Mam wrażenie, że problemy z jakością polskiej muzyki rozrywkowej mają dokładnie te same źródło, co problemy z piłką nożną. W Chorwacji czy Brazylli na każdym skrawku wolnej przestrzeni dzieciaki grają w piłkę. W Holandii czy Niemczech w byle dziurze jest lepsza szkółka piłkarska niż w największych polskich klubach. I identycznie jest z muzyką.
Powiedzcie mi - szukaliście kiedyś wokalisty? Jeśli tak to wiedzie o co chodzi. Jeśli nie to problem przybliżę. Kiedyś, za młodych lat próbowałem z kumplami zmontować zespół, powiedzmy że w stylistyce grunge. Ja grałem na gitarze, kumpel na basie, mieliśmy świetnego perkusistę i całkiem nie najgorszy (jak na nastoletnią amatorszczyznę) repertuar. Tylko, że w całym Krakowie dobry wokalista do takiej muzyki (i, że tak powiem w naszej kategorii wagowej

) znalazł się jeden. Jeden! W de facto milionowym mieście. I oczywiście grał już w 3 innych zespołach, więc z nami już nie dał rady.
Jak w Polsce może powstawać muzyka rozrywkowa na naprawdę wysokim poziomie, skoro
1) nie ma u nas czegoś takiego, jak kultura gry na instrumencie, czy śpiewania
2) polska infrastruktura w tym zakresie, nasz przemysł muzyczny jest żenujący, niewiele większy niż żaden
?
Więc tutaj nie ma co gadać o ambicjach, artyzmie i nie wiadomo jakich jeszcze rzeczach. Z pustego i Salomon nie naleje. Choćby był nie wiem jak ambitny...