|
|
|
O:Fusion, fusion, fusion... 2010/03/20 18:52
|
|
|
Oczywiście. Na tej samej zasadzie ja mam problemy z tak precyzyjnym ułożeniem jakiegoś top 10.
Pozwól, że tak z ciekawości zapytam, które utwory na Pięcioboju nowoczesnym lub Quasimodo Laboratorium uważasz za wypełniacze (choć rozumiem, że ciebie, jako w szczególności fana funky, ten zespół może nudzić niemal w całości)?
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Fusion, fusion, fusion... 2010/05/13 20:48
|
|
|
Niestety nie pamiętam teraz dokładnie.Płyty Laboratorium mam na winylach a gramofon był od lat nie odpalany.Ogólnie brak mi ikry w ich nagraniach ale to kwestia gustu .
http://funksworld.blogspot.com/ |
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Fusion, fusion, fusion... 2010/05/15 11:53
|
|
Cóż... pewnie tak Ja tam nie narzekam, choć przyznaję, że późniejsze nagrania są trochę gorsze, a do ostatniej płyty - Anatomy Lesson nie mogę się przekonać. Nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie jest to fenomenalna grupa. A że okazjonalnie się reaktywują i dają koncerty, to... muszę być czujny
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Fusion, fusion, fusion... 2010/05/15 14:13
|
|
|
Muszę bez bicia sie przyznać ze ostatniej ich plyty nie znam, muszę to nadrobić. Laboratorium miałem okazje zobaczyć raz gdzieś we wczesnych 80-tych w Zielonej Górze gdzie mieszkam. Grali wtedy z Pawłem Ścierańskim (g) i Krzysztofem Olesińskim (b)
http://funksworld.blogspot.com/ |
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
Billy Cobham. 2010/05/16 13:57
|
|
|
Niedawno wpadła mi w rece bodaj najnowsza płyta Billy Cobhama "Drum'Voice vol.2" z 2009 . Vol 1 niestety nie słyszałem ale ta pozycja jest po prostu bardzo dobra.Billy gra ze starymi znajomymi:Brian Auger, George Duke, John Scofield, Chaka Khan. Wspaniały fusion w funkowym sosie.Brak tu wypełniaczy czy przynudzania, od początku do końca jest rytmicznie i energetycznie. Gorąco polecam!
http://funksworld.blogspot.com/ |
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Billy Cobham. 2010/05/18 07:20
|
|
|
No to trzeba będzie poszukać... W tym miesiącu powinna być jego nowa płyta "Palindrome".
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O: On the Corner 2010/06/28 07:52
|
|
|
Pozwalam sobie zamieścić ten wpis tutaj, a nie w komentarzach do recenzji, bo koniec końców trochę odbiłem od głównego tematu...
Bartoszu, przede wszystkim gratuluję odwagi zabrania się za napisanie sensownej wypowiedzi na temat tej płyty. Akurat do On the Corner podchodziłem wiele razy, ale cały czas widać tkwię na poziomie "ocena: 3.0". Nie wiem czy kiedyś to drgnie. Milesowi rzeczywiście coś się w głowie poprzestawiało, jeśli myślał, że tym nagraniem podbije młodzież. Jasne - grał dla paruset tysięcy dzieciaków na Isle of Wight, grywał wspólne koncerty z rockowymi kapelami - ale jednak była to inna muzyka, niż ta prezentowana na On the Corner. Była bardziej w duchu Bitches Brew. I w tym miejscu mam problem... ale nie z recenzją, tylko z... no własnie, nie do końca wiem, lub chcę sobie sprecyzować z czym.
Piszesz, że przygodę z Davisem lepiej rozpoczynać od Tribute to Jack Johnson albo Bitches Brew. Jack Johnson - zgoda, ale Bitches...? Prędzej już może In a Silent Way. Nie w tym jednak rzecz. Uderza mnie w tej chwili ogromny rozdźwięk między odbiorem Bitches... w latach 70. i dziś. Czterdzieści lat temu młodzież kupiła ten album - dosłownie i w przenośni. Ta muzyka przedarła się do świadomości dzieciaków słuchających rocka. Dziś młodzież wraca do wielu rzeczy z tamtego okresu, ale ta płyta - może to tylko moje odczucie - pozostaje gdzieś na uboczu. Mahavishnu, Return to Forever jeszcze się sprawdzają, ale Davis zdaje się być klasyfikowany jako "niedostępny".
Pytanie zatem, czy to ta płyta tak źle się zestarzała, że przegrywa z konkurencją, którą niegdyś deklasowała, czy też może np. dzisiejszy odbiorca jest mniej otwarty na inną muzykę, mniej skory do poszukiwań, eksperymentów?
Edytowany przez: jacek, w: 2010/06/28 07:53
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
On the Corner 2010/06/28 15:28
|
|
|
Wiesz Jacku to jest trochę tak, że to pokolenie, które ma dzisiaj więcej niż 16 a mniej niż 30 lat, a które jestem zmuszony nazywać moim to nie są ludzie ani zbyt rozumni, ani jakoś szczególnie uduchowieni. Większość z nich nie ma nic ciekawego do powiedzenia i niczego nie-banalnego nie chce nawet wysłuchać. Otóż oni są dokładnie takimi samymi odbiorcami muzyki jak są pracownikami, wyborcami, katolikami, ateistami, studentami etc. To znaczy są zbyt prymitywni żeby być w stanie nie iść na łatwiznę. Od lat gram na gitarze, ale nie zakładam żadnego zespołu. I nawet nie chodzi o to że do wirtuozerii brakuje mi cholernie dożo, bo Floydzi czy Monks też nie grali Bóg wie jak. Po prostu nie ma prawie nikogo kto chciałby grać coś bardziej awangardowego (kopiowanie Toola się nie liczy) i absolutnie nikogo, kto by czegoś takiego chciał słuchać. Moi kumple mają zespół. Grają jakiś noise-rock, w porównaniu z Magmą nic skomplikowanego, ale i tak są uważani za mega awangardowców. I jak oni na koncertach w jednym kawałku mają taki motyw że przez moment jest cisza po której atakują jeszcze głośniejszą falą dźwięku, to gitarzysta musi uciszać widownie, bo jak tylko robi się trochę ciszej to ludzie zaczynają klaskać. A to, że utwór się nie skończył naprawdę da się wyczuć. Dla współczesnego słuchacza szczyt awangardy to Marillion i Riverside. Wychodzenie do takich ludzi z muzyka Davisa to nonsens, zresztą swojej recenzji nie pisałem przecież do tego typu odbiorcy. Bitches Brew to znakomity album do zaczynania przygody z Milesem, tylko żeby ją w ogóle rozpocząć należy mieć zupełnie inne oczekiwania wobec muzyki niż ma je przeciętny słuchacz, nawet rocka, nawet neo-proga (o ile w ogóle uznamy to lukrowane nie powiem co za rock progresywny).
Muzyka Milesa się nie zestarzała, po prostu dla studencików w okularkach z grubymi oprawkami to jest milion razy za trudne. Oni żeby być "oldschoolowi" słuchają Mietka Fogga i czerpią z tego faktu poczucie wyższości nad tymi, którzy przy dicso polo chlają w remizie strażackiej, nie zaś - tak jak oni - na imprezie jakiejś uczelni wyższej. Trudno, nic na to nie poradzisz.
Zaś co do On the Corner - napisałem w mojej recenzji, ale być może za słabo to wyartykułowałem, że w gruncie rzeczy to nie jest album funkowy tylko awangardowy. Spróbuj podejść do niego nie z perspektywy Łowców Głów i Cobhama, ale Beefhearta, Universe Zero i Henry Cow. Polecam, bo to naprawdę wspaniała płyta.
Edytowany przez: Bartosz, w: 2010/06/28 15:31
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:On the Corner 2010/06/29 12:43
|
|
|
Napisałeś to wyraźnie. Może przy pierwszym podejściu do albumu nastawiałem się jednak na coś innego, ale gdy teraz wracam do niego to już bez żadnych oczekiwań, czy uprzedzeń. Zresztą jak do każdej płyty Davisa, której jeszcze nie znam. Jedyne na co liczę, to ciekawe spotkanie. Więc bez obaw, przyjemność słuchania lekkich albumów Hancocka nie przeszkadza mi w mierzeniu się z On the Corner.
Ale pamiętam jak to miałem z Jackiem Johnsonem, który początkowo - jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - nie przypadł mi do gustu. A potem, przy którymś przesłuchaniu, w ułamku sekundy coś zaskoczyło i pokochałem ten album.
A co do naszego pokolenia, to jakoś nie sądzę, aby tak radykalnie różnili się od pokolenia swoich rodziców. Jasne - jest cała masa tych modnych, wyszczekanych i wydrążonych, ale daleki byłbym od generalizacji. Mam wrażenie, że problem też leży w tym, że w ciągu ostatnich 30/40 lat (gdzieś od narodzin free) jazz stał się muzyką elitarną, a sami jazzmani strzelili sobie w nogę odżegnując się od muzyki popularnej (w tym rockowej) i udając filharmoników. Tak klasyka, jak i jazz ma do zaoferowania bardzo dużo ludziom o przeciętnej wrażliwości muzycznej, tylko, że ci ludzie nie szukają w tych szufladach. Bo one są "inne", "dziwne". Kurde, na koncercie Hancocka w Katowicach sala była w smokingach i sukniach balowych, a przed salą koncertową prezentowano Lexusy!! Utarło się, że tego typu rozrywka to właśnie wyższe sfery, czy snoby... No i dochodzi do takich żenujących sytuacji, że jak Herbie na bis gra Chameleona to ludzie beznamiętnie siedzą na dupie.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
On the Corner 2010/06/29 15:48
|
|
|
Jasne że nie wszyscy nasi rówieśnicy są głupimi oportunistami, ale jednak zdecydowana większość z nich taka właśnie jest. Hippisi i ich spadkobiercy z początku lat 70. może i myśleli naiwnie, ale jednak myśleli. Faktycznie swoje potrzeby duchowe czy intelektualne realizowali często w niefajny sposób, przez różnorakie używki, ale jednak mieli jakieś głębsze potrzeby, chcieli w życiu czegoś więcej niż tylko się nażreć i pobalować. Dwudziestominutowe suity VDGG nie powstałyby gdyby nikt nie chciał ich słuchać. Kiedyś ludzi zainteresowanych niebanalną muzyką było znacznie więcej niż teraz. Przecież dzisiaj Muse uchodzi za rock progresywny! Tak samo Coma. A to są tylko zespoły które grają ciut bardziej ambitnie (co w tym wypadku nie znaczy że lepiej) niż te najbanalniejsze, jadące na kilku akordach i zawsze tej samej melodii grupy mainstreamowe. Faktem jest, że media ogłupiają ludzi, ale prawdą jest również że gdyby było więcej osób którym Coldplay i Lady Gaga nie wystarczają radiostacje musiałyby się także do nich dostosować. Różne Roxy eFeMy mogą bezkarnie lansować gówno, bo przytłaczającej większości osób coś takiego wystarcza. Dla nich Davis? Wolne żarty!
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:On the Corner 2010/06/30 08:41
|
|
Dla wiernych słuchaczy roxy, czy zetki pewnie nie. Ale trójki? Oni, wydaje mi się, gotowi byliby spróbować czegoś innego, innego też od siesty  Czasem pojawiają się w lokalnych rozgłośniach ciekawe rzeczy. W Radiu Kraków Krupa nie boi się puszczać ciekawszej muzyki, choć ostatnio mu zmniejszyli przydział czasu antenowego. ps. Co do dzisiejszej recenzji - Mayall w tamtym okresie nagrał bardzo dużo dobrego materiału, który dziś jest trochę zapomniany. Plus jest taki, że większość tych płyt można kupić w cenie do 20 zł. Póki, co chyba najczęściej wracam do Bare Wires. Z Jazz Blues Fusion najbardziej lubię "Ćwiczenie na harmonijkę...". Może też dlatego, że kiedyś sam się z tym łamałem  Edytowany przez: jacek, w: 2010/06/30 09:12
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
On the Corner 2010/06/30 12:22
|
|
Trójka udaje rozgłośnię dla wymagającego słuchacza, ale bynajmniej takową nie jest. Radio Kraków jest pod tym względem o niebo lepsze. Nawet Art Bears kiedyś tam słyszałem  Dla Trójkowców Miles jest tak samo niezrozumiały jak dla wszystkich innych, a może nawet jeszcze bardziej, bo Oni są przecież przekonani że słuchają najlepszej muzyki jaka tylko istnieje  PS: Moje recenzje piszę najpierw na Wordzie, a tam niestety włącza mi się autokorekta, stąd pojawiają się w nich różne dziwaczne literówki. Widzę że w recce Mayalla występuje tajemnicza - nieznana skądinąd - postać Eric ka Claptona  Da się coś z tym zrobić, czy tak to już będzie na wieki wieków?
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|