Morze wątpliwościRzeczywiście miałem bardzo wiele wątpliwości do jakości tego albumu po pierwszym przesłuchaniu. Uznałem, że to kontynuacja stylu wypracowanego przez Mooringsa na dwóch poprzednich płytach, stylu, który oscylował momentami w bardziej klubowych klimatach. Pomyliłem się jednak i to pomyliłem się na szczęście. Im dłużej słucham, tym więcej dostrzegam, a właściwie "dosłucham", klasycznych dla COX elementów. W 10 utworach słychać znów ten dojmujący, ale jakże piękny smutek. Melorecytacja Mooringsa na tle rytmu otoczonego charakterystycznym podkładem klawiszy buduje naprawdę wspaniały i tajemniczy klimat. Niezmiennie wracam myślami do pierwszej płyt zespołu. Chyba tam należy szukać wzorców, którymi wzorowali się muzycy przy komponowaniu nowego materiału. Może nie tyle w warstwie brzmieniowej, co właśnie w sposobie budowania nastroju. Nie myślcie jednak, że to jest ponura płyta. Bynajmniej, znajdziemy na niej nawet potencjalne przeboje - "Emily" czy naprawdę rozegrany i rytmiczny "Home Sweet Home".
Cieszę się, że COX powrócili do swoich źródeł. Ta muzyka sprawiła mi naprawdę wiele radości i regularnie gości w głośnikach.
Edytowany przez: Arek, w: 2009/09/26 12:14