Sporo pisze się tu o tym popowym wcieleniu Camel w latach 80-tych. Sytuacja tego zespołu była jednak w dużym stopniu inna niż grup typu Genesis czy Yes ( pozycja tych gigantów była znacznie silniejsza, mieli o wiele większą autonomię jeżeli chodzi o podejmowanie decyzji, choć faktem jest , że i u nich ta autonomia w porównaniu z latami 70-tymi także ulegała uszczupleniu). Firma Decca niemal permanentnie wywierała na Latimera presję domagając się singli. Ingerowała także w kształt artystyczny albumów, zmieniała tytuły płyt, usuwała niektóre utwory (vide ,,In the arms of waltzing fraulains’’ ze ,,Stationary traveller’’

. W końcu zupełnie zostawiła zespół samemu sobie , bowiem gdy została w tym czasie wchłonięta przez PolyGram odpuściła sobie wydawanie płyt rockowych na rzecz muzyki klasycznej. Camel został zatem na lodzie i przez 7 lat nie nagrał nic. Latimer podjał wtedy chyba najlepszą decyzje z możliwych tworząc własna firmę płytową. Stąd te drastyczne różnice między albumami z lat 80-tych a 90-tych.
Inna sprawa , że płyty od 1979 roku, nagrywane już bez Bardensa, to de facto albumy solowe Latimera. Wpływ muzyków , którzy grali w zespole w różnych wcieleniach w następnych latach na oblicze stylistyczne był praktycznie żaden .W zasadzie byli oni zbierani na nagrywanie płyt i wojaże w czasie tras koncertowych. Ten duch zespołu gdzieś się zatem w końcówce lat 70-tych ulotnił. Czy to dobrze czy zle to już zupełnie inna sprawa. Faktem jest , że Latimer miał trochę autokratyczne zapędy , co wpływało negatywnie na prace zespołu. Przykładem może być choćby sesja do albumu ,,Breathless’’ (1978). Andy zupełnie zablokował wtedy pomysły Richarda Sinclaira , wyśmienitego muzyka , wokalisty i kompozytora (wcześniej Caravan, Hatfield and the North). Notabene po tym albumie Sinclair odszedł , co jest dość wymownym komentarzem.