Jestes tutaj:  Start arrow Teksty arrow Wywiady arrow O Dżamblach, czasach dawnych i o nowej pasji - rozmowa z Marianem Pawlikiem


O Dżamblach, czasach dawnych i o nowej pasji - rozmowa z Marianem Pawlikiem
Powiadom o tej płycie znajomego


Spis treści
O Dżamblach, czasach dawnych i o nowej pasji - rozmowa z Marianem Pawlikiem
Strona 2
Galeria zdjęć
Dżamble - według poematu E. Leara - żeglarze, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi i głosom, mówiącym, że powariowali ruszyli w siną dal, płynąc przez morza i oceany... zwykłym sitem. Dżamble – polski zespół, który w drugiej połowie lat sześćdziesiątych umyślił sobie, że można połączyć jazz z rockiem; więcej - że można tego dokonać tu, w Polsce.

Pana Mariana Pawlika, basistę, współtwórcę zespołu, odwiedziłem w jego pracowni lutniczej, pełnej nowopowstających instrumentów, plakatów, płyt... Oczarowany tym miejscem, nie do końca rozumiałem, że nie byłoby mnie tu, gdybym kiedyś jedynej płyty Dżambli nie wyszperał w płytotece ojca...

Marian Pawlik: U taty na półce pan znalazł płytę? Tak? Już kiedyś miałem podobny przypadek. Grałem w klubie u Muniaka z takim młodym człowiekiem (Dominik Wania, uznany już pianista) i na drugi, czy trzeci raz przynosi płytę - właśnie Dżambli, analoga – i prosi mnie o podpis. Skąd ty to masz? – pytam. A on mówi, że jego tata, jak się dowiedział, że on gra ze mną, to chciał, żebym mu płytę podpisał. Miłe to jest. Już takie pokolenie przechodzi...

Szkoda, że z tej płyty zostało właściwie tylko nas dwóch, bo nie żyje perkusista – tragicznie zmarł i Andrzej Zaucha – wiadomo, tragedia... No, ale co by pan chciał wiedzieć?

ProgRock.org.pl: Roman Kowal w jednej ze swych książek sugeruje, że pomysł na Dżamble zrodził się z kontaktu big beatowej grupy The Lessers ze środowiskiem krakowskich jazzowych muzyków, takich jak Stańko, czy Seifert...
M.P.
: Jest w tym sporo prawdy. The Lessers to była grupa... takich właśnie leserów! Graliśmy właściwie wszystko i nic. Tam grał Antek Krupa, ja grałem na basie i Benek Radecki na perkusji – późniejszy Dżambel. Pamiętam, że graliśmy tzw. chałtury, graliśmy na balu na AGH, a obok grał kwartet jazzowy, jak się okazało kwartet Zbyszka Seiferta. W ten sposób poznaliśmy się i nawiązaliśmy współpracę ze Zbyszkiem. Potem zaczęliśmy chodzić do jazz klubu...

Do Helikonu?
M.P.
: ...do Helikonu, tak, i zaczęliśmy się z tymi kolegami, muzykami jazzowymi, spotykać. Ja chodziłem do liceum plastycznego i było tak, że na naszej studniówce grał kwartet Zbyszka z liceum muzycznego - i to już była taka mała symbioza... Potem były wyjazdy studenckie. Jeździliśmy m.in. do Giżycka, Mielna i wtedy zrobiliśmy taki pierwszy właściwie jazzrockowy kwintet (mówię o krakowskim środowisku)... To było jeszcze ho-ho przed Dżamblami! Zbyszek Seifert grał na alcie (Zbyszek był przecież alcistą wcześniej), a Jasiu Jarczyk, pianista, grał na puzonie (jego ojciec prowadził orkiestry dęte i on wcześniej się uczył też grać na puzonie). I na te dwie rury - do tego gitara, gitara basowa i mocne bębny - graliśmy rythm and bluesowe rzeczy, typu Watermelon Man Hancocka. Tylko w innej wersji. Także Romek Kowal bardzo dobrze to zauważył... Bo on zresztą uczestniczył w tym, razem grywaliśmy w jazz klubie.

A ta formacja, o której Pan opowiada, pod jaką nazwą występowała?
M.P.
: Jako The Lessers. To były lata sześćdziesiąte, tylko nie pamiętam który to był...To chyba było wtedy, kiedy Coltrane umarł.

Słuchałem ostatnio nagrań Dżambli z boxu Andrzeja Zauchy C’est la vie i odkryłem, że tam są troszkę inne aranżacje utworów, niż na płycie.
M.P.
: Kiedyś zanim nagrało się płytę, było się zapraszanym do radia. Tam robiło się próbne nagrania i jeśli te wzbudzały zainteresowanie, wtedy zespół dostawał przepustkę do Polskich Nagrań. Swoją drogą, niektóre wersje radiowe są dużo lepsze...

Poza tym my w ogóle graliśmy jako trio! I na przykład drugą płytę mieliśmy już przygotowaną do nagrania właśnie jako trio. Pierwsza - to był taki gest kolegów. To, że tak świetni muzycy z nami współpracowali znaczyło, że oni szanowali to, co my robimy. A z kolei my ich zaprosiliśmy, bo uważaliśmy, że trochę ciężko nam będzie na samym fortepianie całą płytę nagrać ze wszystkimi solówkami... Następną płytę chcieliśmy już nagrać sami, ale ze względów - ja to nazywam: politycznych – nie wyszło. Wtedy szefem nagrań był taki ktoś, kto chciał mieć kasę. Mieliśmy zaplanowaną całą płytę, wszystko artystycznie ułożone, a nagle gość przychodzi i chce żeby mu nagrać trzy utwory typu Ali baba... Może tak robiły nawet znane zespoły, ale to się mijało z celem. My nie byliśmy na tyle popularni żeby mieć siłę przebicia, ale chociaż robiliśmy swoje! W tym momencie powiedziałem, że przyjdziemy za chwileczkę, zastanowimy się. Na korytarzu zaś powiedziałem koledze pianiście, że trzeba to zostawić i wycofać się.

Podobnież w drugiej połowie lat osiemdziesiątych był pomysł na reaktywację Dżambli.
M.P.: Tak, jest nawet parę nagrań... Ale wtedy weszła fala disco. My z Andrzejem Zauchą chcieliśmy to wznowić. Pianista był już za granicą, Jurek Bezucha też był za granicą, ale był pierwszy perkusista Dżambli – Benek Radecki. Ale Andrzej chciał koniecznie żeby to poszło w stronę ówczesnej muzyki popularnej, co - po prostu - mijało się z celem. Zrobiliśmy jednak parę nagrań...

W ogóle, to część starych nagrań podrzucił mi kiedyś Antek Krupa. Znalazł trochę skarbów, jak oni w radiu wszystkie taśmy przegrywali na cyfrę. Cała masa rzeczy, o których nawet nie wiedziałem, że my coś takiego robiliśmy w latach sześćdziesiątych. Nie wszystko jest dobre, ale jak słucham, co teraz ludzie robią - to tamto się broni! Na przykład taka bossa nova – w tej chwili na fortepianie to tylko Możdżer i Wojtek Karolak mają podobne brzmienie, jak kiedyś Jurek Horwath miał. To się broni nawet jak jest nagrane troszkę po amatorsku...

Teraz można takie stare nagrania cyfrowo wspomóc...
M.P.
:  Tak, tak... O, tutaj mam na przykład jakieś utwory wygrzebane przez Antka Krupę – myśmy nagrywali w starym radiu, gdzie jeszcze nie było stereo, tylko taka czołówka jak z czołgu i jakieś gałki. Robiliśmy wtedy różne próby, też popowe. Raz, na przykład, Andrzej próbował falsetem śpiewać... I on to śpiewał świetnie! Nikt tak nie śpiewa w tej chwili w Polsce i nie będzie śpiewać jeszcze długo! A proszę posłuchać jak graliśmy rocka! To był chyba 1966 rok – byliśmy tak do przodu...

Wracając zaś do kwestii reaktywacji, to później jeszcze parę osób proponowało mi powrót do Dżambli, ale odkąd Andrzej stracił życie, to nie ma kto śpiewać! Wcześniej - dziesięć, piętnaście lat temu - była możliwość reaktywacji, ale zawsze z wokalistą był kłopot. Jedna osoba tylko wchodziła w rachubę: Jorgos Skolias. Skolias to wspaniały artysta i może gdyby był ciekawy projekt, to... kto wie? Nigdy mu nic nie proponowałem, ale tak mi się wydaje, że on by to udźwignął.




 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Biuletyn podProgowy

Ostatnie recenzje

Współpracujemy z

Lynx Music

Black Widow Records

Metal Mind Productions



Ars Mundi

Wydawnictwo Kagra

Koncertowe Studio PiK

Rock Serwis

Pro-Radio





ProgrockRecords















Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl