Ach, oczywiście! Przypomniałeś mi o Cobhamie! Akurat jego współpraca z Duke'em nie przypadła mi do gustu, natomiast jego płyty solowe z lat 70tych są wspaniałe. Poza legendarnym Spectrum, właściwie równie wysoko oceniam Crosswinds, A funky Thide of Sings, Inner Conflicts i Shabazz. Jedne z najlepszych rzeczy w klimacie funkujacego fusion jakie znam. Cobham miał na początku lat 80tych zespół Billy Cobham's Glass Menagerie, którego to zespołu znam tylko album Stratus. Warto go znać nie tylko ze względu na bardzo wysoki poziom artystyczny, ale również udział w nagraniu Michała Urbaniaka. Co do Wspomnianego Urbaniaka - o którym jakoś mi się zapomniało

słyszałem Fusion i Fusion III. Obie płyty niezłe, ale na kolana mnie nie rzucają. Poza tym grupa Eleventh House Larrego Coryella zwłaszcza na drugiej swej płycie (Level one 1975) mieści się w tematyce tego wątku, jednakże zdecydowanie wolę Larrego w nie funkowym wydaniu, ze swoich płyt solowych, ewentualnie z wzorowanego na Mahavishnu Orchestra debiutu grupy Eleventh House (Introducing). A jak już jesteśmy przy Jedenastym Domu to członkiem tego zespołu był słynny bębniarz Alphonse Mouzon. Jego album Mind Transplant z 1975 (z Tommym Bolinem na gitarze!) to także rzecz godna uwagi, jeżeli chodzi o takie klimaty. Również nieco (podkreślam n i e c o ) funkowo grała słowacka Fermáta, a jej album Huascaran (1977) powinien się spodobać każdemu fanowi takich dźwięków.
Zapoznałem się z Tower of Power (same 1973). Zacne, ale nie wybitne. Jeżeli już jesteśmy przy takim funku funku to warto zwrócić uwagę na - no właśnie nie wiem co: zespół? zespoły? środowisko? - Funkadelic / Parliament. Znam dwie płyty Funcadeliców (same 1970 oraz Maggot Brain 1971) i tylko jedną Parliament (Mothership Connection 1975) i wszystkie, a zwłaszcza pierwszą z wymienionych polecam.
Funkofilu, chodziło mi o funk fusion, nie o zwykłe fusion. W twórczości Brand Xów, PM Gongu, a zwłaszcza Mahavishnu Orchestry funku chyba próżno szukać.
Edytowany przez: Bartosz, w: 2010/02/22 20:30