|
Lista utworów:1. Black Sand (4:05)2. Places Of Light (4:06) 3. Brainticket Part I (8:21) 4. Brainticket Part I [Conclusion] (4:36) 5. Brainticket Part II (13:14) Czas całkowity: 34:22 Muzycy biorący udział w nagraniu:- Ron Bryer ( guitar )- Werner Fröhlich ( bass ) - Helmuth Kolbe ( keyboards ) - Cosimo Lampis ( drums ) - Dawn Muir ( vocals ) - Wolfgang Paap ( percussion ) - Werni Prahlach ( bass ) - Joel Vandroogenbroeck ( keyboards, flute, vocals ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Jakoś mnie tak dzisiaj naszło, aby zrecenzować jedną z najbardziej kontrkulturowych płyt zamieszczonych w serwisie Progrock.org.pl. Cottonwoodhill w żadnym razie nie jest płytą rozrywkową. Jeżeli drogi czytelniku trafiłeś tu poszukując czegoś podobnego do Marillion, Dream Theater, albo nawet i Jethro Tull, możesz sobie spokojnie darować czytanie tej recenzji i przyjąć dobrą radę, aby się trzymać od tej płyty z daleka. Jeżeli jesteś natomiast z tych, dla których muzyka King Crimson brzmi momentami zbyt zachowawczo, trafiłeś we właściwe miejsce.
Na swojej debiutanckiej płycie Brainticket postawił swoim słuchaczom nie lada wyzwanie. Zaproponował im bowiem udział w dyskusji na temat granic estetyki. Uczynił to stawiając dotychczasową estetykę charakterystyczną dla muzyki rockowej, zwłaszcza zaś rocka progresywnego na głowie. Płytę rozpoczynają dwa, niewinne, biorąc pod uwagę co ma nastąpić za chwilę, utwory. Oba zdają się być utrzymane w charakterystycznej dla krautrocka konwencji. Typowy dla gatunku pulsujący rytm, sekcja rytmiczna na pierwszym planie, delikatne i oszczędne aranżacje instrumentalne. Delikatne partie fletu i stosunkowo stonowanej gitary kontrastują z niezwykle ostrym brzmieniem organów (zjawisko tak rzadko spotykane we współczesnym progu) i nieco przesterowanym głosem Dawn Muir, która nie śpiewa, lecz zwyczajnie recytuje swoje teksty. Całość robi dość przyjemne wrażenie i bez względu na upodobania nikomu nie powinno sprawić przesłuchanie tych dwóch utworów większej trudności.
Po tych miłych chwilach następuje długi trzyczęściowy utwór Brainticket. Utwór ten jest zaprzeczeniem wszystkiego, co prawie każdy miłośnik proga ceni sobie najbardziej u swoich ulubionych zespołów. Jest to utwór psychodeliczny i to potencjalnie może łączyć go z innymi odmianami proga, na przykład z różnymi eksperymentami Pink Floyd, ale w tym wypadku mamy do czynienia z psychodelią absolutnie radykalną. Z zapętlonej taśmy utworu leci sobie przez cały czas trwania jeden i ten sam motyw - funkopodobna gitara plus niezwykle ostry, a wręcz drażniący ucho dźwięk organów. Na pierwszy plan wychodzą elementy konkretne - odgłosy tłuczonego szkła, pędzącej na sygnale karetki, szczotkowania zębów i innych, niekiedy trudnych do zidentyfikowania urządzeń. Do tego wokalistka czyta wiersz wydobywając z siebie orgastyczne dźwięki. Ponieważ utwór jest niezwykle długi - łącznie trzy części trwają ponad 25 minut, im dłużej go słuchamy, tym bardziej wydaje się irytujący. W dodatku większość odgłosów i brzmień wydaje się specjalnie tak dobrana, by wywoływać u słuchacza ból w uszach. Początkowo znośny jeszcze psychodeliczny trans zamienia się w prawdziwy horror. Jest to niewątpliwie świadomy zamysł artystyczny, gdyż utwór ma w zamierzeniu opowiadać historię dziewczyny, która leżąc w śpiączce po przedawkowaniu narkotyku, dokonuje podróży w głąb własnego umysłu. Kłujące w uczy dźwięki zaś są ilustracją obsesyjnych myśli i nielicznych docierających do niej bodźców zewnętrznych. Całość jest zwieńczona nieco zaskakującym i absurdalnym finałem - nie będę zdradzał jakim, licząc na domyślność tych słuchaczy, którzy dotrwają do końca.
Cottonwood hill to eksperyment, zaprzeczenie obowiązującej estetyki. Zadacie zapewne pytanie, czy można coś takiego w ogóle uznać za udany album? W moim przekonaniu - tak. W tej okropnej, sadystycznej muzyce jest coś, co nie pozwala zapomnieć o tej płycie, coś co powoduje, że mam ochotę do niej wracać. Znaczy to, że w tej jakże radykalnej wypowiedzi artystycznej, jest coś na rzeczy. Udało się tu zakwestionować dwa dogmaty: po pierwsze, że to kompozycyjna złożoność i harmonie są odpowiedzialne za to, że uznajemy muzykę za interesującą, po drugie, że ludzi ciągnie przede wszystkim do muzyki przyjemnej, która dostarcza rozrywki. Brainticket pokazał nam w sposób przekonujący, że dźwięki nieznośne dla ucha mogą być równie fascynujące i wciągające, kładąc tym samym podwaliny pod industrial i inne radykalne nurty awangardowej muzyki.
















































