|
|
|
Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/14 07:21
|
|
http://www.progrock.org.pl/index.php?
option=com_content&task=view&id=7544&Itemid=31&show=1Nie zamierzam w tym miejscu ripostować recenzji Bartosza, ponieważ zgadzam się z opinią kolegi w 100% (zamierzam dać szanse płycie choć nie spodziewam się rewelacyjnego zwrotu). Myślę jednak, że nowy album Yes jest dobrym przykładem do otwarcia dyskusji na temat odwiecznego problemu, tj. działalności niektórych wykonawców, którzy - nie można tego nazwać inaczej - czasem robią coś na siłę, niestety w dużej mierze mącąc dobrą sławę, legendę, coś wobec czego kiedyś nie dało się przejść obojętnie. Co Wy sądzicie na ten temat? Nie tylko na tym przykładzie  Zapraszam do dyskusji  Edytowany przez: Jester, w: 2011/07/14 07:22
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
olo (Użytkownik)
Gold Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/14 07:56
|
|
|
Ta płyta jest na pewno zaskakująca, na pewno inna niż się spodziewaliśmy. Ale czy na pewno zła...? Mimo że pierwsze przesłuchania zdecydowanie rozczarowują, nie odłożyłem jej na półkę tylko próbuję ją "rozgryzać" etapami. Analizując poszczególne instrumenty - już nie jest tak zle, bo np gitara jest DOSKONAŁA. Oczywiście mówię tu o technice i kilku patentach które Howe tu przemycił. Za dwa, trzy tygodnie jak się z nią oswoję, będę mógł powiedzieć więcej... A problem wykonawców którzy na siłę wydają kolejne płyty nie mając już nic do powiedzenia ? To problem stary jak rock... I o ile dana kapela "trzyma styl" - to mi to nie przeszkadza, nie wszystko musi mi się podobać, a przeglądając naszą konstytucję nigdzie nie znalazłem zapisu o obowiązku kupowania płyt lub chodzenia na takie koncerty, więc problemu nie widzę. Gorzej, jak jakaś dawna gwiazda robi z siebie małpę, zmienia styl, repertuar i próbuje pociągnąć za sobą młodzież. To już groteska. Był taki jeden który śpiewał że każde pokolenie ma swój czas, szkoda że sam tego nie chwyta...no, ale mamy wolność więc mu wolno. I też nie ma obowiązku go lubić...
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
rafalt (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/14 08:36
|
|
Jester napisał:http://www.progrock.org.pl/index.php?
option=com_content&task=view&id=7544&Itemid=31&show=1
Nie zamierzam w tym miejscu ripostować recenzji Bartosza, ponieważ zgadzam się z opinią kolegi w 100% (zamierzam dać szanse płycie choć nie spodziewam się rewelacyjnego zwrotu). Myślę jednak, że nowy album Yes jest dobrym przykładem do otwarcia dyskusji na temat odwiecznego problemu, tj. działalności niektórych wykonawców, którzy - nie można tego nazwać inaczej - czasem robią coś na siłę, niestety w dużej mierze mącąc dobrą sławę, legendę, coś wobec czego kiedyś nie dało się przejść obojętnie. Co Wy sądzicie na ten temat? Nie tylko na tym przykładzie Zapraszam do dyskusji <br><br>Edytowany przez: Jester, w: 2011/07/14 07:22 "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść Niepokonanym Wśród tandety lśniąc jak diament Być zagadką, ktorej nikt Nie zdąży zgadnąć nim minie czas" - te słowa nasunęły mi się po przeczytaniu postu Krzyśka !  W historii muzyki rockowej dwie kapele zeszły ze sceny niepokonane ;The Beatles i Led Zeppelin . Pozostawiły po sobie kawał genialnej muzyki i legendę . Z drugiej strony mnóstwo wykonawców którzy mogli dołączyć do panteonu "niepokonanych" - wydawało kolejne płyty , zmieniało składy , reaktywowało się (czasem po 2 razy) i mąciło tę jak to nazwał Jester - "dobrą sławę " ! Krótko mówiąc są dwie drogi jeśli chodzi o tuzów muzyki rockowej , albo zostawiamy legendę i piękny dorobek po wsze czasy albo "odcinamy kupony" i robimy kasiorkę za wszelką cenę !
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. |
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/14 10:25
|
|
|
W mojej recenzji Fly from Here porównałem Yes do hazardzisty. I wydaje mi się, że tu właśnie leży najgłębszy problem z tym albumem. Rozumiem, że można się potknąć, być w gorszej formie, albo, że stary przepis na granie mógł się wypalić, a nowy okazać klapą. Tylko, że Yes nagrywa gnioty od prawie trzydziestu lat!
Drugą ważną kwestię poruszył na SB Marcin - jeżeli Wisła Kraków awansuje teraz do Ligi Mistrzów i nie wyjdzie z grupy, to odniesie wielki sukces. Ale jeżeli Manchester United odpadłby w 1/4 (o nie wyjściu z grupy nie wspominam) byłaby to wielka jego porażka. Muzyka na nowym Yesie jest nawet słuchalna, tylko że, na litość Boską! - to jest album jednej z najważniejszych i najlepszych kapel w dziejach rocka, a nie jakichś szarpidrutów. Olo mówi, że gitara dobra. No, a przepraszam jaka ma być? To jest - ciągnąc piłkarską analogię - tak, jakbyś po żenującym remisie Argentyny 0-0 z Kolumbią (na bieżącym Copa America) powiedział, że wcale nie było tak źle, bo kilka razy ładnie zadryblował Messi. To jest Argentyna, ona ma czarować pięknem footballu i wygrywać mecze. Z Yes jest identycznie - od takiej marki wymaga się zupełnie czego innego, niż od początkujących zespołów retro art rockowych.
Wreszcie trzecią kwestię, już nie dawno, po napisaniu przeze mnie recenzji uświadomił mi Kobaian. Jeżeli stara kapela rockowa próbuje dla kasy grać pod szerszą publikę i jej to nie wychodzi to okej, nie jest to blamaż, bo to nie jej stylistyka. Ale jeżeli giganci proga od kilkunastu lat próbują nagrać choćby dobry album progresywny i nie potrafią tego zrobić, to jest to kompromitacja.
Jeżeli Panowie muzycy chcą się kompromitować, to na prawdę, z ich nazwiskami mogą nagrywać solowe płyty, bez trudu znajdą wydawcę. Tylko, że po solowy album np. Chrisa Squire'a sięgnie grupka fanów - no, chyba, że byłaby to płyta na miarę Fish Out of Water, ale to wydaje się być poza jego zasięgiem. Po Yes sięgnie każdy. Truizm, ale warto go tutaj przypomnieć. Fly from Here to oprócz wszystkiego innego po prostu skok na kasę. To przykre, że wykorzystano do tego tak wielka legendę...
Edytowany przez: Bartosz, w: 2011/07/14 10:28
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/14 15:59
|
|
Porównywanie muzyki do piłki nożnej jest, wybaczcie mi proszę, bez sensu niestety. Jeśli Wisła osiągnie wielki sukces chociaż nie wyjdzie z grupy , a MU odpadnie w 1/4 i poniesie porażkę, to mnie jako kibica Widzewa mówiąc szczerze mało interesuję. Ale jak Widzew wygra z 3 ligowym Zawiszą w 1/8 PP - to mnie ucieszy już bardzo i wywoła u mnie jakiś rodzaj emocji. Emocje - to najważniejsza rzecz która towarzyszy mi przy słuchaniu muzyki. Jeden utwór wprawia mnie w dobry humor inny sp natchnie mnie do głębszej refleksji natury ogólnej, jeszcze inny wręcz wzruszy. Inny tryska energia i mocą i łechce moją zbuntowaną na świat duszę. Muzyka musi wywoływać emocję, jeśli są to emocję dla mnie pozytywne to wtedy dany utwór zapisuję na listę "Lubię to". I naprawdę nie na wtedy dla mnie znaczenia czy nagrał go zespół Yes, tylko dla kasy czy nieznany nikomu band z Psiej Wólki dla siebie i kilku znajomych. Dajcie szansę MUZYCE. Dlatego zawszę będę przeciwny stwierdzeniu typu . Jak na zespół YES - to ta płyta to gniot - gdyby to nagrał jakiś inny nieznany zespół to było by to nawet nawet. Zaznaczam, że nie mam najnowszej płyty zespołu Yes, a te kilka utworów które słyszałem znam tylko z netu. A jeden z nich chyba 3 na płycie podoba mi się bardzooooooooo. To na razie tyle . Pozdrawiam Yano
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
dudia (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/14 18:18
|
|
|
Zastanawiam się czy nie warto zadać sobie i to każdy z nas pytania. Jak ma wyglądać, lub być słyszalna dziś,dobra płyta progresywna?Zacne kapele dla wielu, nagrywają słabe nie progresywne albumy.Młodzi wzorując się na starych,często wydają wtórne albumy. Mam wrażenie że trudno dziś dogodzić- NAM słuchaczom.Jestem przekonany że panowie z YES,gdyby chcieli to nagraliby świetny album.Widocznie nie chcą wracać do korzeni.Podoba im się to co grają,a nam słuchaczom pozostaje słuchać i narzekać.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Svan (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/14 23:34
|
|
|
dudia napisał:
Mam wrażenie że trudno dziś dogodzić- NAM słuchaczom.Jestem przekonany że panowie z YES,gdyby chcieli to nagraliby świetny album.Widocznie nie chcą wracać do korzeni.Podoba im się to co grają,a nam słuchaczom pozostaje słuchać i narzekać.
Bardzo łatwo dogodzić nam, słuchaczom. Wystarczy nagrać dobrą płytę, nie musi być bardzo dobra. Gdyby mogli nagrać " świetny album ", to na pewno by nagrali. Nie mogą i nie potrafią. Dlatego spotyka ich krytyka. Obiecywali gruszki na wierzbie, nie oni pierwsi i nie ostatni. Przypomniały mi się słowa Kmicica, które rzekł do pułkownika Wołodyjowskiego, po tym jak ten ranił go w czoło - " kończ Waść, wstydu oszczędź ".
Svan
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
olo (Użytkownik)
Gold Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/15 00:08
|
|
Przypomniało mi się jeszcze jedno - oczywiście od zawsze kochałem stare płyty Yesów, brzydząc się niemal wszystkim co wydali po 1981 roku. Paręnaście lat temu poznałem grupę bardzo młodych ludzi również zafascynowanych tym zespołem. Po paru tygodniach (i litrach...)znajomości z pewnym zdziwieniem spostrzegłem że rozmawiamy co prawda o tym samym zespole, ale o kompletnie różnych płytach.. Dla nich niemal arcydziełem był "Big Generator", a Close to the Edge" - był kitem z dłużyznami. OSŁUPIAŁEM !!! Opowieści Topograficznych w ogóle nie znali, ale za to "Open your Ayes" była powalająca...I może bym ich potraktował jak totalnych ignorantów... gdyby to nie była polska czołówka muzyków jazzowych grająca na festiwalu "Jazz Juniors" !(a dziś to już sławy międzynarodowe !) To nauczyło mnie pokory, i dlatego jeszcze raz powtórzę - dajmy tej płycie szansę, bo nawet jeśli nam ona "nie leży" - to nie znaczy że jest zła. A poza tym nie uwierzę że muzycy tej klasy świadomie nagrywają płytę która im samym się nie podoba....
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Svan (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/15 00:26
|
|
olo napisał: A poza tym nie uwierzę że muzycy tej klasy świadomie nagrywają płytę która im samym się nie podoba.... Szkopuł w tym, że im się podoba. Skoro wydali, to znak, że oni są zachwyceni. Zapewne liczyli na naiwność fanów. I te buńczuczne zapowiedzi o rarytasie jaki im przygotowali. Przyrządzili zbuka. Ojciec i syn Wakemanowie dali dyla, widząc i słysząc co się święci. Zbuka wyczuli na odległość. Kiedyś czytałem wywiad z Wojciechem Waglewskim, który krytycznie wyrażał się o Stevie Howe jako gitarzyście. Wtedy jego słowa trochę mnie oburzyły, dzisiaj rozumiem co miał na myśli. Svan
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
rafalt (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/15 07:16
|
|
Jako emocjonalnie nie zaangażowany w kwestię YES , czytam sobie te posty Wasze i .....przyszła mi do głowy pewna myśl  Większość muzyki tej przez duże M powstała na "tripie" ! Oglądając aktualne zdjęcie panów Yes - ów ogarnęło mnie współczucie i szacunek ! Przecież to dziadkowie którzy już z pewnością nie "biorą " i zapewne jedynymi Ich używkami są "doppelherz" i "burlhecithin"  Być może tutaj tkwi knif że wykonawcy nazwijmy to "geriatryczni" nigdy nie wznoszą się do poziomu swych dokonań z młodości !!?? Ian Gillan kiedyś na pytanie czy Deep Purple stworzą coś na miarę Child in time odpowiedział : "nawet nie patrzmy w tamtą stronę - "Child in time " to pomnik !!! AMEN
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. |
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/15 13:14
|
|
|
Proponuje nie przejmować się nowa płyta Yes, faktycznie trudno oczekiwać ze po latach na starość stworzą coś swierzego choć są chlubne wyjątki jak choćby ostania płyta Gong. Do Yes jakoś nigdy nie mogłem się przekonać, brakowało mi w ich muzyce ładnych, zgrabnych kompozycji jak np. w Genesis, przeszkadzało mi ich "suche" brzmienie jak i gitara Howe'a nie wspominając o śpiewie Andersona i nie pomógł nawet koncert w Poznaniu bodaj w 1999.Wielokrotne próby wysłuchania cierpliwie ich płyt kończyły się u mnie fiaskiem. Jestem typem brzmieniowego estety a sound Yesów i ich specyficzne kompozycje z ciągłymi breakami zupełnie mi nie odpowiadają.
Edytowany przez: funkofil, w: 2011/07/15 14:08
http://funksworld.blogspot.com/ |
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Yes-odgrzewany kotlet ze zmielonego Frankensteina? 2011/07/15 17:46
|
|
olo napisał: dajmy tej płycie szansę, bo nawet jeśli nam ona "nie leży" - to nie znaczy że jest zła. A poza tym nie uwierzę że muzycy tej klasy świadomie nagrywają płytę która im samym się nie podoba.... Olku, czy Ty naprawdę w to wierzysz? To znaczy, serio uważasz, że nowe Yes porusza się w jakimś nowym dla siebie nurcie, który dla fanów starego proga jest niepojęty, ale dla kogoś tam innego będzie olśniewające? Przecież ta płyta to nieudolne podrabianie klasycznego rocka symfonicznego, to komu ma ona leżeć? Dla mnie tutaj sprawa jest jasna - chcieli nagrać nowe Close to the Edge i zawiedli na całej linii. Wakemanii uciekli z tonącego okrętu, reszta została i teraz musi świecić oczami. Który to już raz? Szósty? Siódmy?
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|