Jestes tutaj:  Start arrow Forum


Witamy, Gość
Proszę Login albo Zarejestruj.
Zapomniałeś hasło?
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) (1 Przeglądany wątek )
_GEN_GOTOBOTTOM Odpowiedz Ulubionych: 0
Temat: O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974)
#24939
agapotr_2008 (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2010/01/08 00:00  
Możliwe,że gdyby dziś ktoś zapytał samego Gabriela o czym opowiada Baranek on sam miałby problem z odpowiedzią. Ja osobiście odbierałem ową opowieść jako wyznanie Gabriela o utracie niewinnosci artystycznej i osobistej. Już sam tytuł może wskazywać,ze ta interpretacja ma jakieś podstawy. BARANEK WYLĄDOWAŁ NA BROADWAYU- Niewinność oddana na pastwę showbiznesu i pokusy z tym faktem związane. A może się muylę...
Zapraszam do dyskusji
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#25093
Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik jest online Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2010/01/11 13:12  
Aroe napisał:
A po za tym płytę lubię (mimo iż momentami jest dość trudna w odbiorze)



Mógłbyś to rozwinąć jakoś? Co w tej płycie jest trudnego? Ma nieco nudnych momentów, zwłaszcza na dysku drugim, to się zgodzę, ale żeby "trudna"?
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#25103
Aroe (Użytkownik)
Junior Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2010/01/11 19:04  
Oczywiście powinienem dodać, że to moje subiektywne zdanie.
Wszystkie stare płyty Genesis weszły mi praktycznie od razu i w zasadzie po pierwszym przesłuchaniu miałem już swoje ulubione utwory i chętnie słuchałem je kolejne razy. Z tą było inaczej. Pierwszy raz dotarłem do niej na początku jat 90-tych i poza utworem tytułowym, który znałem wcześniej i lubiłem, cała płyta wydała mi się nijaka. Przekonywanie się do niej trwało lata i nadal uważam, że dużo by zyskała, gdyby z niej wywalić kilka utworów (np. It).
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#41715
kobaian (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/04 03:54  
To ja może odgrzeję ten ciekawy wątek. Nie zaliczam się do przeciwników płyty, co nie zmienia faktu, że płyta jest za długa. Rozbuchane ambicje rockmanów, którym się wydaje, że są na tyle dojrzali, by tworzyć symfonie, sprawiły, że fajne kawałki złożyły się na rozlazłą całość. Ja zdecydowanie wolę ich krótsze, poprzednie albumy.

Genesis to dobrzy muzycy. Problem w tym, że tylko dobrzy. Nie są to ani super wirtuozi, ani super improwizatorzy, ani nawet super kompozytorzy (Gabriel ujawnił swój największy talent kompozytorski już po opuszczeniu zespołu), w związku z tym nie ma powodu, aby wydawali podwójne albumy. Poza tym mieli silną konkurencję w postaci Van Der Graaf Generator, którzy grali rocka z podobnym rozmachem, a każdą płytkę Genesis zjadają na śniadanie.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42698
setezer (Użytkownik)
Prog Adept
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/25 21:51  
Od około dwóch tygodni poznaję Genesis, nie znałem tego zespołu prawie wcale. Zabrałem się do sprawy poważnie, bo czułem, że zespół tego wymaga. Warto dodać, że słucham rocka progresywnego od kilku miesięcy, wcześniej raczej mało muzyki słuchałem w ogóle. Może się wydać to dziwne, ale do pewnego momentu w moim życiu nie odgrywała ona istotnej roli. Zacząłem od King Crimson i Pink Floyd, potem trochę Yes i voila - Genesis. O KC, PF i Yes może kiedy indziej.

Najpierw poczytałem co nieco o zespole i natknąłem się na opinie, że zaczyna się kiepsko, potem kilka płyt iście progresywnych i OPUS MAGNUM - Baranek, a potem jeszcze A trick of the tail i tendencje ku muzyce lekkiej w odbiorze, wręcz popowej. Czytałem też, że Lamb lies on the broadway jest albumem niezwykle trudnym w odbiorze i wymaga dużego zaangażowania słuchacza - CUDNIE. Jako wielki fan King Crimson - uczący się Lizarda przez kilka dni, byłem ciekaw.

Pierwszą płytę zmęczyłem bardzo szybko i zabrałem się za kolejne. Trespass - płytę dosyć słabo oceniają, raczej wprawka do prawdziwego Genesis, ale mi bardzo przypadła do gustu. Może ze względu że pojedyncze utwory nieco wcześniej słuchałem, a Knife czasem zapętlałem do bólu. Troszkę słodki momentami album, ale dał mi dużą satysfakcję.

Nursery Cryme - mocna rzecz i po prostu niezwykła. Musical box i Fountain of Salmacis to piękne utwory. Do tego dodajmy agresywne i lekkie w odbiorze Return of Giant Hogweed (ależ to ma pazur!) i Harold the Barrel. No i Seven stones, które doceniłem pewnej nocy. Rewelacyjny album, chyba dobrym pomysłem jest od niego zacząć przygodę z Genesis. Szybko "wchodzi", a jednocześnie można bardzo długo przy nim posiedzieć. Trudno nie polubić Genesis po takim dziele, a jednocześnie można mieć świadomość, że może być tylko lepiej...

i jest! Foxtrot dużo trudniej mi się oswajał, ale jak już się osłuchałem, to wręcz pokochałem. Nie mogłem tylko jeszcze dosyć długo zrozumieć ostatniej piosenki - nie odnajdywałem tam harmonii - dla mnie mogłyby to być oddzielne piosenki. Momentami łapałem się na tym, że przeskakiwałem ten utwór, by znowu usłyszeć Watcher of the skies, time table i kolejne piosenki. Jednak ostatecznie i Supper's Ready polubiłem, do tej piosenki trzeba "dojrzeć", osłuchać jej. Absolutnie cudowny album.

I nadszedł czas na album dla wielu najlepszy - i ja także odpłynąłem. Moonlit knight przepiękny, potem lekkie rozluźnienie atmosfery i znowu stonowany patos, by nastąpiły dwa najsłabsze wg mnie utwory, choć i tak solidne i dochodzimy do trzech cudów: after the ordeal, cinema show i aisle of plenty - czysta harmonia. Czułem się jak przy Dark side of the moon. Tym samym Genesis stanął w moich oczach tuż obok King Crimson i Pink Floyd.

No i nadszedł czas na Lamb Lies on the Broadway. Jak się za to zabrać? - myślałem. Po prostu w absolutnej ciszy, w nocy, przesłuchałem cały album. Pierwsze wrażenie - coś tu nie gra - jakie opus magnum? Jak którykolwiek utwór można porównać z Moonlit Knight? Było kilka, które wpadły w ucho, ale byłem rozczarowany. I było to rozczarowanie poważne, bo bardzo często czuję, że utwór wymaga osłuchania, by doznać jego "piękna", ale z Barankiem tak nie było. Album wydał mi się prosty w odbiorze, ale po prostu bez polotu, a druga płyta nudna i dłużąca się. Do tego dziwne utwory - radosne, zupełnie burzące klimat. Nie poddałem się jednak po jednym przesłuchaniu. Były kolejne.

Każde koleje przesłuchanie było coraz przyjemniejsze, było lepiej i lepiej. Wtedy wyłapałem kilka utworów, absolutnie mistrzowskich - przede wszystkim oczywiście in the cage, ale poza tym hairless heart - CZEMU TAKI KRÓTKI? - zastanawiałem się.

Postanowiłem wydrukować tekst i posłuchać albumu rozumiejąc jego treść. I wtedy album "wszedł" - no i zrozumiałem czemu Lamb Lies on the Broadway uznaje się za opus magnum Genesis. To proste - bo to jest największe dokonanie tego zespołu. Wszystkie utwory wypływają z siebie, żaden nie jest zbędny. Odkryłem w wielu utworach kolejne dna. Po prostu przeżyłem coś a la katharsis.

Znając już tekst, bo czytałem go jeszcze kilkukrotnie, słuchałem dalej tego albumu, i dalej, i dalej... Zupełnie jak z debiutem King Crimson.

Ciekaw jestem jak za kilka lat będę wspominał przygodę z Barankiem, bo póki co to jedne z najwspanialszych chwil spędzonych z muzyką.

NIGDY nie słuchajcie tej płyty na szybko, wybiórczo czy w towarzystwie. Tylko w nocy i w samotności, w pełnym skupieniu, a może też was tak poruszy.

Jechałem autobusem do domu, podróż trwała około dwóch godzin. Autobus prawie pusty, wyjazd około 21 - idealne warunki do kolejnego przesłuchania. Słuchałem i jedna rzecz mnie tylko boli - dlaczego ta epicka przygoda kończy się zupełnie nie epickim utworem? Przymykając oko na tę wadę, uważam album za absolutnie doskonały - wymagający i dający satysfakcję.

Edytowany przez: setezer, w: 2011/08/14 14:12
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42724
FanDamian (Użytkownik)
Prog Adept
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/26 19:43  
Nie dziwię się powolnemu przekonywaniu się do GENESIS. Ja także przekonywałem się do tej grupy dość długo, ale to było jakieś 30 lat temu.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42726
rafalt (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik jest online Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/26 19:49  
To który jestes rocznik ? "Abrahamie" ....bo może wreszcie znajdę adwersaża z podobnymi wspomnieniami jeśli chodzi o muzę hehe
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42728
dudia (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/26 20:12  
A ja do Genesis trochę się przekonałem , do King Crimson wcale.
ELP troszeczkę , Jethro Tull bardziej, absolutnie do Pink Floyd.
Miękki prog to to co lubię najbardziej.Muzyka musi mnie kołysać
urzekać melodyjnością ,ALE nie może być prosta . Starocie to
Camel , Barclay James Harvest, Focus , M. Oldfield i wiele innych
mniej poszarpanych dźwiękowo grup.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42729
rafalt (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik jest online Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/26 20:16  
dudia napisał:
A ja do Genesis trochę się przekonałem , do King Crimson wcale.
ELP troszeczkę , Jethro Tull bardziej, absolutnie do Pink Floyd.
Miękki prog to to co lubię najbardziej.Muzyka musi mnie kołysać
urzekać melodyjnością ,ALE nie może być prosta . Starocie to
Camel , Barclay James Harvest, Focus , M. Oldfield i wiele innych
mniej poszarpanych dźwiękowo grup.
Wychodząc z podobnego założenia właśnie .....przedkładam Wind and wuthering i A trick of the tail nad okres twórczości z Archaniołem na wokalu !!
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42737
setezer (Użytkownik)
Prog Adept
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/26 21:50  
Uwielbiam miękki prog - jak to nazwałeś - ale przygoda z King Crimson jest dla mnie wielką sprawą, większą niż z Floydami. Jestem na razie jeszcze bardzo otwarty, ale właśnie zacząłem słuchać U.K. i odpaliłem tę piosenkę: http://www.youtube.com/watch?v=9bN8GWG0Bfk nie mogę się pozbierać.

Jeszcze odnośnie Genesis - mam nadzieję, że po Trick of the tail jeszcze kilka albumów porządnych się znajdzie, bo jak posłuchałem I can't dance to ręce mi opadły. Czy to ten sam zespół, który nagrał in the cage? Nie wydaje mi się...

Edytowany przez: setezer, w: 2011/08/14 14:02
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42749
kobaian (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik offline Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/27 01:10  
"Miękko-progowców" od "twardo-progowców" odróżnia przede wszystkim to, który rodzaj proga jest ich głównym przedmiotem zainteresowania, a który odskocznią. Stosunek do King Crimson niewiele tu mówi, bo obie grupy z różnych powodów mogą ten zespół lubić i słuchać jego płyt. Natomiast zauważyłem, że znakomitym testem na to, do której grupy komu bliżej jest stosunek do Gentle Giant. Twardo-progowcy uważają najczęściej ich muzykę za melodyjną, pomysłową i najzwyczajniej fajną. Dla miękko-progowców jest to rzecz nie do przebrnięcia, niemalże awangardowe dziwadło. Ja na ten przykład polubiłem ten zespół od pierwszego przesłuchania i jest kwintesencją tego, co mi się jakieś 8 lat temu najbardziej podobało. Ale wielu nowicjuszy podaje tą grupę, jako przykład proga, którego nie rozumieją i który im się zupełnie nie podoba.

Drugi test, to stosunek do Marillion. Dla twardo-progowca zespół ten kończy się na Fugazi. No może jeszcze po któryś z dwóch następnych albumów z Fishem sięgnie, ale raczej z sentymentu. To co po Rybie, od złego pochodzi i niewiele ma wspólnego z progresem. Dla "miękko-progowca" Misplaced Childhood to najlepszy album z Fishem, a w ogóle zespół dla niego się po odejściu tego wokalisty dopiero porządnie rozkręcił.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#42751
rafalt (Użytkownik)
Platinum Boarder
Użytkownik jest online Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
O:Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway (1974) 2011/04/27 07:01  
"miękko - progowcy " twardo - progowcy " - niedługo bedzie lekko pół średni prog albo "waga kogucia i musza PROGA" itd itp. Ludzie !!! piszcie o muzyce i historii zespołów , wykonawców itd , o wrażeniach i odczuciach które niesie ze sobą obcowanie z muzyką rockową wszelkiej maści ...bo niektórzy jak mi się może tylko zdaje ?? nie wiem ! - narzucają jakieś "strange incoming to music " . Takie siłowe poszukiwanie dziwadeł i tworzenie owych chociażby na tym forum spowoduje to że niebawem wszyscy się staniemy dziwadłami odchodząc od "meritum" a skupiając się nad ściganiem się.... kto wymyśli coś bardziej odjazdowego i zaskoczy pozostałych hehe
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu.
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
_GEN_GOTOTOP Odpowiedz
Powered by FireBoard

Copyright © 2007-2012 ProgRock.org.pl   Designed by ProgRock.org.pl