Jestes tutaj:  Start arrow Zeuhl/Indo/Raga/RIO/Avant arrow Shub-Niggurath arrow Les Morts Vont Vite


Les Morts Vont Vite
(1986, album studyjny)
słaba    b.dobra
Powiadom o tej płycie znajomego
 Les Morts Vont Vite
5.00

(głosów 7)


  Share

Lista utworów:
1. Incipit Tragaedia (15:46)
2. Cabine 67 (5:55)
3. Yog Sothoth (12:27)
4. La Ballade De Lénore (8:58)
5. Delear Prius (4:03)
6. J'ai Vu Naguère En Peinture Les Harpies Ravissant Le Repas De Phynée (4:19)

Czas całkowity: 51:28

Muzycy biorący udział w nagraniu:

- Alain Ballaud ( bass )
- Franck Coulaud ( drums )
- Franck W. Fromy ( guitar )
- Jean-Luc Herve ( piano, organ and harmonium )
- Ann Stewart ( voice )
- Véronique Verdier ( trombone )
- Michel Kervinio ( drums and percussion )

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Recenzje płyty

Znów przychodzi mi recenzować album zespołu zeuhlowego. I po raz kolejny mam wrażenie, że przesłuchałem właśnie płytę wyjątkowej grupy, która choć z Magmy czerpie garściami, choć nawiązuje do różnych innych zespołów awangardowych, stworzyła coś, co zostawia po sobie jedyne w swoim rodzaju wrażenie. Brudny, jak to zwykle w zeuhlu, powtarzające się fragmenty instrumentalne i wokalne i zapadający w pamięć kobiecy śpiew to cechy charakterystyczne gatunku, które i tu z łatwością znajdziemy. Wydawałoby się, że to wszystko już mieliśmy na płytach Magmy i Eskatonu. A jednak niezupełnie, bo nigdy wcześniej zeuhl nie wydawał się tak mroczny i ponury (może pomijając jedyną wydaną płytę zespołu Archaia).

Niebiańska muzyka zstąpiła do piekieł. To jest chyba najlepsze określenie tego, z czym słuchacz Les Morts Vont Vite, ma do czynienia. Diabelski zamysł Shub-Niggurath polega z grubsza na próbie połączenia charakterystycznych cech muzyki zeuhl z mroczną awangardą spod znaku Univers Zero. To wszystko okraszone jest sporą dawką industrialnych efektów, będących efektem maksymalnego przesterowania sygnału. Brzmienie jest niezwykle ciężkie i rozmyte, tempo utworów raczej powolne. Tak ociężale snujących się dźwięków nie znajdziemy chyba nigdzie indziej w twórczości grup zeuhlowych. Do tego wokal, mocny, operowy głos, ale nie mający właściwie nic wspólnego z eterycznymi wokalami z 4 Visions Eskatonu. Wyśpiewane przez wokalistkę melodie znajdują się w ciągłym napięciu w stosunku do partii instrumentalnych. Kompozycje podporządkowane są zasadzie nieustannego, niekończącego się dysonansu domagającego się rozwiązania, które nigdy nie następuje. Środki te są podporządkowane do tego, by tworzyć naprawdę posępny nastrój, przy którym najmroczniejsze odmiany black metalu wydają się wesołym pogwizdywaniem arkadyjskiego pasterza. Les Morts Vont Vite to 51 minut czystego horroru.

Na pewno nie jest to album, który mógłby przypaść do gustu każdemu miłośnikowi proga. Przede wszystkim z tej racji, że jest to generalnie trudna w odbiorze awangarda, mająca naprawdę mało wspólnego z tymi awangardowymi naleciałościami, z którymi można się zetknąć słuchając płyt King Crimson, Van der Graaf Generator, czy przedstawicieli sceny Canterbury. Po drugie dlatego, że materiał z tej płyty ma momentami naprawdę niewiele wspólnego z rockiem. O ile płyty Magmy mają zazwyczaj ten charakterystyczny element stałego powtarzalnego rytmu, o ile Dün to przecież nic innego jak instrumentalny prog oparty na nietradycyjnych rozwiązaniach harmonicznych, o tyle nazwanie Shub-Niggurath zespołem rockowym jest rzeczą bardzo umowną, bo elementy muzyki poważnej i industrialnej mają zasadniczy wpływ na odbiór albumu. I jak ktoś muzyki poważnej zwyczajnie nie lubi, zwłaszcza w jej trudniejszych, wymagających większego od słuchacza skupienia odmianach, a od industrialu bolą go uszy, to i ta płyta nie przypadnie mu do gustu. Natomiast zaletą z punktu widzenia nieosłuchanego z awangardą człowieka jest intuicyjność materiału w jego warstwie emocjonalnej. Dla każdego, kto odczuwa niepokój oglądając horrory i słuchając podłożonej tam muzyki, przekaz, jaki wysyła zespół, będzie oczywisty.

Na koniec zadajmy sobie pytanie, co ciekawego na tym albumie znajdzie miłośnik awangardy? Z jednej strony wydaje się to kolejny mroczny album, jakimi raczyły nas w tamtym okresie zespoły należące do R.I.O. Jest w nim jednak coś szczególnego, wartego szczególnej uwagi, jakiś przedziwny porządek, poczucie, że słuchamy czegoś dopracowanego i dopieszczonego, a nie tylko zgrzytliwego chaosu. Poza tym znakomite rozwiązania rytmiczne i bardzo interesujące elektryczne, industrialne brzmienie. Muzyka Shub-Niggurath jest niezwykle bogata w pomysły, wciąga i nie nudzi ani przez moment. Ich debiutancka płyta jest po prostu diabelnie piękna. Toteż wszystkim czytelnikom ProgRock.org.pl gorąco ją polecam.

Napisał Mikołaj Gołembiowski, dzień 03/02/2011 o godz. 23:43

 1 
Strona 1 z 1 ( 1 Recenzje płyty )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować aby móc dodawać recenzje.

Biuletyn podProgowy

Ostatnie recenzje

Ostatnio Dodane

Współpracujemy z

Lynx Music

Black Widow Records

Metal Mind Productions



Ars Mundi

Wydawnictwo Kagra

Koncertowe Studio PiK

Rock Serwis

Pro-Radio





ProgrockRecords















Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl