 W moim mieście o Kopernika nie aż tak trudno. No, przynajmniej o jego sobowtóra. Co rusz kręci się tu jakiś program edukacyjny, albo rocznicowy „ku czci” i wtedy rolę wielkiego astronoma z reguły gra aktor Marian Czarkowski. Jak się jednak okazuje – jest i drugi Kopernik, także zainteresowany fizyką, choć raczej zorientowaną na cząstki elementarne. Tyle, że stacjonujący w Nowym Jorku Joseph „Copernicus” Smalkowski łączy naukowy ferment z poezją i niebanalną oprawa muzyczną. Nie, żebym popierał wszystkie tezy Copernicusa, jest on jednak postacią na tyle barwną i nietuzinkową, że nie mogłem powstrzymać się przed zadaniem mu kilku pytań. Zwłaszcza, że niedawno ukazało się jego DVD z Pragi dokumentujące moment prawdziwie przełomowy – koncert z czasu ostatnich przedśmiertnych parkosyzmów demokracji ludowej.
|
|
Czytaj całość…
|
|
 Zespół Dream Theater wyraźnie polubił Polskę, bowiem w kilka miesięcy po koncercie w katowickim Spodku, muzycy tej grupy znów zawitali do Polski. Był to zresztą już dziewiąty koncert Amerykanów w naszym kraju. Hala "Areny" w Poznaniu tym razem co prawda była trochę pechowa, ale prawdziwych fanów Dream Theater nawet trzaskający mróz i długie oczekiwanie na wejście do klubu nie zniechęcą do udziału w wielkim widowisku, a do takich przecież muzycy tego zespołu nas przyzwyczaili. Zatem można powiedzieć, że był to koncert dla prawdziwych twardzieli, a jednym z nich z pewnością był nasz zaprzyjaźniony fotoreporter Michał "Goldmoon" Kwaśniewski, dzięki któremu możemy delektować się obszerną foto-relacją.
|
|
Czytaj całość…
|
|
FIGURESMILE - 11.02.2012 - KRAKÓW - CAFE SZAFA
Grupa powstała w 2000 roku z inicjatywy Krzysztofa Borka (wokal) i Zbigniewa Marczaka (gitara) pod nazwą Three Wishes. Aktualny skład wykrystalizował się po 4 latach działalności. Muzyka zespołu jest wypadkową wielu inspiracji muzycznych wszystkich jej członków. Do głównych można zaliczyć: Porcupine Tree, Radiohead czy Pink Floyd. Takie zestawienie ma bezpośredni wpływ na różnorodność barw zawarty ch w kompozycjach, co czyni je bardzo klimatycznymi i wymagającymi zaangażowania słuchacza...
Cafe Szafe mieści się na rogu ulic Felicjanek i Małej w Krakowie. Koncert rozpocznie się o godzinie 20:00
|
|
Czytaj całość…
|
|
 Możemy już ogłosić wyniki naszego corocznego Plebiscytu Płytowego, w którym udział biorą użytkownicy naszego serwisu. Albumem roku według Waszych głosów została płyta norweskiej formacji AIRBAG 'All Right Removed", natomiast w kategorii Polski Debiut Roku zwyciężył łódzki zespół TUNE z albumem "Lucid Moments". Na wstępie bardzo dziękujemy za tak liczny udział i skrupulatne wypełnianie przez Was osobistych list ulubionych albumów, wydanych w roku 2011. Wyszło z tego bardzo ciekawe zestawienie, którego dość obszerne wyniki znajdziecie poniżej. Jeśli chodzi o obiecane przez nas nagrody za udział w zabawie to wylosowali je: Magdalena Henczko, Dawid Wroński, Katarzyna Respondek, Jędrzej Kołecki, Marek J. Śmietański, Tomasz Makosa, Mariola Kempa-Wojtas oraz Alan Szczepaniak. Nagrodzonym serdecznie gratulujemy szczęścia w losowaniu, a nagrody w postaci płyt cd wyślemy pocztą. Po rozwinięciu artykułu obszerne wyniki Plebiscytu!
|
|
Czytaj całość…
|
|
 Chłody grudniowy wieczór to idealna pora żeby posłuchać na żywo takiego zespołu jak Blindead. Grupa wraz z kapelami The Sixpounder i Totem pojawiła się w akademickim klubie Zaścianek na miasteczku studenckim AGH. Na dzień dobry po łapach powinni dostać organizatorzy bo „na mieście” nie wisiała informacja o koncercie a nabycie biletów w przedsprzedaży było bardzo utrudnione. Lepiej wyglądało to już na miejscu. Zaścianek to mały klub z zewnątrz wyglądający mało atrakcyjnie, pozory jednak mylą. W środku jest całkiem przytulnie, atmosfera jest kameralna, piwo niedrogie a co najlepsze można spokojnie stanąć dwa metry od muzyków i widzieć wszystko z bliska. Pierwszym otwieraczem był The Sixpounder, który szybko rozgrzał przybyłą wcześniej publiczność. Wrocławska kapela całkiem sprawnie poruszała się po sprawdzonych metalowych ścieżkach, łojąc niemiłosiernie ale trzeba uczciwie przyznać że jeszcze sporo przed nimi. Co jednak najważniejsze publiczność i sami muzycy dobrze się bawili.
|
|
Czytaj całość…
|
|
|
Trzy lata oczekiwania ze sporym hakiem, małe personalne zawirowanie i wreszcie trzeci studyjny album After… stał się ciałem. Nowa wytwórnia, trochę przemeblowane brzmienie i mnóstwo entuzjazmu – o tym wszystkim opowiedział mi gitarzysta włocławskiego zespołu, Czarek Bregier.
Tytułem swojej nowej płyty chcieliście ponoć zasugerować, że chodzi Wam o prosty rockowy komunikat bez podtekstów. Trochę mnie to dziwi, bo gracie rocka progresywnego, gdzie to „drugie dno” jest przez słuchaczy wręcz pożądane. W tej chwili bliżej nam jest do prostszych form wyrazu. Chcieliśmy trochę odpocząć od mistycyzmu w muzyce. Ja lubię szukać „drugiego dna” przede wszystkim w dźwiękach i mam nadzieję, że słuchacze odnajdą również takie miejsca na naszej płycie. Postanowiliśmy postawić na przekaz muzyczny, nie budując wokół niego mrocznej, mistycznej otoczki, a przede wszystkim nie tworząc czegoś, co pasuje do tego, czy innego kanonu. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy kojarzeni z rockiem progresywnym, może to trochę ryzykowny krok, ale wierzę, że muzyczne horyzonty naszych słuchaczy sięgają dużo dalej niż zmiany w naszym brzmieniu i chętnie sięgną po No Attachments. Muzyka chyba nie zmieniła się aż tak drastycznie. To przecież wciąż rock o progresywnym zabarwieniu, a nie hip-hop (śmiech).
|
|
Czytaj całość…
|
|
 Są takie wydarzenia koncertowe na które czekamy z ogromną niecierpliwością. Odliczamy wówczas dni, z radością zauważając o każdym kolejnym poranku, że to już niedługo, coraz bliżej. I co jest w tym wszystkim najbardziej budujące, to fakt, że tego typu wydarzenia coraz częściej firmowane są naszą, rodzimą, polską marką. Do takich właśnie koncertów, przynajmniej w moim mniemaniu i pośród wielu moich znajomych, przez kilka ostatnich tygodni należał zapowiadany, wspólny występ zespołów Lebowski i Tune.
|
|
Czytaj całość…
|
|
 W czwartkowy wieczór 10 listopada spełniło się jedno z moich muzycznych marzeń. W końcu udało mi się zawitać do Teatru Śląskiego w Katowicach. To właśnie w tym teatrze MetalMind zwykł organizować koncerty wielu krajowych i zagranicznych wykonawców z prog-rockowych kręgów, a żeby było jeszcze ciekawiej, to większość z tych koncertów jest rejestrowanych i wydawanych potem na DVD. W moich prywatnych zbiorach jest już kilka takich wydawnictw i zawsze oglądając je byłem pod wrażeniem miejsca i atmosfery panujących na tych koncertach. Teatr Śląski im Stanisława Wyspiańskiego, to naprawdę miejsce magiczne, wręcz stworzone do obcowania z muzyką. W takich wnętrzach muzyka „smakuje” zdecydowanie wyraziściej. To coś, jak dobry obiad w wykwintnej restauracji. Trudno nie wspomnieć o wspaniałej atmosferze na widowni. Tu nie ma przypadkowych osób, tu wszyscy wiedzą, po co przyszli i czego się mogą spodziewać. Widzowie reagują bardzo emocjonalnie, co na pewno przekłada się na występ artystów na scenie. Dobra energia płynie dwutorowo: z widowni na scenę i z powrotem co powoduje, że i jedni i drudzy w takim samym stopniu mają wpływ na kształt koncertowego misterium. Antrakty wypełnione spotkaniami, rozmowami, zakupami . Prawdziwy progresywny raj :)
|
|
Czytaj całość…
|
|
|
Thesis konsekwentnie robią swoje. Jak na razie – także za swoje. Longplay Channel One i akustyczna EPka zostały wydane własnym sumptem, a jak będzie się miała sprawa z kolejnym, nadchodzącym wielkimi krokami albumem – na razie nie wiadomo. Ale nie finanse są najważniejsze, tylko mocny, męski progres uprawiany przez warszawski kwintet. Muzyka zdominowała moją rozmowę z wokalistą Thesis Łukaszem Krajewskim po koncercie zespołu w olsztyńskim Nowym Andergrancie.
|
|
Czytaj całość…
|
|
|
Trasa Tides From Nebula przetacza się po Polsce jak huragan. Co koncert – to entuzjastyczne, ba! ekstatyczne relacje. Na szczęście Tides nie ominęli dobrze sobie już znanego olsztyńskiego Andergrantu – i tu też nie brali jeńców. Po występie totalnym o promowanej płycie Earthshine, marzeniach na przyszłość i kilku innych kwestiach opowiedział mi gitarzysta Adam Waleszyński.
Od premiery Earthshine minęło już kilka miesięcy. Nie masz wrażenia, że to właśnie teraz byłby najlepszy moment dla wydania tej płyty? To album klimatyczny, jesienny.
|
|
Czytaj całość…
|
|
|
Kiedy ostatnio relacjonowałem koncert z Andergrantu, podparłem się cytatem z piosenki Andrzeja Boguckiego. I, kurczę, znów się podeprę. Słowami tej samej piosenki. Bo spodziewałem się, że z takim zestawem zespołów jak: Tides From Nebula, Thesis i Forma publikę czeka spokojne, jesienne kołysanie. Nawet tej żywiołowej formie zdarzają się przecież transowe boolowskie odjazdy. A tu jednak okazuje się, że jesień jest piękna, bogata, bardzo urozmaicona i pełna kolorów. Trójka wykonawców zapewniła bardzo ciekawy płodozmian.
|
|
Czytaj całość…
|
|
|
Informacja, że Steven Wilson będzie promował swój drugi solowy album nie tylko na koncercie w Krakowie, ale także w Poznaniu, była dla mnie sporym zaskoczeniem. O koncercie krakowskim trąbiono od dłuższego już czasu, natomiast wieść o organizowanym w naprędce koncercie poznańskim nie została rozkolportowana z podobnym rozmachem. Sam dowiedziałem się o wizycie Stevena Wilsona w moim rodzinnym mieście przez zupełny przypadek, błąkając się po jakichś muzycznych stronach internetowych, i przyznam, że w pierwszej chwili pomyślałem, że to jakaś pomyłka. Steven Wilson w Poznaniu? No way...
Być może to właśnie przyspieszony tryb organizacji koncertu i związana z tym ograniczona jego promocja spowodowały, że wczorajszego wieczora klub Eskulap nie wypełnił się w całości, a bilety można było bez problemu kupić jeszcze w dniu imprezy. Ludzi było sporo, fakt, ale pamiętam inne koncerty w tym miejscu (Archive, Budgie), podczas których już wejście na salę było nie lada wyczynem, same zaś występy śledziło się z perspektywy przysłowiowego śledzia z puszki, a o swobodnym poruszaniu się w ściśniętym tłumie można było tylko pomarzyć. Na tym koncercie było inaczej, co jako słuchacza mnie cieszyło, bo komfort odbioru muzyki był większy, ale jako fanowi trudno mi było uwierzyć, że muzyk tego pokroju co Steven Wilson nie zgromadził większych tłumów. Chociaż może nie powinienem marudzić, bo na widowni było sporo osób, które koncert pana Stefana przyciągnął niczym magnes z rozmaitych zakątków Polski.
|
|
Czytaj całość…
|
|
 Ziemianie! My, rodzaj ludzki jesteśmy wyjątkowo mocni i odporni! 21 października znów przeżyliśmy kolejny koniec świata. Tym razem przewidywał go amerykański kaznodzieja, niejaki Harold Camping. Jak gdyby na przekór kolejnej wizji ziemskiej katastrofy, zespół Tides From Nebula postanowił tego właśnie dnia rozpocząć swoją kolejną trasę koncertową, tym razem po Polsce. Mało tego! Muzycy zespołu postanowili się dobrze bawić w godzinę armagedonu przy szczelnie wypełnionej fanami sali klubu Imrowizacja Jazz Lounge w Łodzi. Bo łódzcy fani TFN najwyraźniej także są zdania, że jeśli już coś ma się skończyć, to najlepiej z rockowym hukiem.
|
|
Czytaj całość…
|
|
|
Kiedy jedni za ś.p. Andrzejem Boguckim wciąż powtarzają, że im szkoda lata, inni – w tym niżej podpisani - potrafią docenić uroki jesieni. Duże festiwale na powietrzu piękne są i basta, ale i kameralne koncerty w lokalnych klubach też mają swój urok. Nie mniejszy – po prostu odmienny. Mniejsza publiczność – to dla zespołu szansa na bliższy kontakt ze słuchaczami. Z nadzieją na takie właśnie ciepłe, przyjacielskie spotkanie z dobrą kapelą wybraliśmy się do Nowego Andergrantu, którego sala koncertowa – zaznaczmy – została od naszej poprzedniej tam bytności ( a bywamy regularnie) dość znacznie odmieniona. Wystrój jakiś taki bogatszy… A i scenę przesunięto w inne miejsce, przez co wreszcie skończyły się problemy z widocznością z odległych kątów. Z przykrością jednak musimy stwierdzić, że tym razem nie było tłumu, choć i o frekwencyjnej porażce trudno mówić, przynajmniej w olsztyńskich realiach. Kilkadziesiąt osób, które dokładnie wiedziały czego oczekiwać od wykonawców, choć nawet personel Anderu zdawał się nie wiedzieć kto zacz Dikanda.
|
|
Czytaj całość…
|
|
|