Jestes tutaj:  Start arrow Varia arrow Queen arrow Queen II


Queen II
(1974, album studyjny)
słaba    b.dobra
Powiadom o tej płycie znajomego
 Queen II
4.55

(głosów 73)


  Share

Lista utworów:
1 Procession (1:12)
2 Father to Son (6:12)
3 White Queen (As It Began) (4:33)
4 Some Day One Day (4:21)
5 Loser in the End (4:01)
6 Ogre Battle (4:08)
7 Fairy Feller's Master-Stroke (2:39)
8 Nevermore (1:17)
9 March of the Black Queen (6:03)
10 Funny How Love Is (3:14)
11 Seven Seas of Rhye (2:48)
12 See What a Fool I've Been* (previously released as b-side) (4:32)
13 Ogre Battle* (1991 Remix) (3:30)
14 Seven Seas of Rhye* (1991 Remix) (6:36)


Czas całkowity: 55:06

Muzycy biorący udział w nagraniu:

- Freddie Mercury ( vocals, piano, harpsichord )
- Brian May ( guitar, piano, bells, vocals )
- Roger Taylor ( percussion, vocals, screams )
- John Deacon ( bass, accoustic guitar )


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Recenzje płyty

Postanowiłem uzupełnić moim zdaniem tę rażącą lukę jaką jest brak recenzji płyt, moim zdaniem wspaniałego zespołu, jakim jest Queen. Rozpoczynam od drugiej studyjnej płyty tej grupy dlatego, że właśnie na niej panowie Freddie Mercury, Brian May, John Deacon i Roger Taylor otarli się o wielkość. To piękna, wspaniale pomyślana płyta, stanowiąca niesamowitą, monumentalną muzyczną opowieść. Niektórzy mówią, że jest to album konceptualny, na wzór Sgt. Pepper's Lonely Heart Club Band Beatlesów z 1967 roku. Prawdą jest przecież, że od momentu ukazania się wspomnianego wydawnictwa, każdy zespół starał się nagrać coś podobnego, a co niektórzy, o trochę bardziej wybujałym ego, nawet coś przewyższającego dokonanie czwórki z Liverpoolu. W przypadku Queen II było jednak trochę inaczej. Nie był to album koncepcyjny w czystej postaci, lecz swoisty zbiór utworów luźno powiązanych tematycznie. Gdyby w tych kategoriach porównywać twórczość Queen z twórczością Beatlesów, należało by raczej powiedzieć, iż drugi album Królowej był raczej czymś na miarę Revolver. Co ciekawe na płycie znalazło się kilka utworów granych wcześniej na koncertach grupy, ale nie pojawiły się na debiutanckim albumie. Do utworów tych należą Father to Son, Ogre Battle, White Queen (As It Began) oraz Procession. Większość z tych utworów miała swoją premierę w 1972 roku, a niektóre nawet w 1969 roku, czyli oficjalnie jeszcze przed powstaniem Queen. Warto zauważyć, iż podczas sesji nagraniowej pominięto również utwór Stone Cold Crazy, który od wielu lat znajdował się w repertuarze zespołu, zarezerwowany został on bowiem na następną płytę, gdzie pojawił się w nieco przyspieszonej formie. Z kilku sesji nagraniowych wynika, że zespół próbował także nagrać fragmenty The Prophets Song, jednak ostatecznie utwór znalazł się na późniejszej, genialnej płycie A Night At The Opera. Wyraźnie widać, iż zespół, a w szczególności Freddie Mercury i Brian May, znajdował się w bardzo twórczym okresie. To wówczas powstały piękne i oryginalne utwory, w większości napisane przez wspomnianą dwójkę. Chociaż nie współpracowali oni ze sobą bezpośrednio aż do czasu skomponowania Is This The World We Created &?, oddalonego czasie o ponad dziesięć lat w przód, to jednak tworzyli swe utwory w sposób instynktowny wpływając na siebie nawzajem. Wydaje się bowiem, iż Freddie napisał The March Of The Black Queen po usłyszeniu White Queen (As It Began). Z kolei nowa kompozycja Freddiego zainspirowała Briana Maya do zrekonstruowania Father To Son. To właśnie z powodu tych wzajemnych zależności oraz luźnego, choc konsekwentnie powtarzającego się tematu lirycznego w poszczególnych utworach, muzycy zdecydowali się podzielić album na Stronę Białą oraz Stronę Czarną. Na pierwszej znajdowały się utwory autorstwa Briana, a na drugiej Freddiego. We wszystkich utworach można zauważyć przewijający się motyw światła i cienia. Niezwykle mocne Father to Son miesza ze soba kilka mrocznych pasaży, zanim pod koniec pojawi się rozbłysk światła, wraz z zaśpiewanym wspólnie akustycznym fragmentem i niezauważalnie przechodzi w o wiele bardziej elegancką i zdecydowaną White Queen (As It Began). Rozładowujący napięcie The Fairy Feller's Master Stroke cichnie stopniowo, przechodząc w żałobne Nevermore, które z kolei wznosi się w złowieszcze The March Of The Black Queen, tworząc wachlarz rozmaitych brzmień i odczuć.
Cała płyta rozpoczyna się biciem serca i gitarowo-orkiestrowym wprowadzeniem Briana Maya w Procession, płynnie przechodzącą w rockowy epos Father To Son, który opowiada o relacji pomiędzy rodzicem a dzieckiem, z perspektywy ojca oddającego synowi swe królestwo - zarówno w sensie dosłownym, ponieważ tekst odnosi się do dawnych czasów, jak i w przenośni, przekazując rodzinną tradycje i honor - co może Stanowic aluzję do samego autora czyli Briana Maya i jego ojca. Utwór toczy się niezwykle wartko kilka razy zmieniając rytm, przez co przypomina wcześniejszą kompozycje Son and Daughter, z której zresztą zaczerpnięte są riffy, tworzące w tym utworze rozmaite wariacje i pasaże dźwięków. Jak wspominał sam May w piosence znajdują się pewne wpływy Led Zeppelin i The Who, bo były to jedne z naszych ulubionych zespołów, ale staraliśmy się stworzyć także coś odmiennego [&]. Dla wprawnego uch wyszukanie podobieństw pomiędzy tym utworem, a brzmieniem utworów wspomnianych zespołów faktycznie jest zauważalne, jednak, jak w żadnym wypadku nie jest to tandetne naśladownictwo, jest to mądra inspiracja wcześniejszymi dokonaniami i nic poza to. Dalej mamy zmniejszającą tempo, jedną z najpiękniejszych queenowych ballad, jaką jest White Queen (As It Began). Inna sprawa, że takich pereł, przynajmniej w latach siedemdziesiątych, Królowa miała przynajmniej po jednej na każdej ze swoich płyt. Przenika on do uszu słuchaczy cichym, prawie niesłyszalnym wstępem gitarowym, do którego Freddie śpiewa swą opowieść o przysłowiowej królowej serca, sprawiając wrażenie, jakby wykonywał swą partię a capella. Ta cicha i oniryczna kompozycja zmienia się w pewnym momencie w jeden wielki szturm za sprawą znakomitej partii instrumentalnej, pokazującej prawdziwą świetność wszystkich muzyków. I ten niesamowity, przejmujący teks, prawdopodobnie jeden z najpiękniejszych jaki kiedykolwiek wyszedł spod ręki któregokolwiek z członków zespołu, zresztą przekonajcie się sami:


Tak smutne były jej oczy
Uśmiechnięte ciemne oczy
Tak smutne były jej oczy
Kiedy wszystko się zaczęło
W taką spokojną noc jak ta
Z delikatnym pocałunkiem na czole
Spacerowałem samotnie
I czułem w powietrzu
Jak moja pani się porusza,
Jak odchodzi w smutek
Gdy Biała Królowa spaceruje, noc blednie
Gwiazdy miłości błyszczą w jej włosach
W potrzebie - niesłyszany
Wymawiam - jedno słowo
Tak smutne są me oczy
Ale ona tego nie widzi Jak było, co widziałeś
Matkę zielonej wierzby
Której imienia wzywam
Pod jej oknem stałem
Kochałem ślad stóp, który zostawiała
I kiedy przyszła
Biała Królowa, tak pełne bólu było moje serce
A usta tak suche, że nie mogły wymówić ani słowa
Więc wciąż czekam
Moja bogini, czy widzisz jak się boję
Me słowa są spóźnione
To czekanie nie ma końca
Drogi przyjacielu żegnaj
Me oczy są suche
Koniec jest tak smutny Jak początek

Kolejna liryczna pieśń, czyli Some Day One Day to fantastyczny utwór przywołujący wizje królów średniowiecznych zamków. W tej napędzanej piękną linią gitary akustycznej, a łączącej w sobie parę zapierających dech w piersiach aranżacji gitarowych kompozycji May śpiewa, po raz pierwszy zresztą jako główny wokalista, o miłości, której jeszcze nie ma, ale z pewnością kiedyś stanie się faktem. Na początku drugiej zwrotki utwór zawiera niezwykle przejmujące słowa: Zabawne, jak przewracają się kartki, trzymając nas pomiędzy sobą. Następnie mamy kolejny zeppelinowski utwór The Loser In The End, który cudnie wieńczy pierwszą stronę albumu stworzoną przez Briana Maya. Jest to jedyny utwór napisany przez innego członka zespołu, mianowicie przez Rogera Taylora, który sam śpiewa swój utwór rozpoczynający się od złożonego rytmu perkusyjnego w stylu Joha Bonhama z Led Zeppelin. W tle z kolei słychać drżące dźwięki organów unoszące się pomiędzy dzikim brzmieniem gitary i solidnym basem.
Właściwie było to jedynie preludium do kolejnych dwudziestu minut longplaya. Pozostałe sześć kompozycji to dzieło Mercury'ego. Połączone ze sobą tworzą jedyną w swoim rodzaju suitę, Ogre Battle z zachwycającymi, niby-operowymi harmoniami wokalnymi i bulgoczącą gitarą, opowiada historię dwóch ogrów walczących zez sobą na nieznanym wzgórzu. The Fairy Feller's Master-Stroke, o charakterze wodewilowo-kabaretowy i społeczno-politycznej wymowie został z kolei zainspirowany obrazem Richarda Dadda pod tym samym tytułem wystawionym w Tate Gallery. Jest to wspaniała podróż do świata wróżek i i mitycznych stworzeń, którymi wówczas fascynował się Freddie. Głównym instrumentem utworu, ze zmiennym tempem i zmianami stylów, jest klawesyn, na którym Freddie nigdy nie nauczył się porządnie grać i jedynie bawił się nim pomiędzy sesjami nagraniowymi. I wreszcie jeden z moich ulubionych utworów Nevermore - balladowy, o fortepianowej melodii, prawdopodobnie stworzony z myślą o ówczesnej przyjaciółce artysty Mary Austin. Wspaniała opowieść o miłości, prawdopodobnie jeden z najlepszych napisanych przez Freddiego utworów:


Nie ma już więcej życia w moim życiu
Morza wyschły
A deszcze przestały padać
Proszę nie płacz już więcej
Czy nie widzisz
Posłuchaj wiatru
Szepcz do mnie proszę
Nie wysyłaj mnie na ścieżkę 'nigdy więcej'

Nawet dolina pod nami
Gdzie promienie słońca
Były takie ciepłe i delikatne
Teraz nie ma czego wydawać na świat
Czy nie widzisz?
Dlaczego musiałaś mnie zostawić? (nigdy więcej)
Dlaczego mnie oszukałaś? (nigdy więcej)
Wysłałaś mnie na ścieżkę 'nigdy więcej'
Kiedy powiedziałaś, że już mnie nie kochasz
Ah Ah nigdy więcej nigdy więcej

Przed nami jeszcze majestatyczny The March Of The Black Queen, czyli utwór pełen przepychu i zmian nastroju, stanowiący próbę generalną przed stworzeniem epokowego Bohemian Rhapsody. Utwór ten rozpoczyna się od atmosferycznej ścieżki pianina stanowiącej wstęp, po którym następuje rozwinięcie za pomocą sekcji perkusji i wokalu przechodzącej w główną część utworu zwalniającej dzięki delikatnej sekwencji wokalu i pianina, która ustępuje następnie miejsca sekcji marszowej, przyspieszającej do głównego motywu kończącego się wspaniałą partia gitarową wykorzystaną po latach właśnie w Bohemian Rhapsody. Pieśń ta przechodzi w dosyć szybkim tempie w Funny How Love Is natchnione zwieńczenie, kojarzące się odrobinę z All The Young Dudes z repertuaru Mott The People. Całość, tak jak i pierwszą płytę, znów kończy Seven Seas Of Rhye. Już z dodanym tekstem i wydłużony o minutę utwór hipnotyzuje wręcz wspaniałym wstępem na pianinie przechodzącym następnie instrumentalny popis całego zespołu. Jest to bez wątpienia utwór który nawet po ponad trzydziestu latach emanuje wdziękiem i wielką klasą.
Jest to na pewno trudny i przez to niezwykle niedoceniany album, przede wszystkim jeżeli chodzi o warstwę tekstową, w której znalazło się miejsce na taką mnogość tematów jak miłość, honor i rodzina oraz motyw zmiany pokoleń. Ponadto jest to dzieło złożone pod względem muzycznym, które przynosi wiele zmian tempa i rytmu. Dla mnie osobiści jest to bez wątpienia album genialny, emanujący wręcz odkrywczą i nowatorską myślą oraz rozwiązaniami muzycznymi, których próżno szukać w twórczości innych ówczesnych zespołów, nie tylko brytyjskiej sceny rockowej. Zachęcam, a wręcz nakazuję zapoznanie się z tym wydawnictwem, może będziecie mieli inne zdanie, ale nawet jeśli tak będzie powinniście docenić wielkość Królowej rocka i poznać ten album, który bez wątpienia wymyka się wszelkim ocenom, album, który postawił niezwykle wysoko poprzeczkę rockowym zespołom, ale też samym gigantom muzyki z Queen.

Napisał Mariusz Jaszczyk, dzień 09/19/2011 o godz. 10:53

 1 
Strona 1 z 1 ( 1 Recenzje płyty )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować aby móc dodawać recenzje.

Biuletyn podProgowy

Ostatnie recenzje

Ostatnio Dodane

Sondy

Współpracujemy z

Lynx Music

Black Widow Records

Metal Mind Productions



Ars Mundi

Wydawnictwo Kagra

Koncertowe Studio PiK

Rock Serwis

Pro-Radio





ProgrockRecords















Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl