Jestes tutaj:  Start arrow Jazz-Rock / Fusion arrow Davis, Miles arrow On The Corner


On The Corner
(1972, album studyjny)
słaba    b.dobra
Powiadom o tej płycie znajomego
 On The Corner
4.36

(głosów 14)


  Share

Lista utworów:
1. On the Corner 19:55
2. Black Satin 5:16
3. One and One 6:09
4. Helen Butte 23:18

Czas całkowity: 54:39

Muzycy biorący udział w nagraniu:

- Miles Davis (trumpet)
- Al Foster (drums)
- Badal Roy (tabla)
- Bennie Maupin (bass clarinet)
- Carlos Garnett (soprano and tenor saxophone)
- Don Alias (percussion)
- Chick Corea (electric piano)
- Collin Walcott (electric sitar)
- Dave Liebman (soprano saxophone)
- David Creamer (guitar)
- Harold I. Williams (organ, synthesizer)
- Herbie Hancock (electric piano, synthesizer)
- Jabali Billy Hart (drums, bongos)
- Jack DeJohnette (drums)
- James "Mtume" Foreman (percussion)
- John McLaughlin (guitar)
- Khalil Balakrishna (electric sitar)
- Lonnie Liston Smith (organ)
- Michael Henderson (bass)
- Paul Buckmaster (cello)

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Recenzje płyty

Kiedy człowiek jako tako zaliczy sesję musi się wyładować. Jedni idą chlać, drudzy jadą w góry, mam kumpla który sprząta (chociaż on właściwie sprząta zawsze, niezależnie od okoliczności). A ja idę się wyszaleć w sklepach muzycznych. Dzisiaj z okazji zaliczenia egzaminów wróciłem do domu z kilkoma płytami. Jedną z nich jest właśnie 'On the Corner'.

To chyba najtrudniejszy album Davisa. Wbrew pozorom bardziej awangardowy niż 'Bitches Brew'. Główna trudność jaką sprawia słuchaczom jest fatalne pierwsze wrażenie. Kiedy pierwszy raz odsłuchałem ten album, uznałem że jest po prostu nudny. Grają goście jeden rytm w kółko po kilkadziesiąt minut, wokół niego rozbudowane jest jakieś rzężenie, nie ma żadnych instrumentalnych odjazdów, nic się z tego nie da zapamiętać, zero klimatu. Kiedy poznałem kolejne albumy Milesa w stylu jazz-funkowym moja niechęć do 'On the Corner' jeszcze się pogłębiła. Ale co jakiś czas wracałem do tego albumu i nie ukrywam, za każdym razem wydawał mi się nieco lepszy. Dużo czasu minęło zanim spodobała mi się ta muzyka. Dlatego pierwsza moja uwaga brzmi - proszę się nie zrażać, jak się nie podoba to odkładamy na półkę i dajemy sobie czas. W końcu musi coś zaskoczyć, nikt nie wie kiedy, ale prędzej czy później nadejdzie moment olśnienia!

To co zwraca uwagę praktycznie od pierwszych minut to bogactwo nietypowych instrumentów. Poza trąbką, saksofonami, klawiszami czy gitarą mamy elektryczny sitar (gra na nim głównie śp. Colin Walcott, ale także Khalil Balakrishna), tabla (Badal Roy) i szereg innych instrumentów perkusyjnych z różnych stref kulturowych. Jest nawet klaskanie (ale znacznie ciekawsze niż u Rubika). To wszystko w połączeniu z funkowym pulsem podkładu sprawia, że całość brzmi niezwykle egzotycznie, bardzo ciepło. Określiłbym tę muzykę wręcz jako duszną. Jeżeli ktoś nigdy nie wychylił się za daleko poza bezpieczne dla siebie rejony progresu pewnie nawet nie potrafi sobie wyobrazić o co chodzi. Cóż, to chyba jeszcze jeden argument żeby się z płytą zapoznać.

Nie wiem czy jest sens rozpisywać się o inspiracjach dwudziestowieczną muzyką poważną, ani tym bardziej opisywać minuta po minucie co się na tej płycie dzieje, bo jeżeli komuś 'On the Corner' wydaje się nudny to wiedza ta niewiele mu pomoże. W ogólnym zarysie chodzi o to, żeby zmieszać funkowy pulsujący rytm z charakterystyczną dla minimalizmu repetytywnością i obudować to swobodną jazzrockową ścianą dźwięku. Davis chciał z tą muzyką dotrzeć do afroamerykańskiej młodzieży, chciał wejść z tym na dyskoteki. I z tego punktu widzenia album jest oczywiście kompletnym niewypałem, bo chociaż wierzę, że na początku lat 70. w USA nie było trudno o mocne dragi, to jednak wątpię żeby jakikolwiek właściciel nocnego klubu zdecydował się puścić w swoim lokalu taką muzykę. Ale jeżeli uznać 'On the Corner' za dzieło awangardowe broni się on doskonale. Trzeba tylko dać mu wiele szans i być bardzo cierpliwym.

'On the Corner' to na pewno nie jest album od którego powinno się zaczynać przygodę z Davisem. Do tego służą 'Bitches Brew' albo 'Jack Johnson'. To jest muzyka dla fanów i z tego względu nie będę polecał jej każdemu kto zechciał tę recenzję przeczytać. Tylko że zostać fanem Davisa to wspaniała sprawa! A jeżeli przejmiemy ten pogląd, to do wysłuchania przez was tego fantastycznego albumu niedaleka droga.


PS: Stawianie ocen sobie podaruję. Bezpośrednio po tym jak poznałem ten album postawiłem mu na Prog Archives 3 gwiazdki. Rok później na RYM dałem już 4. Dzisiaj oceniam tą płytę na 4,5, ale kto wie co będzie za rok?

Napisał Bartosz Michalewski, dzień 06/25/2010 o godz. 20:26

 1 
Strona 1 z 1 ( 1 Recenzje płyty )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować aby móc dodawać recenzje.

Biuletyn podProgowy

Ostatnie recenzje

Ostatnio Dodane

Sondy

Który album Return To Forever z lat 70. uważasz za najlepszy?
 

Współpracujemy z

Lynx Music

Black Widow Records

Metal Mind Productions



Ars Mundi

Wydawnictwo Kagra

Koncertowe Studio PiK

Rock Serwis

Pro-Radio





ProgrockRecords















Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl