Czy można coś nowego pokazać w death-metalu? Pytanie z pozoru bez sensu. Chuck Schuldiger to jeden z protoplastów tego gatunku muzycznego. Pierwsze płyty (np. "Leprosy") to czysty (prawie niczym nie skalany) death-metal; natomiast na "Individual..." pojawia się jazz. Dziwne co? Niekoniecznie. Jazz pojawia się za sprawą głównie gry na basie Steva DiGiorgio; nie dość, że bas jest wysunięty do przodu (co w niczym nie przeszkadza słyszeć wszystkich instrumentów), to jeszcze jego partie są dość skomplikowane, a nawet ma się wrażenie jakby grał "coś innego, coś obok". Natomiast w kończącym płytę "Philospher" na końcu pojawia się kapitalna solówka na tym instrumencie (szkoda tylko, że tak drastycznie wyciszona). Płyta jest krótka i dość zwarta. Mamy tu dziesięć około - 4 minutowych utworów. W samych kompozycjach wiele się dzieje - mnóstwo naprawdę niepowtarzalnych solówek (czasem kilka w jednym utworze), bombardująca, bardzo skomplikowana perkusja, dziwne rytmy, zmiany temp; śpiew Chucka wyraźniejszy (da się nawet zrozumieć poszczególne wersy!) - chociaż wciąż czuć szkołę deathmetalową. Uwielbiam tę płytą. Gorąco polecam.

Edytowany przez: Arek, w: 2009/09/25 12:54