|
|
|
Marillion - "Clutching At Straws" 2009/05/17 22:31
|
|
|
Marillion - "Clutching At Straws" Kolejna moja, bardzo osobista płyta. Dzięki radiowej trójce, oraz "White Russian", "Sugar Mice" oraz "Incommunicado" złapałem progresywnego bakcyla. Pomimo wewnętrznych kłopotów zespołu, to znakomity materiał. Bardzo spójny, w żadnym fragmencie nie nużący i znakomicie brzmiący. Jest w tej muzyce ogromna mądrość rzemieślnicza muzyków. Doświadczenie czuć na każdym kroku, a mimo to nie ma mowy o rutynie. Wszystko jest poukładane. Żadnego instrumentu nie ma tu za dużo, ani zbyt mało - pełna harmonia. Znakomite teksty dojrzałego i mającego za sobą (i przed sobą - czyżby to przeczuwał?) rozmaite problemy frontmana, wybiły pod tym względem album ponad pozostałe, z Jego udziałem. Szkoda, że szyderczy śmiech Fisha zamknął pewną epokę... Choć z drugiej strony może tak właśnie miało być, żeby zespół mógł stworzyć jeszcze kilka świetnych płyt...
Edytowany przez: admin, w: 2009/05/18 07:25
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Arek (Gość)
Platinum Boarder
|
|
O:1987 2009/05/17 22:44
|
|
|
Jester napisał: Marillion - "Clutching At Straws" Kolejna moja, bardzo osobista płyta. Dzięki radiowej trójce, oraz "White Russian", "Sugar Mice" oraz "Incommunicado" złapałem progresywnego bakcyla.
Marillion ""neoprogresywny"" u szczytu (schyłku) kariery. Dziwna to płyta. Z jednej strony bardzo przewidywalna, a z drugiej tak nieprzewidywalna, że zupełnie nieoczekiwana. Na pewno niezbyt równa, a jednak tak bardzo wyrównana. Przełomowa i finalna. Bez "White Russian" nie siadam. A tak na marginesie: dokąd my w ogóle zmierzamy?
Edytowany przez: Arek, w: 2009/05/17 22:58
"Too Much of Everything Is Never Enough" |
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:1987 2009/05/17 23:09
|
|
Arek napisał: A tak na marginesie: dokąd my w ogóle zmierzamy?Do wielu ciekawych dyskusji na temat muzyki Arku
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2009/06/06 17:13
|
|
|
Pierwsza płyta Marillion jaką słyszałem. Powiedziałem sobie wtedy: Nigdy więcej tego zespołu w mych głośnikach. Czas zweryfikował moją opinię co do pierwszych trzech albumów, Clutching pozostaje nadal dla mnie najgorszą płytą Marillion z Fishem i nie słucham jej.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Yvonne (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2009/09/13 13:14
|
|
U mnie było inaczej , długo czekałam na ten album . Miało to być , tym większe wydarzenie , że miałm juz bilet na ich pierwszy koncert w Gdańsku Promujący " Clutching At Straws " singel " Incommunicado " mnie rozczarował . Nawet projekt okładki M . Wilkinsona zapowiadał zmiany . Prapremiera w trójce mnie nie zachwyciła , zbyt dużo Fisha i Marka .... no i ten wokal Tessy Niles w " Warm Wet Circles " i "The Last Straw " - zupełnie mnie załamał Czas jednak , zweryfikował mój pierwszy osąd o tym materiale , teraz dostrzegam nawet jego urok ( nadal jednak twierdzę , że to najgorsza płyta " ery Fisha " ) Zgadzam się , że niewątpliwym jej atutem są teksty , bardziej osobiste od poprzednich i mocno osadzone w rzeczywistości . Moje ulubione : " Torch Song " , " Sugar Mice " i " White Russian " . Edytowany przez: Yvonne, w: 2009/09/13 13:16 Edytowany przez: Yvonne, w: 2009/09/13 13:23
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
eljwt (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2009/09/13 15:41
|
|
|
Moją ulubioną płytą Marillion (oczywiście tego z Fishem, a nie Steve Hogarth Band) jest "Fugazi". Potem pierwsza, a za nią właśnie ta wyżej omawiana ("Misplaced Childhood" słucham bardzo rzadko). "Clutching At Straws" jest zupełnie inna od poprzednich : słuchając odnosi się wrażenie, że poszczególne utwory nie mają ze sobą nic wspólnego. Po prostu jest zbiór bardzo dobrych utworów, na czele z "White Russian". I jeszcze jedno : płyta jest o wiele lepiej zrealizowana technicznie niż poprzednia.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Albi (Użytkownik)
Junior Boarder
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2009/09/14 16:58
|
|
|
Dla mnie najlepsza pozycja Marillion z Fishem. Dojrzała, świetnie zrealizowana i zagrana z polotem. Njaczęściej wracam do tego albumu.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2009/09/14 22:41
|
|
|
dla mnie wszystkie płyty marillionu ery fisha są klasykami,jednak ta własnie jeżeli chodzi o stronę literacką jest najdoskonalsza.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2009/09/15 08:29
|
|
|
Bardzo lubię 2 pierwsze "Rybne" płyty. Natomiast "Clutching..." słuchałem kilka razy i nic; nie porwało mnie w żadnym stopniu.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Aroe (Użytkownik)
Junior Boarder
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2010/01/02 00:33
|
|
Ta płyta to największe rozczarowanie muzyczne mojego życia. Były to czasy, kiedy jeszcze nie było MTV czy Youtube i wiele rzeczy docierało do nas z dużym opóźnieniem. Z tego też powodu pierwszą płytą Marillion jaką usłyszałem była Misplaced Childhood. Potem zdobyłem kasety ze Scriptem i Fugazi i już było w zasadzie po mnie. Nic innego w muzyce się już dla mnie nie liczyło. Puszczałem to w kółko aż do bólu, a w międzyczasie był jeszcze koncert w Gdańsku. Dlatego jak chyba Niedźwiecki zapowiedział, że Marillion wypuści wkrótce czwartą płytę, to czekałem jak nigdy wcześniej i już nigdy później na żadną płytę. I w końcu w Trójce puścili Incommunicado. No normalnie czułem się po wysłuchaniu, jakby mnie kto walnął z całej siły w twarz. Kolejne utwory tylko potwierdzały to uczucie. No coś okropnego. To miał być ten sam zespół co nagrał Chelsea Monday? Zero polotu ani czegokolwiek. Ale był też jeden plus. Po jakimś czasie pojawiła się wiadomość, że Marillion się rozpada. Normalnie bym sobie z rozpaczy wyrywał włosy z głowy, ale wtedy pomyślałem, że może i dobrze. Jeszcze raz by stworzyli takiego potworka jak Clutching At Straws i znowu bym przeżył kolejny zawód. A tak miałem z głowy: zespół dla mnie przeszedł do historii jako twórca trzech genialnych płyt. Wiem że grają do tej pory, ale jakoś od blisko ćwierci wieku nie jestem w stanie się przemóc do tego aby sprawdzić jak im idzie. Może na pięćdziesięciolecie powstania zespołu?  Edytowany przez: Aroe, w: 2010/01/02 02:19
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2010/01/02 01:35
|
|
|
Ja staram się na to patrzeć nieco inaczej. W dyskografii każdego wielkiego zespołu są płyty najbardziej doceniane, te średnie a czasem i słabsze. Bywają totalne klapy. Każdy muzyk, każda grupa muzyków, ba! Każdy człowiek zmienia się. Zmieniają się priorytety, gusta, historia biegnie do przodu. Coś się zaczyna, potem przemija ustępując miejsca czemuś nowemu. Marillion cenię za całokształt, choć i ja mam płyty, które lubię mniej. W żadnym wypadku jednak nie nazwę "Clutching..." klapą. To płyta tak samo niepowtarzalna jak poprzedniczki, nagrana w zupełnie innym miejscu nurtu historii zespołu. W tym czasie Marillion potrzebowali właśnie "deski ratunku". Jak wszyscy wiemy, deska była wyjątkowo śliska, nie udało się, Fish odszedł. Album był kwintesencją sytuacji w jakiej zespół się znalazł. Pomimo wewnętrznych kłopotów personalnych, zespół zrobił zarówno z samej tej sytuacji, jak i ze swych wciąż podnoszących się w górę umiejętności, coraz bogatszego brzmienia coś, w moim mniemaniu stojącego na bardzo wysokim poziomie. Płyta brzmi zdecydowanie najlepiej od strony technicznej, spośród wszystkich albumów ery Fish'a. Wiadomo, technika wówczas poszła mocno do przodu, jak już wspomniałem instrumentaliści zrobili ogromne postępy w swych umiejętnościach. Również Derek pisał coraz dojrzalsze teksty.
Do każdej z pierwszych 4 płyt tego zacnego zespołu podchodzę, patrząc poprzez pryzmat historii, miejsca w jakim zespół się znalazł. To jest właśnie siła marki Marillion. "Script..." był przepełniony płaczem skromnego człowieka, tęskniącego za czymś co kiedyś przeminęło, ale co dzięki duszy, charyzmy i starań tegoż człowieka ma szansę powrócić. "Fugazi" było wypadkową kopniaka jaki w mgnieniu oka Błazen (Marillion także) dostał. Było rozprawą nad tym, że czasem trzeba ofiar (Mick Pointer), oraz radykalnego podejścia by dostać się na wyżyny. Choćby jak szmaragdowa kobieta - kłamca, gwizdka porno mogąca zrobić wszystko by odnieść sukces i zgarnąć pełną pulę. To był wspaniały koncept! Gdy się ten sukces osiągnie, nagle w człowieku budzą się często wspomnienia ("Mispalced Childhood") stające się żywym obrazem. Wówczas jednak jest już za późno. Pomimo nostalgii za dziewiczym (patrz dziecinnym) czasem, charyzmatyczny człowiek sukcesu popada w kłopoty (alkohol, używki, bajery cywilizacji) i choć szuka ostatniej deski ratunku ("Clutching At Straws"), niestety jest już wówczas zbyt późno... Cztery pierwsze albumy są moim zdaniem nierozerwalne. Tworzą coś wyjątkowo, pewien koncept, niezwykle spójny z historią zespołu.
Edytowany przez: Jester, w: 2010/01/02 01:37
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Aroe (Użytkownik)
Junior Boarder
|
|
O:Marillion - "Clutching At Straws" 2010/01/02 02:16
|
|
|
To nie była w sumie taka beznadziejna płyta, tylko tak strasznie odbiegała od tych trzech pierwszych, że dostała ode mnie dożywotni wielki minus za zawód jaki mi sprawiła. Może i technicznie była świetna, ale to akurat nie miało dla znaczenia (głównie z powodu jakości sprzętu jakim dysponowałem w latach 80-tych). Poza tym, nie za to się kogoś lubi lub nie. W muzyce musi być to coś co powoduje że nam „serce rośnie”, a tego czegoś właśnie w tej płycie moim zdaniem nie ma.
Co do tego, że te cztery płyty to jeden concept, to jakoś nigdy tego nie dostrzegłem. Prawdę mówiąc, kiedy pierwszy raz zetknąłem się z Marillion, mój angielski był jeszcze w powijakach i na początku kompletnie nie wiedziałem nawet o czym Fish śpiewa. Nie przeszkadzało mi to jednak zostać całkowicie pochłoniętym przez ich muzykę. Prawdę mówiąc, po tym jak w końcu wgryzłem się w tekst, to te trzy pierwsze płyty ani nie zyskały, ani nie straciły. Muzyka moim zdaniem stanowi i tak 99% wartości każdego zespołu, a nie jego przesłanie za pomocą tekstów. Z resztą, chyba nie jestem jedynym, który lubi słuchać wykonawców śpiewających w języku, którego się kompletnie nie rozumie (Omega, Lokomotiv GT). Słucha się muzyki, a wokal jest tylko kolejnym instrumentem.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|