|
Lista utworów:1. Veil of Maya (5:23)2. Celestial Voyage (3:40) 3. The Eagle Nature (3:30) 4. Sentiment (4:23) 5. I'm But a Wave to... (5:30) 6. Uroboric Forms (3:32) 7. Textures (4:42) 8. How Could I (5:29) Czas całkowity: 36:15 Muzycy biorący udział w nagraniu:- Jason Gobel (guitar)- Sean Malone (fretless bass) - Paul Masvidal (guitar, vocals) - Sean Reinert (drums, percussion) - Tony Teegarden (keyboards, vocals) |
| następny artykuł » |
|---|
Cynic to zespół-legenda. Ledwie nagrał debiutancką płytę i wnet jego muzycy się rozeszli we wszystkie strony świata. Powrócić z następnym materiałem miał dopiero w kolejnej dekadzie. W dodatku, żeby było ciekawiej, na swoim pierwszym, a przez tyle lat jedynym albumie zawarł materiał tak niezwykły i tak nowatorski, że większość współczesnych zespołów grających metal progresywny mogłyby im co najwyżej sznurówki wiązać.
Cynic nie był pierwszym zespołem grającym techniczny death-metal. Już przed wydaniem płyty Focus zespół Atheist wprowadzał z powodzeniem do swojego death-metalowego łomotu elementy funku i jazzu, a Death wydawał właśnie przełomowy w swojej karierze album Human. Ale żaden z tych zespołów nie był ani tak znakomity technicznie, ani nie poszedł tak daleko w kierunku muzyki progresywnej. Bo panowie zdefiniowali tu de facto fusion-death-metal, który w ich wydaniu można określić jako specyficzną mieszankę jazzu, death-metalu i psychodelii. Co ważne, mieszankę całkowicie spójną i jednolitą. Zagrać w jednym momencie jazz, a w drugim porzępolić to nie taka wielka sztuka. Natomiast stworzyć z motywów death-metalowych i jazzowych nakładające się na siebie muzyczne tekstury, to w tamtych czasach wymagało naprawdę nie lada inwencji.
Muzyka na Focus to przede wszystkim kontrasty. Subtelne partie akustyczne kontrastują tu z brudnymi przesterowanymi i rozmytymi gitarami, growling z niebiańskim wokalem, brzmienia gitarowe z brzmieniami elektronicznymi. Wszystko jest oparte na zasadzie jedności przeciwieństw. W warstwie ideologicznej odpowiada temu wyraźna fascynacja filozofią wschodu i tamtejszymi religiami. I sądzę, że te kwestie bardzo mocno wpłynęły na kształt materiału. Już w otwierającym album utworze mamy nawiązania do zasłony Mai. I istotnie, znajdziemy tu jakby coś w rodzaju muzycznej kurtyny i motywy jakby się zza niej wyłaniające. Klimat utworu jest mimo swojego ciężaru okazuje wybitnie oniryczny. Mimo tego, że jest w tym sporo death-metalowego łomotu, jest w tym również jakiś nieziemski spokój. Stwarza to wrażenie, jakbyśmy w momencie medytacji, pozostając w jakimś dziwnym transie spoglądali z dystansem na zdarzenia, które nas otaczają. I ten dziwny nastrój towarzyszy nam aż do wybrzmienia ostatnich nut How could I. A w środku, mamy wszystko. Jest i ostro, i łagodnie, są techniczne popisy instrumentalistów, ale także plamy brudnego dźwięku. Motywy grane na syntezatorze, przechodzą w death-metalowy łamaniec, by potem przejść w jazz i rozpłynąć się w niebycie, niczym postać we mgle. Przyznam się, że dla mnie jest wciąż rzeczą trudną do pojęcia, że metalowcom mogły w ogóle przyjść do głowy podobne pomysły, bo jest to zjawisko bez precedensu w historii całego gatunku. Zjawisko to świadczy o tym, że nad kształtem albumu pracowali ludzie myślący o muzyce zupełnie nieszablonowo.
Muzyka Cynic bywa nazywana death-metalem stworzonym specjalnie dla tych, co nie lubią death-metalu. I jest w tym sporo racji. Choć jest tu wiele muzycznych środków charakterystycznych dla gatunku, w swej istocie ta muzyka znajduje się na antypodach wszystkiego, co gwałtowne, brutalne i prostackie. Focus to w dodatku kwintesencja progresywności. Połączenie metalu z czymś o wiele od niego subtelniejszym, mające na celu uzyskanie zupełnie nowej, niespotykanej wcześniej jakości. Rzecz zupełnie bez precedensu w gatunku, jakim jest metal progresywny, gdzie powszechną praktyką okazuje się klonowanie dokonań swoich idoli i komponowanie metodą: kopiuj i wklej. Uważam więc ten album za absolutnie wybitny, niepowtarzalny, a zarazem obowiązkową pozycję dla każdego miłośnika cięższych odmian proga. Można lubić, można odrzucić, ale nie znać zwyczajnie nie wypada.
















































