|
Strona 1 z 2 Lizard jest dziś zespołem zaliczającym się do czołówki polskiego art rocka. Z tego, co wiem, formacja powstała na początku lat 90. Wasz pierwszy krążek jednak został wydany w 1996 roku. Co działo się w międzyczasie z zespołem? Robiliśmy to, co większość młodych zespołów - masa koncertów, budowanie materiału na płytę i mnóstwo nieświadomych i nieskoordynowanych ruchów mających na celu zaistnienie w jakiejkolwiek formie w mediach. Braliśmy udział w niezliczonych przeglądach, konkursach, targach muzycznych - to wszystko jednak - tak jak u większości nieznanych, początkujących zespołów - nie przynosiło efektu. Przypadek sprawił, że poznaliśmy właściciela i wydawcę niezależnej firmy Ars Mundi, Mieczysława Stocha, który zdecydował się na wydanie naszego debiutanckiego albumu. Dziś, z perspektywy, można powiedzieć, że gdyby nie jego decyzje - wiele znanych dziś zespołów nie wydałoby w ogóle płyt - być może nigdy nikt by o nich nie usłyszał. Jestem przekonany, że dobrze stało się, że nasza płyta ukazała się dopiero w 1996 roku. Materiał zarejestrowany na niej broni się doskonale mimo upływu czasu. Wydaje mi się, że gdyby wydanie płyty nastąpiło wcześniej, to znalazłyby się na niej rzeczy, które przyprawiałyby mnie o ból głowy. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że Lizard jest jednym z najciekawszych zjawisk na polskiej scenie muzycznej. Czy niezaprzeczalny sukces artystyczny idzie w parze z sukcesem finansowym? Dziękuję - to oczywiście bardzo przyjemna ocena, ale myślę, że mowa o sukcesie artystycznym to przesada. Zespół Lizard nagrał 5 płyt, które zostały dość wysoko ocenione i... tyle. Nie koncertujemy, nie udzielamy się towarzysko - nasza uwaga skupiona jest cały czas na tworzeniu nowego materiału. Jeśli chodzi o sukces finansowy to nie można o nim mówić w aspekcie muzyki tzw. niszowej (a do niej się Lizard zalicza). Żeby zarabiać pieniądze na muzyce trzeba koncertować, istnieć permanentnie w mediach a to wyklucza się z tworzeniem muzyki stricte artystycznej. Wybrałem świadomie drogę niekomercyjnego przekazu i nie narzekam na brak profitów z tym związanych. I od razu wyjaśniam, że nie będzie lżejszej formy Lizardu - następna płyta będzie jeszcze trudniejsza i - mam nadzieję piękniejsza od poprzednich. Płyta spam rozeszła się w „zadowalającym” nakładzie czy przeszła bez echa? Z tego co wiem nakład "SPAM-u" porównywalny jest z poprzednimi. Ocena płyty była, obok "Tales From Artichoke Wood", najlepsza z dotychczasowych. Osobiście uważam ją obok poprzedniej za najlepszą naszą płytę. Jest to płyta bardzo spójna, dobrze brzmiąca, jej produkcja nie przysporzyła wiele trudności – a to mimo wszystko bardzo ważne, bo czasami nawet najlepsze płyty okupione są w fazie produkcji tak fatalną atmosferą, że potem niedobrze się tego słucha. SPAM jest płytą na której, w przeciwieństwie do „Tales...”, utwory nie wynikają jeden z drugiego – są samoistne, ale tworzą mimo to zwartą całość. Podkreślę to jeszcze raz - to bardzo udana płyta. Odkurzyłem ostatnio album „Noc żywych jaszczurów”, na którym jest kilka naprawdę świetnych coverów King crimson i jeden Uk. Zespół nie myślał nigdy o wydaniu krążka z przeróbkami? Był taki plan, gdzieś w okolicach PSYCHOPULSU – płyta miała się nazywać „ In The Alien Skin”. Zrobiliśmy przymiarki m.in. do King Crimson (Easy Money), Genesis (Mama), The Beatles (I've Got A Feeling), ale później zrozumiałem, że to zła droga. Taki albumy może nagrywać ktoś, kto jest na muzycznej emeryturze i chce dorobić grając covery na eventach, albo ktoś, kto zupełnie nie ma pomysłu na własną muzykę i chce na siłę zaistnieć kosztem czyjejś twórczości. Cover można wpleść w strukturę koncertu – to znakomity pomysł, cover może użyć uznany artysta załączając go na płycie jako „smaczek” - dodatek do własnej twórczości. Jednak nagrywanie przeróbek „hurtem” może w efekcie okazać się dość niesmaczne. |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|








































