Jestes tutaj:  Start arrow Art Rock arrow King Crimson arrow In The Court Of The Crimson King


In The Court Of The Crimson King
(1969, album studyjny)
słaba    b.dobra
Powiadom o tej płycie znajomego
 In The Court Of The Crimson King
4.05

(głosów 2635)


  Share

Lista utworów:
1. 21st Century schizoid man Mirrors (7:20)
2. I talk to the wind (6:05)
3. Epitaph (8:47)
(a) March for no reason
(b) Tomorrow and tomorrow
4. Moonchild (12:11)
(a) The dream
(b) The illusion
5. The court of the crimson king (9:22)
(a) The return of the fire witch
(b) The dance of the puppets

Czas caowity: 43:45

Muzycy biorący udział w nagraniu:

- Robert Fripp / guitar
- Greg Lake / bass guitar, lead vocals
- Ian McDonald / reeds, woodwind, vibes, keyboards, mellotron, vocals
- Michael Giles / drums, percussion, vocals
- Peter Sinfield / words and illumination

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Recenzje płyty

Od świdrujących gitar wspaniałych jazzowych improwizacji orginalnego zakończenia w 'Schizofreniku...' przez piękną , nastrojową balladę 'I Talk to the wind' , niesamowite melotronowo- symfoniczne , niepokojące , wybitnie zaśpiewane przez Lake'a 'Epitaph' , awangardowe może nawet zbyt odważne przez co niezrozumiałe 'Moonchild' do epilogu płyty - jakby uroczystego , pompatycznego zachwycającego formą i treścią . Czułem że słuchając tej płyty będę musiał zrobić to ponownie, ponieważ ciężko za pierwszym razem wychwycić wszystkie nurty muzyczne goszczące na krążku. Największą niemożnością jest zakwalifikowanie tego albumu do jakiegoś szczególnego odłamu rocka, jazz-rocka czy rocka symfonicznego. Chyba też dlatego tak trudno było nagrać potem coś równie odkrywczego.
Nawet Robert Fripp nie potrafił może poza płytą 'Red' nagrać już czegoś zbliżonego formą do 'In the court...' a może po prostu nie chciał?

Napisał Sławomir Fabin, dzień 06/11/2008 o godz. 17:34

Tak na dobrą sprawę nie można o 'Dworze...' napisać nic odkrywczego, bo to jedna z najczęściej omawianych, analizowanych, rozkładanych na czynniki pierwsze płyt w historii rocka. Bez dwóch zdań arcydzieło nie tylko na gitarowym poletku. Przyznaję, że niektóre jej fragmenty, choć znam ją na pamięć, do dziś nie przypadają mi do gustu, np. freejazzowa koda w 'Moonchild' czy jarmarczna fujarka w pewnym momencie utworu tytułowego. Nic to! Te pięć kompozycji tak czy inaczej stanowi podstawę, do której KAŻDY artrockowiec odnieść się musi. Tak jest od 1969. roku i będzie prawdopodobnie do końca świata. Otwierający płytę jazzrockowy, szalony 'Schizofrenik XXI Wieku' okazał się proroczy w warstwie tekstowej. Nie jest jednak pozbawiony pewnej dozy humoru. Kiedy kontrolowana kakofonia kończy się i spodziewamy się kolejnego utworu, gitara Frippa bezczelnie funduje nam jeszcze kilkusekundowy zgrzyt. Kolejne cztery utwory są spokojniejsze, ale i tak gotuje się w nich od emocji. 'I Talk To The Wind' to przecież wyznanie samotności. W 'Epitaph' niesamowicie narasta napięcie, świetnie ilustrując coraz bardziej ekspresyjny śpiew Grega Lake'a. Moonchild to oniryczna, nieco eksperymentalna (nawet jak na ten album) ballada. Na końcu zaś zaproszeni zostajemy na Dwór Karmazynowego Króla, miejsce doprawdy niezwykłe. W utworze pojawiają się elementy muzyki dawnej.
Zresztą pisanie o tym, co zawiera ten album, mija się z celem. Albo się go zna, albo wkrótce pozna, innej możliwości nie widzę. Mogę co najwyżej dodać, że 'Dwór', choć z hukiem rozpoczął epokę rockowego eksperymentu (gwoli ścisłości - pospołu z 'Sierżantem Pieprzem' Beatlesów i 'Freak Out!' Mothers Of Invention), jest najbardziej przystępnym dziełem Karmazynowego Króla. Na jego następcy, 'In The Wake Of Poseidon' zaczęła już podnosić głowę awangarda. Należy oddać hołd dwudziestokilkuletnim muzykom, którzy te niesamowite songi skomponowali i sami je wyprodukowali. A nade wszystko należy stwierdzić, że choć płyt z etykietką King Crimson ukazało się przez te 40 lat zatrzęsienie, to 'Dwór...' jest pierwszą i ostatnią płytą ZESPOŁU King Crimson. Za czasów pierwszego longpaya można było mówić o twórczym kolektywie, potem ostatecznie już stery twardo ujął apodyktyczny Robert Fripp.
Nie muszę chyba mówić jaka ocena?

Napisał Paweł Tryba, dzień 06/10/2008 o godz. 20:20

Krzyk!!!
Za każdym razem, gdy siadam w fotelu by posłuchać tej płyty i przyglądam się postaci z okładki, czuję to samo, co ona... Od pierwszych dźwięków omal nie zostają wyrwane oparcia, dusza krzycząc biegnie niemal 40 lat wstecz. Jakież to zabawne - moja dusza wtedy jeszcze nawet nie istniała! Ale wtedy właśnie zaistniała nowa era w muzyce, a jedna z najwartościowszych grup w historii muzyki rockowej (i nie tylko), zawiesiła poprzeczkę na miarę rekordu wszech czasów. Nikt go później nie pobił, co najwyżej niektórzy mu tylko dorównali... To trochę jak u Hitchcock'a - na początku prawdziwy wybuch, a potem jego eskalacja. Ale to właśnie definicja rocka progresywnego. Tak! Ta płyta definiuje wszystko...

Wrzask!
Wrzask gitary Roberta Frippa - geniusza wszech czasów. Wrzask w głosie Grega Lake'a. Rozwrzeszczany saksofon Iana Mc Donalda. Zaczyna się... 44 minuty na dworze Karmazynowego Władcy. ArtRockowego Króla, który zawładnie duszą każdego, kto stanie przed jego obliczem. Obojętnie czy będzie to schizofrenik XXI wieku ('21 st Schizoid Man'), czy marzyciel z księżycową duszą i wyobraźnią ('Moonchild'), czy też tańcząca marionetka ('The Dance Of The Puppets'), czyli bezwzględny krytyk piszący pod publikę dla kasy. Wszyscy wydadzą krzyk zachwytu i na zawsze będą składać pokłony Królowi nowej Karmazynowej Ery. Każdego porwie zmysłowy królewski wiatr, a ambicją będzie spróbować z nim porozmawiać ('I Talk To The Wind'). Ci, którzy do Władcy dotrą, będą mogli liczyć w przyszłości na łaskę, w postaci epitafium na swej skromnej, kamiennej mogile (arcydzieło 'Epitaph'). W nagrodę, jako poddani, będą mieli prawo do dalszego zagłębienia się w klasykę Art-rocka.
Od zwariowanej awangardy, poprzez nowoczesny lekki jazz, po niemal heavy-rockową potęgę. Tym nas wita Karmazynowy Król. Zwariowany, wrzaskliwy początek w '21 st...'z przesterowanymi gitarami i wbijającym nas w ziemię saksofonem, równoważy spokojny, zmysłowy dotyk delikatnego wiatru, wydobywający się z fletu i spokojnego wokalu Grega Lake. Wiatr owiewa kamienną tablicę z naszym epitafium ('Epitaph'), wyciskając łzy i emocję wraz z tajemniczymi i niespokojnymi dźwiękami mellotronu. Ale oto już z góry patrzy na nas księżycowa postać ('Moonchild'), w najbardziej zakręconym numerze na płycie, w którym dźwięki przeplatają się z ciszą. To ona właśnie jest potęgą tego dzieła. Cisza ta doprowadza nas do bram dworu Karmazynowego Władcy ('The Court...'), a mellotron znów buduje atmosferę, wraz z potężnymi, anielskimi chórami. Spokojny głos Grega Lake, oprowadza nas po kolejnych komnatach zamku. W ostatniej komnacie widzimy jeszcze taniec marionetek (The Dance...'), i łaskawy Władca pozwala nam odpocząć po tej podróży. Tylko czy my tego chcemy? Ja zdecydowanie nie!!!
Płyta bezcenna w historii. Arcydzieło, które jest niejako poprzeczką, wykładającą najwyższe wartości w gatunku rocka progresywnego.
Bez oceny. Tylko krzyk zachwytu może tę ocenę zastąpić...

Napisał Krzysztof Baran, dzień 05/12/2008 o godz. 01:04

To bedzie krótka recenzja...bo cóż jeszcze mogę dodać...tyle o tej płycie już napisano że każda następna opinia brzmi niczym pusty frazes. ' In the court of the Crimson king'- jedna z najwybitniejszych płyt wrzechczasów; arcydzielo pochodzące z 1969 roku które znakomicie przetwało próbę czasu i jestem pewien iż nawet za następne 50 lat nie straci nic ze swojej aktualności.
Ten album to 'tylko' 5 utworów ktore zawierają w sobie cale bogactwo jakie niesie w sobie rock progresywny.
Już pierwszy z nich 21st Century schizoid man to totalny odlot, kompozycja w pewien sposób wybrzedzająca swoj czas( ja słyszę w niej nawet zapowiedz punk rocka...)a do tego jeszcze ten apokaliptyczny tekst Sinfielda.
I talked to the wind to piękna ballada z uroczą partią fletu.
Następny na płycie jest Epitaph-dla piszącego te słowa najwybitniejsze dzieło XX wieku. Pamiętam jak mialem 12 lat i po raz pierwszy uslyszalem TE dzwieki...to był prawdziwy szok i niedowierzanoie że coś takiego mogło w ogole powstać...i ze jeszcze to w radiu puszczają...
Drugą stronę płyty otwiera Moonchild najbardziej awangardowa kompozycja na albumie-pełna dziwnych i niepokojących dzwięków.
I na samym końcu The court of the Crimson king kolejne wielkie dzieło ktore gdy wybrzmi do ostatnich dzwiękow zostawia nas w przekonaniu ze obcowaliśmy z czystym geniuszem.
Wielka płyta-5 gwiazdek

Napisał Bartek Kieszek, dzień 08/26/2007 o godz. 00:42

 1 
Strona 1 z 1 ( 4 Recenzje płyty )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować aby móc dodawać recenzje.

Biuletyn podProgowy

Ostatnie recenzje

Ostatnio Dodane

Współpracujemy z

Lynx Music

Black Widow Records

Metal Mind Productions



Ars Mundi

Wydawnictwo Kagra

Koncertowe Studio PiK

Rock Serwis

Pro-Radio





ProgrockRecords















Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl