Jestes tutaj:  Start arrow Forum


Witamy, Gość
Proszę Login albo Zarejestruj.
Zapomniałeś hasło?
Genesis - A trick of the tail (1976) (1 Przeglądany wątek )
_GEN_GOTOBOTTOM Odpowiedz Ulubionych: 0
Temat: Genesis - A trick of the tail (1976)
#23615
Makuh (Użytkownik)
Prog Adept
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Genesis - A trick of the tail (1976) 2009/12/04 11:40  
Pierwszy album po odejściu Gabriela. Collins po raz pierwszy jako etatowy pierwszy wokalista. Wydaje mi się, że zmiana ta wyszła zespołowi na lepsze. Głos Gabriela był niski, dominujący, skupiał na sobie uwagę. Collins ma głos delikatniejszy, stwarzający dużo więcej przestrzeni dla instrumentów. Był jakby kolejnym instrumentem.
Co do albumu, to prog rock w najwyższym wydaniu. Uwagę zwraca "Dance on a Volcano" ze świetną grą wszystkich muzyków (szczególnie gra Collinsa, to niesamowite zmienne metrum, a także wspólne sola Banksa i Hacketta - potem tak samo grali Petrucci i Rudess), "Entengled" z niesamowitą atmosferą powodującą dreszcze na plecach, bardzo liryczne "Ripples" oraz monumentalne "Los Endos".
Słabe strony? Być może za bardzo popowe "Robbery Assault and Battery" i utwór tytułowy.

Edytowany przez: Makuh, w: 2009/12/04 12:02
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#23622
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2009/12/04 15:05  
Mojej uwagi na tym albumie nic nie zwraca. Absolutnie NIC. Nie pamiętam z niego ani jednego dźwięku chociaż za każdym razem kiedy po ten album sięgam - bo skoro tyle osób uważa go za arcydzieło na miarę płyt z Gabrielem to musi coś w tym być - słucham w głębokim skupieniu. Jak dla mnie Trick of the tail to szczyt nijakości, rzecz tak przeciętna że aż nieprzeciętna. Obawiam się że nigdy nie pojmę co się w tym ludziom podoba.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#23637
agapotr_2008 (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2009/12/05 00:56  
ta płyta doskonale pokazuje,że nie ma ludzi niezastąpionych,a także to,że genesis był zespołem w pełni tego słowa znaczeniu.odszedł charyzmatyczny wokalista i okazało się,że każdy z muzyków to osobowość,że każdy z nich posiada niesamowite zdolności. dlatego ta płyta jest taka piekna,liryczna a Collins pokazał swoją klasę jako perkusista i wokalista. tą płytą pokazali,że to nie był zespół gabriela,ale ze gabriel był częścią tej układanki,która wygląda wspaniale także bez niego.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#23639
Jester (Admin)
Admin
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2009/12/05 08:54  
"A Trick of The Tail" była przede wszystkim odskocznią dla muzyków, po długim "Baranku na Broadwayu". Stąd zapewne sporo tu prostszych form, ale i mnóstwo melodii i mistrzowskich aranżacji. Nie brak tu jednak mistrzowskich fragmentów instrumentalnych, które na zawsze wpisały się w historię zespołu. Oczywiście w związku z postępem technologicznym płyta brzmi najdoskonalej technicznie, jak dotąd. Oczywiście! Peter Gabriel odszedł. Zmieniło to nieco charakter muzyki zespołu, ale przedstawienie trwało dalej i chyba to dobrze, że zespół nie oglądał się za siebie, a tworzył coś troszkę innego. Pierwsza połowa lat 70, wówczas właśnie przeminęła, i pewne standardy z wolna przemijały. Zupełnie (wówczas) nieświadomie zespół nagrał płytę, która dziś spina fanów kilku poszczególnych wcieleń Genesis, a w tym również tkwi jej ogromna wartość!
Ja dostrzegam w tej płycie ogromną radość grania, wyzwoloną do granic możliwości. "Dance On A Volcano" poraża mnie zawsze swą energią. "Entangled" to wspaniały sen, z przepięknym finałem. "Squonk" niesie w sobie zalążki rocka neo-progresywnego. "Mad Man Moon" brzmi z jednej strony spokojnie, a z drugiej bardzo pompatycznie. Wspaniały to utwór. "Robbery..." to znakomita rytmika zespołu, polot i kwintesencja zgrania. "Ripples..." - cóż, po prostu nie wyobrażam sobie Genesis bez tego utworu. "A Trick Of the Tail" to tylko piosenka, ale to... aż piosenka. Już sam fakt, że zawsze tekst nucę pod nosem i tupię nogą przy jej odtwarzaniu coś mówi. "Los Endos" to idealny numer na zakończenie. I płyty i koncertu, w sposób niezwykle podniosły.
"A Trick Of The Tail" była zatem, wg mnie kwintesencją doświadczeń Genesis z poprzedniego "wcielenia", podaną z duchem czasu i jak się później okazało ponadczasową płytą w dyskografii zespołu. Przynajmniej za taką znakomita większość fanów zespołu, ją uważa. Staram się nie patrzeć na nią, jako "na pierwszą po odejściu Gabriela"...

PS. Na bonusowym dysku, w dwu-płytowej, zremasterowanej wersji, obok clipów do kilku utworów znajdziemy min. dokument koncertowy - "Genesis In Concert 1976", który znakomicie ukazuje, w jakiej formie był wówczas zespół. Polecam!
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42911
setezer (Użytkownik)
Prog Adept
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/04/29 19:34  
I mnie się album bardzo podoba, ale... na razie dla mnie jest w cieniu Baranka. Trochę jak właśnie na tamtym albumie, gdzie niesamowita podróż trwa 22 piosenki i następuje wieńczące IT - pewien zwrot, wyjście z tych jaskiń, pokojów, wodospadów, klatek na świeże powietrze - trzeba odsapnąć po tej ekspedycji. Szkoda jednak, że panowie z Genesis nie podjęli się kolejnych wypraw i zaczęli grać rzeczy typu I can't dance (pardon, nie zapoznałem się jeszcze z dalszymi dokonaniami, ale coś nieco słuchałem i chyba się nie mylę?). Trick of tail jest przyjemny, nie męczy jak baranek, ale czasem "bez bólu nie ma satysfakcji".

Przyjemny, ale nie prosty (w sensie - nie prymitywny).

Edytowany przez: setezer, w: 2011/08/14 11:42
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42925
rafalt (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/05/01 15:47  
Nie rozumiem .....tego śmiesznego ....pseudo mądrego tonu który skłania niektórych tutaj moim zdaniem"błądzących" i ubogich ludzi do stwierdzeń" Szkoda jednak, że panowie z Genesis nie podjęli się kolejnych wypraw i zaczęli grać rzeczy typu I can't dance" !!! Cos mi sie wydaje że 80 procent osób które są na tym portalu....wogóle nie zna historii , chronologii zdarzeń i transformacji w muzyce...! no i cóż z tego że zaczęli grać rzeczy typu....I CAN"T DANCE ??? czy stała sie jakaś tragedia ? a może pomyśl jak wiele dla muzyki tzw środka zrobili...Genesis.!!! i nie kwestionuj ich dorobku tego z lat 80's czy poczatku 90'''s bo pewnie jak wiekszość tutaj "młodych Jedi" nie pamietasz tamtych czasów albo byłeś w "brzuszku u mamusi"
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42926
setezer (Użytkownik)
Prog Adept
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/05/01 17:17  
Napisałem dłuższą wypowiedź, ale przypadkiem mi się skasowało.

W skrócie: nie stała się tragedia, ale SZKODA, że nie grali dalej jak z Gabrielem. Cóż z tego JAK WIELE zrobili, skoro I can't dance nie ma dla mnie żadnej wartości, gdy w pamięci mam dokonania wcześniejsze? Oczywiście, że nie pamiętam, ale proszę cię nie traktuj mnie z tego powodu z góry.

Aha, nie znasz mnie wcale, a dosyć szybko postawiłeś wyrok - ubogi. Też szkoda.

Edytowany przez: setezer, w: 2011/08/14 11:44
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42939
funkofil (Użytkownik)
Junior Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/05/02 13:56  
to dla mnie jedna z lepszych płyt kapeli. Tytułowy kawałek raczej nie pasuje do reszty za to całość powala.Bardzo podoba mi się sound na tej płycie... te basy i soprany, nigdy ani wcześnie i ani później ich płyty tak nie brzmiały(analogicznie płyta "Pamięć" SBB").Collins godnie zastąpił Gabriela i moim zdaniem śpiewa lepiej.Wszystko tutaj brzmi po prostu idealnie.
http://funksworld.blogspot.com/
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42941
emjot (Użytkownik)
Senior Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/05/02 15:55  
Podpisuję się pod tym obiema rękami. Świetny album. A że bardziej przystępny niż Baranek - to chyba nie zbrodnia?

Duży szacunek dla zespołu, że po odejściu charyzmatycznego wokalisty udało mu się powrócić w wielkim stylu.

I odrobina prywaty: moim zdaniem, to najlepsza płyta, jaka Genesis nagrali po odejściu Petera Gabriela...
Good morning Weathercock: make this day bright
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42953
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/05/03 14:03  
setezer napisał:
Cóż z tego JAK WIELE zrobili, skoro I can't dance nie ma dla mnie żadnej wartości, gdy w pamięci mam dokonania wcześniejsze?

Nie sądziłem, że przyjdzie mi bronić Collinsowskiego Genesis, ale chyba powinienem

I can't dance to nie jest rock progresywny tylko pop rock. Ale czy to aby na pewno powód, żeby odbierać mu jakąkolwiek wartość? Wiem, że ludzie różne rzeczy cenią w muzyce, wiem też, że różne rzeczy im mogą w niej przeszkadzać. I mnie na przykład dużo bardziej przeszkadza przerysowanie takiego A Trick Of The Tail (które zresztą, poza wszystkim innym zwyczajnie mnie nudzi) niż komercyjność późniejszych, popowych dokonań grupy. Te wszystkie ich przeboje, czy to będzie Mama, Jesus He Knows Me, czy właśnie I Can't Dance to miła, wpadająca w ucho, prosta muzyka, w której słyszę autentyczną radość grania. To też ma wartość, po prostu zupełnie inną aniżeli dwudziestominutowe suity i fajnie jest umieć takie rzeczy docenić.

Chociaż mnie Genesis przestaje interesować wraz z odejściem Gabriela, to naprawdę jak słyszę czasem w radio ich (albo Collinsa) popowe przeboje to zupełnie mnie one nie gorszą.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#43147
kobaian (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/05/06 14:18  
Bartosz napisał:Chociaż mnie Genesis przestaje interesować wraz z odejściem Gabriela, to naprawdę jak słyszę czasem w radio ich (albo Collinsa) popowe przeboje to zupełnie mnie one nie gorszą.

Mam podobne odczucia. Trick of the Tail mnie nie porywa, ale również nie irytuje. Tym nie mniej nie zgadzam się z tym, że "I Can't Dance" to gniot. Jest to chwytliwy przebój z zabawnym teledyskiem, który z jednej strony sprawia radość wielu słuchaczom na całym świecie, z drugiej zaś nie jest wcale w złym guście.

Wiele przykładów muzyki neoprogresywnej dla porównania, to jak dla mnie rozrywkowa muzyka udająca na siłę, że jest czymś więcej. Przy okazji pretensjonalna, dająca radość jedynie wąskiej grupce ludzi, których ulubionym gatunkiem jest pop, tyle że o nieco bardziej skomplikowanej strukturze niż przeboje Madonny. W dodatku mający przeciwwagę w postaci naprawdę wspaniałych przykładów z alternatywnej sceny rockowej lat 80' (Dead Can Dance, Cocteau Twins etc.).

Nie wszystko złoto, co się nazywa "progres", nie wszystko co jest popem, jest tandetą.

Edytowany przez: kobaian, w: 2011/05/06 14:21
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#43151
rafalt (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - A trick of the tail (1976) 2011/05/06 15:43  
kobaian napisał:
Bartosz napisał:Chociaż mnie Genesis przestaje interesować wraz z odejściem Gabriela, to naprawdę jak słyszę czasem w radio ich (albo Collinsa) popowe przeboje to zupełnie mnie one nie gorszą.


Nie wszystko złoto, co się nazywa "progres", nie wszystko co jest popem, jest tandetą.<br><br>Edytowany przez: kobaian, w: 2011/05/06 14:21
Właściwie mógłbym napisać tylko Bravo! i Amen ale naskrobie parę zdań ! Zgadzam się z ostatnim wpisem Kobain'a I nadmienię że właściwie Genesis i paru jeszcze innych wykonawców z rejonów tzw.ambitniejszych wręcz uratowało muzykę w latach 80's i pocz.90's . Ponieważ po wypaleniu się "new romantic"(który zresztą dał też wiele albumów ponadczasowych) zaczęła się prosperita synth - popu , italo - disco i rapu ! Gdyby nie wykonawcy pt. "stare wiarusy" którzy jakby chcieli się odnależć w nowej rzeczywistości i nie wypaść na boczny tor itd , przykładowo Oldfield ,Asia ,Foreigner ,Kate Bush , Van Halen ,Tina Turner ,Dire straits , New Order ,P.Gabriel , Paul Simon , Queen ,Moody Blues and many many others....- mielibyśmy do czynienia z samym "badziewiem " w tamtych skądinąd dla mnie fajnych czasach hehe

Edytowany przez: rafalt, w: 2011/05/06 15:55
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
_GEN_GOTOTOP Odpowiedz
Powered by FireBoard

Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl