Jestes tutaj:  Start arrow Teksty arrow Relacje z koncertów arrow Asia - Warszawa - 2009.04.04


Asia - Warszawa - 2009.04.04
Powiadom o tej p³ycie znajomego
 Asia - Warszawa - 2009.04.04


Fantasia w Warszawie


Image

Setlista:
01. „Only Time Will Tell”
02. „Wildest Dreams”
03. „Never Again”
04. „Roundabout”
05. „Time Again”
06. „Bolero”
07. Solo akustyczne Steve’a Howe’a
08. „Book Of Saturday”
09. „Don’t Cry”
10. „Heroine”
11. „Open Your Eyes”
12. "Fanfare for the Common Man"
13. “Without You”
14. “An Extraordinary Life”
15. „The Court Of The Crimson King”
16. “Video Killed The Radio Star”
17. “The Heat Goes On”
18. “Heat Of The Moment”
Bis:
19. “Sole Survivor”

Zapoznaj±c siê z relacjami koncertowymi, z³apa³em siê na tym, ¿e zaczynam je czytaæ niejako od koñca. Najpierw bowiem sprawdzam jaka by³a setlista, a ona przewa¿nie zamieszczana jest na koñcu relacji. Postanowi³em tym razem troszeczkê to zmieniæ i jak widaæ zamie¶ci³em spis utworów od razu na pocz±tku, co byæ mo¿e pozwoli na lepsze zapoznanie siê z niew±tpliwym wydarzeniem, jakim by³ wystêp legendy rocka, zespo³u Asia.

Osobi¶cie mia³em przyjemno¶æ po raz drugi zobaczyæ Asia na ¿ywo. Pierwszy raz równie¿ w Warszawie, ale w klubie „Proxima” w marcu 2005r, grupa zagra³a w poprzednim jeszcze sk³adzie z Geoffem Downesem, Johnem Payne’em, Guthrie Govanem i Chrisem Slade’em. Dziêki temu mogê porównaæ dwa wcielenia tego samego zespo³u, który przecie¿ wróci³ w tak zwanym „klasycznym” sk³adzie. "Klasyczny" jest okre¶leniem jak najbardziej adekwatnym. Po nagraniu naprawdê znakomitych dwóch albumów Asia rozmy³a niejako swój wizerunek, a animozje pomiêdzy poszczególnymi muzykami prawie doprowadzi³y do zupe³nego rozpadu. Trzeci album „Astra” nie jest z³y, ale brakuje mu tego ognia, tego charakterystycznego brzmienia. To po prostu poprawna rockowa codzienno¶æ. Zreszt± utwór „Go” otwieraj±cy „Astrê” nale¿a³ przez d³ugie lata do koncertowego kanonu, i by³ nawet wykonywany podczas trasy w 2005 roku. Przyznam siê szczerze, ¿e zabrak³o mi go na tegorocznym koncercie, móg³ swobodnie zast±piæ chocia¿by bisowy „Sole Survivor”, ale byæ mo¿e muzycy nie chcieli, aby¶my pomy¶leli, ¿e mamy ju¿ sobie i¶æ. Tak czy inaczej bis by³ tylko jeden i rzeczywi¶cie trzeba by³o opu¶ciæ „Stodo³ê”. 

Jaka jest ta nowa stara Asia? Jest jak dobre wino, naprawdê muzycy, którzy maj± ju¿ przecie¿ swoje lata, zaprezentowali nam znakomite widowisko poparte wybitnymi umiejêtno¶ciami technicznymi. Patrz±c na Geoffa Downesa, mia³em wra¿enie, ¿e od¿y³ w towarzystwie starych kolegów, którzy przecie¿ ju¿ dawno osi±gnêli status wielkich muzyków w historii rocka. Poprzednio klawiszowiec by³ jakby spokojniejszy, wycofany niejako, wrêcz stremowany. Obecnie widaæ po nim pasjê i pewn± swobodê. Momentami mia³ wrêcz zapêdy gwiazdorskie, g³ównie w swoim utworze „Video Killed The Radio Star”, w trakcie którego ubra³ jasn±, l¶ni±c± marynarkê i tandetne okulary przeciws³oneczne. W innym z utworów z kolei zacz±³ szaleæ z takim przeno¶nym instrumentem klawiszowym, staraj±c siê zachêciæ publiczno¶æ do jeszcze wiêkszej interakcji z zespo³em, a pozosta³ych muzyków do jeszcze lepszego grania. Tylko Steve Howe uzna³, ¿e gra ju¿ naprawdê najlepiej jak potrafi i nie potrzebuje dodatkowej zachêty, natomiast John Wetton i przesympatyczny Carl Palmer nie omieszkali siê do³±czyæ do wspólnej zabawy.

W trakcie koncertu muzycy zapowiadali poszczególne utwory i robili to przemiennie. Zdarza³o im siê czasami powiedzieæ parê s³ów o danym numerze, opowiedzieæ anegdotê lub po prostu podaæ tylko tytu³. Zgodnie z zapowiedziami oprócz nagrañ Asia, na koncercie nie zabrak³o równie¿ utworów innych zespo³ów, z którymi poszczególni muzycy byli lub s± zwi±zani. Przed akustyczn± wersj± „Book Of Saturday” King Crimson John Wetton za¿artowa³, ¿e kiedy ona powstawa³a, to on mia³ 4 lata, po czym poprawi³ siê i da³ sobie 14 lat, aby na koniec podaæ 24. Za¶piewa³ ten numer tylko przy w³asnym akompaniamencie gitary akustycznej i naprawdê wersja ta zrobi³a na mnie ogromne wra¿enie. Chyba obcowanie z muzyk± tak wielkiego zespo³u jak King Crimson mia³o tu jednak spore znaczenie. Wetton zapowiedzia³, ¿e us³yszymy jeszcze jeden utwór, ale ju¿ w pe³nej, grupowej wersji.

Carl Palmer wychodzi³ czasami przed swój zestaw bêbnów i stawa³ przed mikrofonem, aby zapowiedzieæ jaki¶ utwór. Bardzo czêsto siê u¶miecha³, by³ naprawdê wspaniale nastawiony, a jego sylwetka nie pozostawia³a wiele do ¿yczenia. Rasowy, wysportowany, profesjonalny perkusista. Jego gra jest pozornie do¶æ toporna, jakby rzemie¶lnicza, ale efekt koñcowy wgniata po prostu. Bardzo mi odpowiada równie¿ wykorzystanie przez Palmera dwóch „centrali”, co nadaje muzyce niezwyk³ej, metalowej wrêcz momentami dynamiki. Solo jakie zagra³ w „The Heat Goes On” nie by³o mo¿e najd³u¿sze, ale za to jak¿e tre¶ciwe. Oryginalne w nim by³o wykorzystanie talerzy i zabawa z pa³eczkami. Takie tricki zawsze robi± wra¿enie na publiczno¶ci. Za plecami Carla usytuowane zosta³y dwa gongi, które równie¿ dawa³y niesamowity efekt d¼wiêkowy.

Steve Howe, który na pierwszy rzut oka sprawia wra¿enie zabiedzonego i wyg³odzonego, jest gitarzyst± nietuzinkowym i nie odkrywam tutaj oczywi¶cie ¿adnej tajemnicy. Alienuje siê troszeczkê na scenie i wygl±da na ekscentryka i dziwaka, ale tak naprawdê jest po prostu prawdziwym artyst±.  Gitara jest jakby jego naturalnym przed³u¿eniem, czê¶ci± cia³a. Jego rozpoznawalny styl i brzmienie sprawiaj±, ¿e muzyka Asia jest bardziej progresywna, bardziej zakrêcona, mimo swojej pozornej prostoty i przystêpno¶ci. Howe opanowa³ ca³± lew± stronê sceny i kurczowo siê jej trzyma³, opieraj±c siê jedynie czasami o ¶cianê. W trakcie gry spogl±da³ czêsto w stronê fanów, oczekuj±c niejako akceptacji i aprobaty, co oczywi¶cie z ³atwo¶ci± uzyskiwa³. 

„Stodo³a” nie jest mo¿e wymarzonym miejscem na koncerty, ale z drugiej strony nie jest te¿ najgorszym. W jednym z pomieszczeñ oczywi¶cie mo¿na by³o zaopatrzyæ siê w p³yty, koszulki oraz inne gadgety zwi±zane z zespo³em, ale ceny by³y do¶æ, powiedzia³bym, europejskie. Kilka barów zlokalizowanych na terenie „Stodo³y” zanotowa³o spory wzrost przychodów, gdy¿ nie zabrak³o smakoszy z³ocistego napoju, który la³ siê strumieniami. 
Po otrzymaniu naklejki z akredytacj± i fotopassem udali¶my siê pod drzwi do sali g³ównej, które otworzy³y siê oko³o pó³ godziny przed rozpoczêciem koncertu. Scena standardowo umiejscowiona po lewej stronie nie sprawia³a ¿adnego nadzwyczajnego wra¿enia, ale tak to ju¿ w „Stodole” jest. Po prostu ograniczenia wynikaj± z braku miejsca. Lewa strona, jak ju¿ wspomnia³em, zarezerwowana zosta³a dla Steve’a Howe’a, co mo¿na by³o ³atwo poznaæ po stoj±cej tam gitarze. Obok, troszkê w prawo, na podwy¿szeniu umiejscowiono zestaw perkusyjny Carla Palmera, sygnowany zreszt± jego nazwiskiem. Na przedzie w centralnej czê¶ci sceny mia³ znale¼æ siê John Wetton, a prawa strona zajêta zosta³a instrumentami klawiszowymi Geoffa Downesa, tworz±cymi kwadrat otwarty od strony publiczno¶ci. Z ty³y sceny na wysoko¶ci 3-4 metrów zawieszono dwa telebimy, na których wy¶wietlane by³y obrazy towarzysz±ce poszczególnym utworom lub po prostu przekaz z kamer umiejscowionych w „Stodole”. Standardowo lewa i prawa strona sceny zakoñczona by³a kolumnami g³o¶ników, które mia³y za zadanie dorwaæ siê do naszych wnêtrzno¶ci.

Czekaj±c przy „fosie” na rozpoczêcie koncertu, obserwowa³em powoli gêstniej±cy t³um fanów. Po raz kolejny by³em zdziwiony przedzia³em wiekowym uczestników tego wydarzenia. Od kilkuletniego ch³opca, który raczej obejrza³ tylko plecy osób stoj±cych przed nim, poprzez nastolatków wznosz±cych buñczuczne okrzyki, statecznych powa¿nych osób w garniturach, po starsze od samych muzyków osoby, wszyscy zebrali siê tylko w jednym celu: spotkaæ siê z legend±, a w niektórych przypadkach spotkaæ siê po prostu z legendarnymi muzykami.

Kilka minut przed 20-t± w towarzystwie kilku innych fotoreporterów weszli¶my do „fosy”, aby przygotowaæ siê spokojnie do sesji zdjêciowej, która mia³ trwaæ tylko przez jeden utwór i dodatkowo nie mo¿na by³o korzystaæ z lamp b³yskowych. Punktualnie o wyznaczonej godzinie ¶wiat³a przygas³y i us³yszeli¶my ciche d¼wiêki wprowadzaj±ce do pierwszego utworu, którym okaza³ siê byæ „Only Time Will Tell”. Skanduj±ca nazwê zespo³u publiczno¶æ oszala³a, a ja uwija³em siê jak w ukropie, aby zarejestrowaæ jakie¶ ciekawe zdjêcia. John Wetton prawie oniemia³ kiedy wszyscy zaczêli ¶piewaæ z nim pierwsze wersy piosenki: „You’re leaving now, It’s in your eyes, There’s no disguising it…”. Mimo ¿e skupiony by³em na robieniu zdjêæ, to jednak poczu³em to mi³e mrowienie po plecach, które oznacza wielkie wydarzenie i wielkie emocje. Je¶li muzycy mieli jeszcze jakie¶ w±tpliwo¶ci przed wyj¶ciem na scenê, to ju¿ pierwszy utwór musia³ ich uspokoiæ i natchn±æ pewno¶ci± siebie. Tej pewno¶ci niestety nie mia³em ju¿ ja, gdy¿ w moim pojêciu fotopass pozwala na fotografowanie podczas ca³ego koncertu, a tymczasem po opuszczeniu „fosy” i próbie kontynuowania sesji okaza³o siê, ¿e tym razem mo¿na to by³o robiæ tylko podczas tego pierwszego, jedynego utworu. O ma³y w³os zosta³em zlinczowany przez ochroniarza, który chyba za mocno wczu³ siê w rolê i zapragn±³ mnie po prostu wyprowadziæ. Na szczê¶cie jeden z fanów stoj±cych w pobli¿u stan±³ solidarnie w mojej obronie i sprawa rozesz³a siê po ko¶ciach. Sporo innych osób nie mia³o ju¿ takiego szczê¶cia i zosta³o wyproszonych. To by³ jedyny minus tego wspania³ego spektaklu, ale pewnie tak sobie za¿yczyli sami muzycy.

Wróæmy jednak do g³ównego w±tku czyli muzyki. Kolejnym utworem, który us³yszeli¶my by³ „Wildest Dreams”, tak¿e z pierwszej p³yty. Wycofa³em siê w miêdzyczasie i zaj±³em miejsce mniej wiêcej w samym ¶rodku sali. Dobór pierwszych utworów zosta³ dokonany w sposób przemy¶lany i niezwykle udany. Pó¼niej ju¿ z tym ró¿nie bywa³o. Publiczno¶æ ju¿ bardzo rozgrzana reagowa³a tak jak ka¿dy zespó³ tego oczekuje: ¿ywio³owo, g³o¶no, niczym jeden wielki organizm kierowany jakim¶ wewnêtrznym impulsem. Niektórzy tañczyli, inni bujali siê w ró¿ne strony, sporo osób ¶piewa³o, ale wszyscy byli¶my z³±czeni d¼wiêkami p³yn±cymi z g³o¶ników.

Przyszed³ czas na nagranie z najnowszej p³yty „Phoenix”, „Never Again”. Bardzo liczy³em na ten utwór i siê nie zawiod³em. Stylistycznie utrzymany w pobli¿u debiutu, mam wrêcz wra¿enie, ¿e zosta³ napisany jako swego rodzaju wariant „Heat Of The Moment”. Tak czy inaczej ¶wietnie siê sprawdzi³ w „Stodole”.

Gdy wybrzmia³y ostatnie takty, Carl Palmer opu¶ci³ swój sto³ek i zapowiedzia³ pierwszy z „innych” utworów, anonsuj±c jednocze¶nie Steve’a Howe’a i tytu³ „Roundabout” z repertuaru Yes. Nie muszê chyba nadmieniaæ, ¿e publiczno¶æ przyjê³a to z ogromnym entuzjazmem. Wersja, któr± us³yszeli¶my by³a do¶æ wierna orygina³owi, znakomicie w roli wokalisty wpasowa³ siê John Wetton, który przecie¿ dysponuje zupe³nie inn± barw± g³osu ni¿ Jon Anderson, ale g³ówn± postaci± oczywi¶cie by³ Steve Howe skupiony na swoim instrumencie, zaanga¿owany i jakby nieobecny. 

Muzycy znowu zatêsknili za rokiem 1982 i nastêpnie wys³uchali¶my „Time Again”. Utwór zosta³ zagrany poprawnie, bez fajerwerków, a ja w jego trakcie obserwowa³em koordynacjê dzia³añ ochroniarzy, którzy regularnie przemierzali salê i wy³uskiwali niesfornych, pragn±cych upamiêtniæ ten wspania³y wystêp fanów.  Jak w kilku innych nagraniach, w „Time Again” zaobserwowa³em synchronizacjê Steve’a i Geoffa, którzy spogl±dali na siebie koordynuj±c grê na swoich instrumentach.

Przysz³a w koñcu pora na solowy wystêp Geoffa Downesa, który zagra³ nam „Bolero” czyli fragment „Cutting It Fine”. Musze przyznaæ, ¿e to wyciszenie i uspokojenie idealnie wpasowa³o siê w formu³ê wystêpu, a czyste brzmienie klawiszy by³o balsamem na uszy. Geoff równie¿ sprawia³ wra¿enie, ¿e dobrze siê bawi.

Kontynuuj±c ten solowy fragment koncertu na scenie pojawi³ siê i pozosta³ na kilka minut jedynie Steve Howe, który przysiad³ z gitar± akustyczn± i zacz±³ graæ. Nie wiem czy rzeczywi¶cie, czy mo¿e dla zabawy Steve ca³y czas by³ niezadowolony z d¼wiêku swojego instrumentu, daj±c znaki swoim technikom. Zdoby³ oczywi¶cie uznanie publiczno¶ci, a na koniec zapowiedzia³ solowy wystêp Johna Wettona.

John zapyta³ najpierw czy ktokolwiek pamiêta jeszcze King Crimson, a nastêpnie za¿artowa³ na temat swojego wieku. Akustyczna wersja „Book Of Saturday” zostawi³a we mnie pewn± nutê nostalgii za tak± muzyk±. Ten nastrój idealnie wprowadzi³ mnie do kolejnego utworu.
Na koniec sesji akustycznej zespó³ ju¿ w pe³nym sk³adzie zagra³ pó³ akustyczn± wersjê „Don’t Cry” i to by³ to dla mnie najbardziej wzruszaj±cy fragment. Wolê wprawdzie ten utwór w pe³nej, oryginalnej wersji, ale ta warszawska mia³a w sobie jak±¶ magiczn±, wzruszaj±c± si³ê. Wspaniale odebra³a ten nastrój równie¿ pozosta³a cze¶æ widowni, ¶piewaj±c i zas³u¿enie oklaskuj±c muzyków. Przepiêkne. Steve Howe zagra³ tutaj na jakie¶ ma³ej gitarze, przypominaj±cej trochê mandolinê, a Carl Palmer przygrywa³ tylko na tamburynie.

Pozostaj±c nadal w bardziej balladowym nastroju zespó³ zagra³ utwór z najnowszej p³yty, zatytu³owany „Heroine”.  To bardzo nastrojowa piosenka, która o dziwo idealnie wkomponowa³a siê w zakoñczenie spokojniejszej czê¶ci ca³ego wystêpu.

Bujanie bujaniem, ko³ysanie ko³ysaniem, ale koncert rockowy rz±dzi siê swoimi prawami. John Wetton zapowiedzia³ koñcz±cy drug± p³ytê utwór „Open Your Eyes”. Troszeczkê wyciszeni fani od¿yli ponownie i zaczêli g³o¶no dopingowaæ muzyków, ¶piewaj±c i machaj±c uniesionymi rêkoma. Muzycznie pierwsza klasa, szczególnie w grze Steve’a, a zakoñczenie w postaci szalonego crescendo do tej pory wywo³uje we mnie dreszcz emocji. Z³apa³em siê na tym, ¿e krzyczê jak oszala³y, a aparat fotograficzny wisz±cy na szyi ni st±d ni zow±d dokona³ trudnej sztuki odchudzenia mnie, czego nie zrobi³a dot±d ¿adna dieta-cud.

Po krótkiej przerwie us³yszeli¶my charakterystyczne fanfary i sta³o siê jasne, ¿e przysz³a pora na utwór Emerson, Lake & Palmer, "Fanfare for the Common Man" (w³a¶ciwie aran¿acjê utworu Aarona Coplanda). Do¶æ wyra¼nie g³ówn± postaci± zosta³ oczywi¶cie Geoff Downes, który uwija³ siê jak móg³ pomiêdzy swoimi klawiszami, wyczarowuj±c naprawdê wspania³e d¼wiêki. Znowu zaduma przeszy³a mi serce w têsknocie za starymi dobrymi latami 70-tymi.

Jak nale¿a³o siê spodziewaæ, zespó³ najczê¶ciej siêga³ po utwory z pierwszej p³yty. Tak równie¿ by³o w przypadku kolejnego nagrania zatytu³owanego „Without You”. Przyznam, ¿e bardzo lubiê ten numer, ale na koncercie wybrzmia³ do¶æ niemrawo, jako¶ ma³o przekonuj±co, ale to mo¿e kwestia wra¿enia po poprzednim nagraniu. W ka¿dym razie napiêcie jakby lekko spad³o.

Niewiele zmieni³o siê równie¿ w kolejnej piosence „An Extraordinary Life” pochodz±cej z p³yty „Phoenix”. Niestety znudzi³ mnie ten fragment i bardzo ¿a³owa³em, ¿e muzycy nie wybrali w zamian utworu „Alibis”, który jest o wiele bardziej energetyczny, a solówka na gitarze przyprawia o dreszcze. Có¿, my¶lê, ¿e by³a to dla zespo³u swego rodzaju sentymentalna podró¿ w czasie, co dodatkowo podkre¶la³y przewijaj±ce siê na ekranach obrazy. Muszê równie¿ tu wspomnieæ o jeszcze jednej rzeczy. Otó¿ John Wetton nie pamiêta jeszcze zbyt dobrze nowych tekstów i w utworach z ostatniego albumu zerka³ regularnie na ekran le¿±cego na pod³odze notebooka.

Carl Palmer po raz kolejny zapowiedzia³ podró¿ w przesz³o¶æ do czasów sprzed 40 lat, kiedy ukaza³a siê debiutancka p³yta King Crimson „In The Court Of The Crimson King”. Salê opanowa³o oczywi¶cie szaleñstwo kiedy us³yszeli¶my d¼wiêki „The Court Of The Crimson King”. Co mo¿na powiedzieæ o takim klasyku? To jest tak wielki utwór, do tego zosta³ wykonany przez tak znakomitych muzyków, ¿e rêce same siê sk³ada³y do oklasków, a w³osy karnie stawa³y dêba. Bardzo mnie cieszy³a reakcja m³odych osób, które naprawdê docenia³y grê „staruszków”. Znowu wszyscy ¶piewali, a momentami publiczno¶æ zag³usza³a wrêcz Johna Wettona.

Przenosimy siê o dziesiêæ lat do przodu i trafiamy do roku 1979 i do mega przeboju The Buggles, „Video Killed The Radio Star”. Zapowied¼ Carla nie pozostawia z³udzeñ, co do bohatera tego utworu czyli Geoffa Downesa, który przebra³ siê we wspomnian± jasn± marynarkê i okulary. Lekki, przyjemny i przebojowy numer rozbuja³ oczywi¶cie publikê, która chyba na dobre polubi³a ¶piewanie.

Gor±czka trwa ca³y czas, a potêguje j± kolejny utwór z drugiej p³yty, zatytu³owany wymownie „The Heat Goes On”. Carl Palmer mia³ w nim zagraæ solo na perkusji, przez co skupi³em siê jeszcze bardziej. Nie znam siê na technicznej stronie gry na perkusji, ale uwa¿am, ¿e Carl zagra³ fantastycznie, wirtuozersko i niezwykle potê¿nie. Sk±d w tym facecie tyle si³y, tyle zaanga¿owania? Czy to tylko zwyk³a rutyna dopracowana przez lata grania ci±gle tego samego? Nie s±dzê.

Gor±czka trwa, poniewa¿ to jest w³a¶nie ten jedyny, wyj±tkowy moment - „Heat Of The Moment”. Ka¿dy fan Asia wie, ¿e ten utwór jest zawsze grany na zakoñczenie koncertu. Pocieszeniem wydawa³ siê byæ fakt, ¿e tym razem nie by³ to bis, co sugerowa³o jeszcze kolejne utwory. Nie dziwiê siê, ¿e „Heat Of The Moment” jest idealnym utworem fina³owym, gdy¿ poza niezwykle chwytliwym refrenem, ma w sobie ten charakterystyczny koncertowy feeling, który doprowadza publiczno¶æ do szaleñstwa. W tym utworze na dobre straci³em g³os i jak zwykle zastanawia³em siê jak wokali¶ci mog± ¶piewaæ dzieñ w dzieñ z t± sam± si³±. Ci±gle nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale za to wiem, ¿e na wokalistê siê nie nadajê na pewno.

Uk³ony, grzeczne podziêkowania i ostanie u¶miechy. Scena pustoszeje, ale ¶wiat³a siê jeszcze nie zapalaj± i oczywiste jest, ¿e bêdzie jeszcze bis. „Sole Survivor” nie porwa³ ju¿ tak bardzo, muzycy odegrali go po prostu na odczepnego, a publiczno¶æ sprawia³a wra¿enie nasyconej. Zdecydowanie lepiej nada³by siê jednak „Go”.  To ju¿ jednak definitywny koniec.

Relacjonuj±c koncert z 2005 roku zastanawia³em siê nad przysz³o¶ci± Asia. Teraz ju¿ wiemy jak ta historia siê potoczy³a i mo¿na siê w niej doszukiwaæ pewnego wyrachowania z strony muzyków, którzy nagle postanowili zebraæ siê w swoim „z³otym” sk³adzie. Pewnie co¶ w tym jest, ale reunion ten chyba nale¿y oceniaæ pozytywnie, choæ zapewne tak nie uwa¿a John Payne, który mia³ ogromny wp³yw na kszta³t Asia w latach 90-tych i na pocz±tku tego wieku. Dziêki niemu powsta³o wiele wspania³ych p³yt i to wszystko nagle zosta³o pozamiatane pod dywan. Starzy wyjadacze wrócili na dawne pozycje i znowu podbili ¶wiat. Mo¿na to oceniaæ na ró¿ne sposoby, ale jedno jest pewne: w „Stodole” obcowali¶my z legend± muzyki, która nawet je¶li nie wznios³a siê na zupe³ny szczyt swoich mo¿liwo¶ci, to jednak zagra³a naprawdê wyj±tkowy koncert. Przenios³a nas w piêkn± podró¿ w muzyczn± przesz³o¶æ, do czasów ¶wietno¶ci rocka progresywnego, do czasów s³abszych, ale nie pozbawionych bynajmniej uroku, do utworów z 40-letniego okresu, który rozpocz±³ siê symbolicznym debiutem King Crimson.

Koncert w 2005 roku by³ zupe³nie inny, bardziej kameralny, bezpo¶redni, mniej gwiazdorski, ale bardzo profesjonalny, a muzycy ewidentnie bawili siê i cieszyli z grania. Tegoroczny wystêp to gwiazdorstwo w jednoznacznej postaci, zespó³ pewien swojej pozycji i znaczenia odgrywa po raz kolejny znane do bólu utwory, wspieraj±c siê nagraniami z ca³ej kariery poszczególnych muzyków. W niektórych piosenkach widaæ by³o zaanga¿owanie i rado¶æ z gry, ale czasami jednak by³o to po prostu pewne rzemios³o. Tak czy inaczej: „The Heat Goes On”.

Cieszê siê, ¿e mia³em okazjê uczestniczenia w obydwu tych wydarzeniach. Sprawi³y mi one naprawdê wiele przyjemno¶ci i dostarczy³y mnóstwo wspania³ych wspomnieñ. Czy jeszcze kiedy¶ bêdê mia³ okazjê zobaczyæ Asia ponownie? „Only Time Will Tell”.

Tekst i zdjêcia: Arkadiusz Cie¶lak

PS
Chcia³bym serdecznie podziêkowaæ wytwórni Metal Mind, dziêki której mia³em mo¿liwo¶æ fotografowania tego wydarzenia. Podziêkowania kierujê przede wszystkim w stronê Pani Ani, która okaza³a siê byæ bardzo twardym, ale równie mi³ym negocjatorem.

Dziêkujê równie¿ Janowi W³odarskiemu za mi³e towarzystwo, oraz mojej kochanej Eli za to, ¿e koncert Jej siê podoba³ i za umilanie mi drogi powrotnej pogawêdk±, która nie pozwoli³a mi zasn±æ za kierownic±.

Image

Image

Image

Image

Image



 
« poprzedni artyku³   nastêpny artyku³ »

Ostatnie recenzje

Wspó³pracujemy z

Lynx Music

Black Widow Records

Fresh Music

Metal Mind Productions



Ars Mundi

Wydawnictwo Kagra

Koncertowe Studio PiK

Kartel Music

VoicePrint Music

Rock Serwis

Pro-Radio







ProgrockRecords









  






Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl