|
Lista utworów:1. Looking For a Platform (15:06)2. So far (23:31) 3. Sheepish (12:55) 4. Ventura (14:38) Czas całkowity: 65:25 Muzycy biorący udział w nagraniu:- Hugh Carter ( acoustic guitars, flute, keyboards, percussion, backing vocals )- Stevie Donnelly ( bass guitar ) - Stuart “Mick” MacFarlane ( lead vocals, acoustic and electric guitar ) - Davie Mitchell ( guitars ) - Hew Montgomery ( keyboards ) - Denis Smith ( drums and backing vocals ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Abel Ganz to nie jest zespół z pierwszej ligi art-rockowej. Mało tego, to zespół po burzliwych przejściach, wielokrotnie zmieniający swój skład personalny, zawieszający swą działalność, a co za tym idzie - wydający niewiele płyt. Za każdym jednak razem, kiedy muzykom ze Szkocji udawało się nagrywać kolejne wydawnictwa, okazywało się, że dzięki uporowi w pokonywaniu wszystkich przeszkód ich muzyka brzmi niezwykle autentycznie! Taką cechę mają tylko muzycy, którzy do tworzenia podchodzą z czystej miłości do muzyki, z sercem szeroko otwartym dla słuchaczy, którzy dotrą do ich muzyki. Takimi właśnie postaciami niewątpliwie, przez te wszystkie trudne lata byli współliderzy zespołu: klawiszowiec Hew Montgomery oraz multiinstrumentalista Hugh Carter.
Całych, długich czternaście lat minęło od ostatniego studyjnego wydawnictwa zespołu. Muzycy zbierali się kilkakrotnie, aż wreszcie w 2008 roku weszli do studio, aby nagrać swój materiał. Głód tworzenia w sercach liderów zespołu musiał być przeogromny, skoro przełożył się na ten album w taki a nie inny sposób. Bo płyta to przepiękna, niezwykle dojrzała i, jak wcześniej to nazwałem, pełna muzyki autentycznej! Muzyki płynącej z głębi serca, dojrzałej od strony zarówno klimatu jak i warsztatu muzycznego. Zespół Abel Ganz zawsze był w cieniu innego, bardziej znanego szkockiego Pallas. Mało, kto wie, że obydwa zespoły mają jednak swój nierozerwalny związek. Jest nim osoba wokalisty - Alana Reeda, obdarzonego jednym z najciekawszych, charyzmatycznych głosów, jakie słyszałem. Alan, w oficjalnym składzie gościł krótko, nagrywając tylko jeden album z Abel Ganz, a następnie odchodząc właśnie do Pallas. Ale kilkukrotnie w historii wspomagał swych kolegów, z mniej znanej formacji, za każdym razem uświetniając swym głosem ciekawe kompozycje muzyków. Tym razem również wspomógł starych przyjaciół, śpiewając w najlepszym, moim skromnym zdaniem, utworze na płycie 'So Far'. Jest to 23 minutowa podróż przez historyczne wydarzenia globu północnoamerykańskiego, a dokładniej Stanów Zjednoczonych. Usłyszymy płacz zniewolonych Indian, zobaczymy krew wojny secesyjnej, wietnamski chaos... Przede wszystkim jednak przeniesiemy się w świat muzycznej wyobraźni, który w tym utworze wprost mnie zniewolił. Urzekł swą prostotą, bo w muzyce nie słychać jakiejś niesamowitej 'technologii' dźwiękowej XXI wieku, która zabiła nie jednego wykonawcę. Słychać za to muzyczne serce i rock progresywny taki, jaki kocham.
Zresztą cała płyta zawiera jeszcze mnóstwo takich chwil. Fragmentów przesyconych szkockim folkiem, z akompaniującymi mu klawiszami i śpiewającą gitarą. Pozostałe utwory nie są już tak długie jak wspomniane 'So Far'. W każdym z nich znajdziecie jednak intrygujące melodie, mnóstwo znakomitej gry instrumentalnej, przepiękne folkowe, szkockie fragmenty. Tytułowe albatrosy, raz za razem przelecą przed oczyma z szumem spienionych fal, odbijających się o szkockie klify. Moim zdaniem Abel Ganz, dla muzyki szkockiej jest tym, czym Camel dla muzyki z sąsiedniej, Zielonej Wyspy.
I tak oprócz wspomnianego 'So Far' posłuchamy jeszcze przesyconego szkockim folklorem, lekko jazzującego 'Looking For A Platform', które otwiera płytę przepięknym wstępem i postępującym w przemyślany sposób, rozwinięciem. Trzecie numer na płycie 'Sheepish' zawładnął moim sercem przez urzekającą grę gitar. Na przemian: raz to akustycznych, raz elektrycznych. Finałowa 'Ventura' sprawia, że chce się jeszcze raz, od początku wcisnąć przycisk 'play' w odtwarzaczu.
Cieszę się, że są na świecie jeszcze muzycy, którzy właśnie w ten sposób podchodzą do swej twórczości. Na pierwszy plan jest wysunięta muzyka i jej klimat, dopieszczony przez niezwykle wrażliwe serca prawdziwych bardów. Muzyków, którzy bronią nadal starego, dobrego art-rocka, nie udziwniając go. Mnóstwo tu gry akustycznej, dźwięków instrumentów rzadko ostatnio stosowanych (przeróżne smyczki, klarnety, flety, zapomniane dźwięki potężnych organów). To muzyka przepiękna, która urzekła mnie od pierwszego przesłuchania. To muzyka, jaką kocham. To przepiękna płyta 'Shooting Albatross'...
Zdecydowanie 5/5
















































