|
Lista utworów:1. Been There Lately (4:27)2. Just Like Anything (4:23) 3. Shine (5:20) 4. Mean Bone (4:40) 5. Back to the Moment (5:33) 6. Life's Sweet Drug (3:53) 7. Serial Killer (6:18) 8. The Truth (5:17) 9. Landslide (5:30) 10. Ain't Life Grand (4:53) 11. Speed Parade (3:52) 12. The Alien (4:26) Czas całkowity: 58:32 Muzycy biorący udział w nagraniu:- Slash (lead guitar)- Rod Jackson (lead vocals) - Keri Kelli (guitars) - Johnny Blackout (bass) - Matt Laug (drums) - Teddy Zigzag Andreadis (keyboards, harp) |
| następny artykuł » |
|---|
Wielka muzyczna przygoda Guns N'Roses dobiegła końca w połowie lat '90 ubiegłego wieku. Zespół zrobił swoje, zrobił to dobrze i zawiesił działalność. Ale uciekając się do aforystyki Andrzeja Sapkowskiego coś się kończy, coś się zaczyna...
Co zatem zrobiły dwie ikoniczne postacie legendarnego Guns N'Roses? Axl - po prostu! - nie przyjął do wiadomości, że to już koniec i od dekady z górką próbuje reanimować zespół. Mimo pojawiających się co jakiś czas szumnych zapowiedzi, nowego albumu zespołu ni widu, ni słychu... Z kolei Slash jeszcze w 1995 roku założył formację Slash's Snakepit i wydał płytę, która w szybkim czasie pokryła się platyną. Pojawiły się od razu głosy mówiące, iż sukces 'It's Five o'Clock Somewhere' to efekt nostalgii fanów dawnego G N'R. Fakt jest faktem - muzyka zaprezentowana przez zespół Slasha chwilami łudząco przypominała dokonania jego poprzedniej kapeli. Snakepit szybko zniknął z muzycznej estrady i gdy wydawało się już, że był tylko jednorazowym projektem, odrodził się w 2000 roku wraz z albumem 'Ain't Life Grand'. Pytanie tylko...po co?
Materiał, który usłyszymy na 'Ain't Life Grand' jest niezwykle anachroniczny. Znany, nawet za dobrze, schemat (riff, zwrotka, refren, zwrotka, refren, solówka, refren) z rzadka ulega tu drobnym przekształceniom. Klimat płyty gitarowy i ciężki, ale też nie pozbawiony naleciałości spod znaku Aerosmith, każe przypuszczać, iż komercyjność wpisana jest w charakter tych nagrań. Komu taka płyta potrzebna jest do szczęścia? Grupce fanów?
Grupce fanów i...ludziom wierzącym w bohaterów? W ciężkich czasach dominacji muzycznych różowych landrynek z MTV, gdy za rock uchodzą mezalianse gitarowo - hip-hopowe, Slash wraca i pyta nas: ain't life grand? A żebyśmy nie musieli się za długo zastanawiać, obdarowuje nas nową płytą. Tak, nie usłyszymy tu nic nowego...tylko stary, dobry hard rock. Czego chcieć więcej?!
Dwanaście melodyjnych piosenek, ze świetnymi riffami i jeszcze lepszymi solówkami gitarowymi składa się na ten naprawdę niezły album. Tym razem Slash włożył sporo wysiłku, by oczyścić muzykę zarówno z gunsowych, jak i trashowych naleciałości. Niemal mu się udało, dzięki czemu możemy cieszyć się potężną dawką energetyzującego rocka i nie zastanawiać się nad tym 'co mi to przypomina'. Ogromne brawa należą się dla wokalisty, Roda Jacksona, który spisuje się tu świetnie.
A same piosenki? Szybko wpadają w ucho i w mgnieniu oka oczyszczają organizm z wszelkich przejawów marazmu i przygnębienia. Nie ma wśród nich zdecydowanie gorszych kompozycji, choć może trochę blado wypada klasyk rockowych albumów, czyli balladka 'Back to the Moment'. Wśród mocnych rockerów znajdą się też dwie perełki: 'Serial Killer' i swingująca tytułowa kompozycja 'Ain't Life Grand'.
Ostatnie, jak na razie, dziecko Slash's Snakepit to kawał rzetelnej rockowej roboty, posiadającej w dodatku to magnetyzujące 'coś'. Pod tym względem stanowi dokładne przeciwieństwo pozbawionych wyrazu wytworów Velvet Underground, za którym obecnie stoi nasz bohater. I choć era hard rocka nigdy już nie wróci, to cieszyć się trzeba, że co jakiś czas pojawiają się wykonawcy i albumy, które nie wstydzą się sięgać po ten nieskomplikowany gatunek.
Klasyczna i porywająca, czy przewidywalna i nudna? Czy można jednoznacznie odpowiedzieć jaka, koniec końców, jest ta płyta? Nie. Ale ja, czując niezdrowy sentyment do prostych melodii, wybieram odpowiedź pierwszą.













































