|
Strona 1 z 2 Marzenia i ich spełnianie to piękna rzecz. Gratuluję ciekawego pomysłu na muzykę i jego realizacji. Jak długo trwało spełnienie muzycznych marzeń? Przybliż nam historię swojego pomysłu. - Muzyką progresywną interesuję się od dawna. Z doświadczenia wiem, że niezwykle trudno jest założyć zespół tworzący tego typu muzykę. Nie tak dawno miałem okazję przekonać się o tym grając w zespole rockowym, który niestety odrzucił pomysł nagrania płyty z kręgu art.-rocka. Na szczęście Rysiek Kramarski umożliwił mi wydanie własnego debiutanckiego albumu. Kompozycje zawarte na płycie to w przeważającej części materiał sprzed lat. Należą do nich takie utwory jak The Lights of a Distant Bay, In the Labyrinth of the dream, Memories czy The Island, jednak wymagały one ponownego zaaranżowania. Natomiast pozostałe utwory zawarte na albumie to młody dorobek, powstał zaledwie kilka miesięcy przed nagraniem płyty. Twoje multi-instrumentalne umiejętności są godne podziwu. Jesteś samoukiem czy też muzyczne szlify wyniosłeś z nauki w szkole muzycznej? - Jestem samoukiem. Co prawda w dzieciństwie rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej, jednak wytrzymałem tam zaledwie kilka dni. Niestety normy panujące w szkołach muzycznych nie zgadzają się z moimi poglądami muzycznymi. Od zawsze radość sprawiało mi granie w domowym zaciszu, a to, czego się nauczyłem zawdzięczam zespołom, które wywarły na mnie duży wpływ oraz swojej pracy. Nagrać właściwie samemu album, z muzyką dla wymagających odbiorców to odważny krok. Czytałem jednak, że do nagrania następnej płyty zapraszasz do składu Moonrise innych muzyków… Przyznam, że bardzo się cieszę, że usłyszę w Moonrise Marcina Kruczka, którego bardzo sobie cenię. Czy w takim razie odstawisz gitarę w kąt? - Mnie również cieszy fakt, że Marcin jest w składzie Moonrise i zagra na drugim albumie. Jednak to nie oznacza, że odstawię gitarę w kąt. Dla mnie jest to instrument niezwykle bliski i z pewnością zagram niektóre partie, jednak tymi najważniejszymi – mam na myśli partie solowe - zajmie się Marcin. Dość odważnie wykorzystałeś w swym debiutanckim materiale programowaną perkusję. Czy myślisz o zwerbowaniu jakiegoś perkusisty? - Wgrywając bębny elektroniczne uznałem, że nie będzie to miało większego wpływu na to, co chce przekazać. Jednak w muzyce rockowej żywe bębny to jednak obowiązek, dlatego druga płyta na pewno powstanie z udziałem perkusisty. Łukasz Gall to świetny wokalista. Na dodatek posiada dar pisania naprawdę dobrych tekstów. Chyba lepiej nie mogłeś trafić… - To prawda. Bardzo się cieszę, że Łukasz zaśpiewał na mojej płycie. Świetnie sprawdził się jako autor tekstów oraz wokalista w dodatku z nienaganną angielszczyzną. Powiem krótko - Rewelacja! |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|












