|
Strona 2 z 3 Jak więc w tym kontekście mam rozumieć, że związaliście się z rosyjskim MALS? Nie interesowała Was współpraca z polskim wydawcami? P.P.: W zasadzie w ogóle nie planowaliśmy rozmów z wydawcami, MALS po prostu sam się do nas zgłosił, a ich oferta się nam spodobała. Chcieliśmy szukać wydawcy dopiero dla longplaya, który teraz nagrywamy, bo wcześniejsze płyty wydawały nam się po prostu za krótkie. Ale MALS zechciał połączyć je w jedną długą. Istniejecie już dość długo, macie, jak sami zresztą wspomnieliście, na koncie kilka krótkich wydawnictw... Dlaczego tyle musieliśmy czekać na Waszego longplaya? M.B.: Zespół istnieje od roku 2003 i nagraliśmy dwa dema (z których pierwsze jest już kolekcjonerskim rarytasem) oraz jedną EPkę. Ostatnia płyta - wydany przez MALS "Stan nieustalony" - to kompilacja utworów z demo II i wspomnianej EPki o tym samym tytule. P.P.: Mamy też trochę nagrań koncertowych, które można ściągnąć z naszej strony. Na długą płytę trzeba było tyle czekać głównie dlatego, że wielokrotnie zmieniał nam się skład. Każda z tych zmian sprawiała, że granie naszej muzyki stawało się coraz trudniejsze – najpierw postanowiliśmy grać bez basisty i gościnnych instrumentalistów, potem ja przejąłem dodatkową rolę wokalisty. Dopiero od niedawna jesteśmy gotowi grać w trio i nagrać płytę w takim, stałym już składzie. Dlaczego niektóre utwory ze "Stanu Nieustalonego" chcecie nagrać ponownie na debiutanckiej płycie? M.B.: Utwory te, czyli "Mesjasz" i "Centryfuga", od początku były pomyślane jako część większej całości, jaką będzie nagrywany przez nas obecnie concept-album "Mitologia epoki maszyn". Zaintrygował mnie jego tytuł. Czy uważacie, że nasze czasy stworzyły własne mity? P.P.: Chodzi raczej o to, że ilość wiedzy potrzebnej w codziennym życiu jest coraz większa, pewne rzeczy "wypada wiedzieć". Ta płyta obraca się wokół pytania o to, jaka ilość tej wiedzy jest nam rzeczywiście potrzebna i czy musimy poświęcać życie na jej zdobywanie. Dlatego przedstawiamy na tej płycie pewne zjawiska widziane okiem osoby, która nie ma całego podłoża naukowego zdobywanego przez współczesnego człowieka. A czy doczekamy się kiedyś publikacji muzyki do niemego filmu "Furman Śmierci", którą skomponowaliście? P.P.: Na pewno chcielibyśmy ją nagrać. Póki co jednak jesteśmy zaangażowani w prace nad płytą i zwyczajnie nie mamy na to czasu. Ale w przyszłości pewnie spróbujemy to zrobić. Chwilowo chcemy nagrać fragmenty tej ścieżki, żeby móc pokazać, jak to mniej więcej wygląda. Muzyka do "Furmana..." była skomponowana. Istnieją jednak nawet w naszym kraju cykliczne imprezy, choćby w katowickim kinie Rialto, podczas których artyści improwizują na bieżąco muzykę do niemych obrazów. Nie chcielibyście spróbować czegoś takiego? P.P.: Totalna improwizacja nas nie pociąga, bo efekt naszym zdaniem nie byłby satysfakcjonujący. Natomiast nasza ścieżka do "Furmana" nie jest skomponowana od początku do końca, jest w niej bardzo dużo miejsca na improwizację. Nie wiem więc w jakim stopniu nasze podejście wpasowuje się w ramy tej imprezy. M.B.: Uważam, że w całkowitym improwizowaniu do filmu nie ma szansy na podkreślenie dramaturgii wydarzeń dziejących się na ekranie. Zawsze będzie pewien element opóźnienia wynikający z reakcji muzyka na akcję filmu. Ponadto dobrze jest każdej improwizacji nadać pewien kierunek. Natomiast jestem ciekawa takiego przedsięwzięcia. |
|||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









































