej współpracy dwóch dżentelmenów z Dorset.
Nie mogę sobie wyobrazić, żeby ta płyta odniosła oszałamiający sukces. Nie dlatego, że jest zła, w żadnym razie! Po prostu odstaje od tego czegoś, co się dziś popem nazywa. Where Do We Go From Here prezentuje staroświeckie i według mnie - jedynie słuszne podejście do tworzenia chwytliwych utworów. Polega ono na tworzeniu PIOSENEK. Nie bitów z rapowankami i infantylnymi refrenami, nie techno z dodanym głosem. Żadnego bezładnego mieszania, do którego przyzwyczaiły nas różne Timbalandy, Justiny i Christiny. Dobre melodie, schemat refren-zwrotka, a wszystko to obudowane pomysłowymi aranżacjami. Lyndon i Baker (twórcy całego repertuaru) swoje lata już mają i pewne nawyki zdążyły im się utrwalić. Lubią new romantic, bo przecież przygodę z muzyką zaczynali w latach 80tych. Zresztą Dean jest ekspertem w temacie wyciągania z syntezatorów zaskakująco nowoczesnych dźwięków - dowiódł tego w Galahad, tu swoją kompetencję potwierdza. Lubią dobrego pop rocka - stąd zagrane naprawdę z uczuciem gitary Abrahama. Lyndon śpiewa na luzie, może raczej podśpiewuje. Głos ma wysoki, trochę nosowy.
Fuzja elektroniki, rocka i dobrych melodii daje nam godzinę przyjemnie spędzonego czasu. A poszczególne utwory? Blind mogłoby trafić na ostatni album Abrahama (jednak ma on swój patent na brzmienie gitary!), jest zelektronizowane, żywe i 'do przodu'. Hero Ways to piosenka w stylu, powiedzmy, Mike & The Mechanics. Alone urzeka bogatym klawiszowym wstępem, brzmi trochę jak twórczość Simple Minds. No i ma prawie 9 minut! Dwanaście lat występów Bakera w renomowanej kapeli progresywnej zrobiło swoje. After The Storm nie boją się rozbudowywać utworów o partie solowe, czynią to jednak ze smakiem. Get Over It brzmi zadziornie, powerpopowo. Sacrifice podzielone jest na dwie części. Triphopowy wstęp The Lamb (brzmiący jak dokonania bristolskiego Lamb zresztą!) i stopniowo narastającą balladę Raging Heart. Co dziwne, zdecydowany rytm upodabniający I'm Not Waiting do klasyki europejskiego dance jakoś mi nie przeszkadza. Może to przez tę gitarę? Tak czy inaczej - kawałek idealny na parkiet. Cold jest spokojne, nawet do przesady - na granicy z monotonią. Kolejną subtelną balladą jest Wanting You. Najwięcej radości sprawia jednak utwór tytułowy - świetna, dramatyczna kompozycja z nośnym refrenem i Abrahamem zrastającym się w jeden organizm z gitarą. Tak właśnie powinno się robić! Najlepsze utwory powinny być umieszczane pod koniec albumu, a nie pod jedynką. Wtedy przyjemność z odbioru jest zdecydowanie większa!
Wśród dobrych pop rockowych kawałków mamy też trzy utwory z innej bajki. After The Storm to wiersz recytowany dziecięcym głosem na tle delikatnego, pozytywkowego podkładu. Podobna deklamacja, acz w w wykonaniu dojrzałej pani stanowi treść All Of Her Days. Jak się okazuje, New Age też nie jest After The Storm obce. Pozostaje jeszcze ukryta na końcu radosna, trochę wodewilowa piosenka - odstająca od zasadniczej części albumu, słusznie więc podana jako deser.
Ewidentnych 'hiciorów' tu nie znajdziemy - no, może przy odpowiedniej promocji Where Do We Go From Here mogłoby się takowym stać. Ale też żadna z piosenek poniżej bardzo przyzwoitego poziomu nie schodzi. Album do słuchania w praktycznie każdych okolicznościach. A że mógłby być potężniej wyprodukowany, że wkładka nie zawiera żadnej grafiki? A co mi tam! Budżet może niewielki, ale słychać włożone w krążek pracę i serce. A to niweluje wszelkie niedostatki. 3,5/5.
















































