Bartosz (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2009/08/23 10:41
|
|
|
Moja ulubiona płyta. Wiem że w części studyjnej trochę nierówna, ale i tak wspaniała. Sysyphusy są genialne, tak samo the Narrow Way z fantastycznym riffem w dwójce a kończący się jedną z najcudowniejszych ballad w historii rocka. Ale i tak najlepsza jest część koncertowa. Cztery psychodeliczne arcydzieła o niesamowitym klimacie, których każda sekunda jest po prostu genialna. Od ponad dziesięciu lat, kiedy tylko ją usłyszałem, Ummagumma jest moim numerem jeden i chyba nieprędko (o ile w ogóle) się to zmieni.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2009/08/23 17:00
|
|
|
mnie zastanawia tylko to,że istieje pełny zapis tego koncertu,który wypelnia 1 krążek w/w albumu i nikt do dzis nie chce tego wydać-chyba,że sami muzycy blokuja takie akcje,czego też nie rozumiem,bo po śmierci WRIGHTA zespół jako taki umarł śmiercią naturalną i teraz na otarcie łez fani powinni dostac własnie tego typu wydawnictwa.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
Yvonne (Użytkownik)
Platinum Boarder
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2009/09/15 10:46
|
|
|
Nie była to ostatnia płyta zespołu , którą usłyszałam ale z pewnością ostatnia jaką poznałam . Długo nie miałam o niej zdania , na początku słuchałam tylko części trzeciej , a potem , stopniowo , zostałam oczarowana całością . Nie mogło być inaczej , te " dżwięki dnia wczorajszego " zostały ze mną na długie lata . Pięknie o tej muzyce napisał Bartosz , więc nie będę już nic dodawać
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2011/07/30 01:18
|
|
|
,,Ummagumma'' to w moim życiu album szczególny. Pamiętam dokładnie lipcową noc 1987 roku , gdy usłyszałem ją po raz pierwszy. Takie albumy zmieniają muzyczną perspektywę , poszerzają horyzont estetyczny. Dla mnie ten album otworzył także szeroko drzwi w kierunku szeroko pojętej awangardy. Szczególnie inspirujący był album studyjny na czele z dziełem Richarda Wrighta ,,Sysyphus''.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2011/07/30 02:32
|
|
|
mahavishnu napisał: ,,Ummagumma'' to w moim życiu album szczególny. Pamiętam dokładnie lipcową noc 1987 roku , gdy usłyszałem ją po raz pierwszy. Takie albumy zmieniają muzyczną perspektywę , poszerzają horyzont estetyczny. Dla mnie ten album otworzył także szeroko drzwi w kierunku szeroko pojętej awangardy. Szczególnie inspirujący był album studyjny na czele z dziełem Richarda Wrighta ,,Sysyphus''.
Zgadzam się z przedmówcą,ale koncertowy krążek powala-szczególnie wykonanie A SAUCERFUL OF SECRETS. Czekam na dzień kiedy Panowie zdecydują się wydac pełny jego zapis ,bo taki jest i leży na szafce gdzieś w archiwum wytwórni EMI!
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2011/07/30 03:25
|
|
|
agapotr_2008 napisał: mahavishnu napisał: ,,Ummagumma'' to w moim życiu album szczególny. Pamiętam dokładnie lipcową noc 1987 roku , gdy usłyszałem ją po raz pierwszy. Takie albumy zmieniają muzyczną perspektywę , poszerzają horyzont estetyczny. Dla mnie ten album otworzył także szeroko drzwi w kierunku szeroko pojętej awangardy. Szczególnie inspirujący był album studyjny na czele z dziełem Richarda Wrighta ,,Sysyphus''.
Zgadzam się z przedmówcą,ale koncertowy krążek powala-szczególnie wykonanie A SAUCERFUL OF SECRETS. Czekam na dzień kiedy Panowie zdecydują się wydac pełny jego zapis ,bo taki jest i leży na szafce gdzieś w archiwum wytwórni EMI!
Ten album koncertowy niestety traci z powodu nie najlepszej jakości dzwięku. A co do ,,A saucerful of secrets'' to faktycznie jest to bodaj najjasniejszy punkt płyty , choć i ,,Set the controls...'' także jest wyborny na żywo (kapitalne , kosmiczne improwizacje Wrighta na organach). ,,A saucerful of secrets'' na koncertach nierzadko trwał nawet ponad 20 minut - można to usłyszeć na różnych bootlegach zespołu z tego okresu. Wtedy zespół grał żywą muzykę, która nieustannie ewoluowała. Od trasy ,,The dark side of the moon'' grupa nastawiła się w dużym stopniu na odgrywanie materiału studyjnego w wersjach bardzo podobnych , co moim zdaniem było krokiem wstecz. Ale wtedy generalnie w muzyce rockowej była taka tendencja.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2011/07/30 13:08
|
|
|
mahavishnu napisał: agapotr_2008 napisał: mahavishnu napisał: ,,Ummagumma'' to w moim życiu album szczególny. Pamiętam dokładnie lipcową noc 1987 roku , gdy usłyszałem ją po raz pierwszy. Takie albumy zmieniają muzyczną perspektywę , poszerzają horyzont estetyczny. Dla mnie ten album otworzył także szeroko drzwi w kierunku szeroko pojętej awangardy. Szczególnie inspirujący był album studyjny na czele z dziełem Richarda Wrighta ,,Sysyphus''.
Zgadzam się z przedmówcą,ale koncertowy krążek powala-szczególnie wykonanie A SAUCERFUL OF SECRETS. Czekam na dzień kiedy Panowie zdecydują się wydac pełny jego zapis ,bo taki jest i leży na szafce gdzieś w archiwum wytwórni EMI!
Ten album koncertowy niestety traci z powodu nie najlepszej jakości dzwięku. A co do ,,A saucerful of secrets'' to faktycznie jest to bodaj najjasniejszy punkt płyty , choć i ,,Set the controls...'' także jest wyborny na żywo (kapitalne , kosmiczne improwizacje Wrighta na organach). ,,A saucerful of secrets'' na koncertach nierzadko trwał nawet ponad 20 minut - można to usłyszeć na różnych bootlegach zespołu z tego okresu. Wtedy zespół grał żywą muzykę, która nieustannie ewoluowała. Od trasy ,,The dark side of the moon'' grupa nastawiła się w dużym stopniu na odgrywanie materiału studyjnego w wersjach bardzo podobnych , co moim zdaniem było krokiem wstecz. Ale wtedy generalnie w muzyce rockowej była taka tendencja.
Masz rację ,co do tego ,że w swoim psychodelicznym okresie Floyd był,zywiołem na scenie. Jednak co do odgrywania materiału z płyty na żywo ,to nie jest do konca tak jak mówisz,poniewaz zespół zawsze prezentował nowy materiał na długo przed wydaniem go na krążku podczas tego typu setów ,a muzyka ta była improwizowana i tak własciwie ostateczny kształt osiagała własnie na scenie. Dzięki bootlegowcom ,mozemy usłyszeć jak ewoluowały te najsłynniejsze kompozycje podczas kolejnych występów grupy.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2011/07/30 14:28
|
|
|
agapotr_2008 napisał: mahavishnu napisał: agapotr_2008 napisał: mahavishnu napisał: ,,Ummagumma'' to w moim życiu album szczególny. Pamiętam dokładnie lipcową noc 1987 roku , gdy usłyszałem ją po raz pierwszy. Takie albumy zmieniają muzyczną perspektywę , poszerzają horyzont estetyczny. Dla mnie ten album otworzył także szeroko drzwi w kierunku szeroko pojętej awangardy. Szczególnie inspirujący był album studyjny na czele z dziełem Richarda Wrighta ,,Sysyphus''.
Zgadzam się z przedmówcą,ale koncertowy krążek powala-szczególnie wykonanie A SAUCERFUL OF SECRETS. Czekam na dzień kiedy Panowie zdecydują się wydac pełny jego zapis ,bo taki jest i leży na szafce gdzieś w archiwum wytwórni EMI!
Ten album koncertowy niestety traci z powodu nie najlepszej jakości dzwięku. A co do ,,A saucerful of secrets'' to faktycznie jest to bodaj najjasniejszy punkt płyty , choć i ,,Set the controls...'' także jest wyborny na żywo (kapitalne , kosmiczne improwizacje Wrighta na organach). ,,A saucerful of secrets'' na koncertach nierzadko trwał nawet ponad 20 minut - można to usłyszeć na różnych bootlegach zespołu z tego okresu. Wtedy zespół grał żywą muzykę, która nieustannie ewoluowała. Od trasy ,,The dark side of the moon'' grupa nastawiła się w dużym stopniu na odgrywanie materiału studyjnego w wersjach bardzo podobnych , co moim zdaniem było krokiem wstecz. Ale wtedy generalnie w muzyce rockowej była taka tendencja.
Masz rację ,co do tego ,że w swoim psychodelicznym okresie Floyd był,zywiołem na scenie. Jednak co do odgrywania materiału z płyty na żywo ,to nie jest do konca tak jak mówisz,poniewaz zespół zawsze prezentował nowy materiał na długo przed wydaniem go na krążku podczas tego typu setów ,a muzyka ta była improwizowana i tak własciwie ostateczny kształt osiagała własnie na scenie. Dzięki bootlegowcom ,mozemy usłyszeć jak ewoluowały te najsłynniejsze kompozycje podczas kolejnych występów grupy.
Po 1973 roku kompozycje grane na żywo znane z płyt różniły się już w niewielkim stopniu. Nieco inna sprawa była z utworami testowanymi na żywo , które dopiero potem trafiały na płyty , choćby ,,Raving and drooling'' lub ,,You've got to be crazy'' , które były grane nawet kilka lat przed ostatecznym ukazaniem na ,,Animals'' już pod innymi tytułami (,,Sheep'' i ,,Dogs''). Pierwotnie, owszem różniły się od tych z płyty , jednak na trasie ,,Animals'' o improwizacjach można było zapomnieć. Co zresztą krytycy zespołowi mocno wytykali (choćby słynna swego czasu recenzja koncertu zespołu w ,,Melody Maker'' z 1977 roku). Generalnie zatem było tak : utwory testowane na koncertach ulegały pewnej ewolucji, jednak materiał znany już z płyt w latach 1973 - 1977 był niemal zupełnie pozbawiony improwizacji , ta tendencja w powyższych latach stale narastała.
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|
|
|
O:Pink Floyd - Ummagumma (1969) 2011/07/31 00:24
|
|
mahavishnu napisał:agapotr_2008 napisał: mahavishnu napisał: agapotr_2008 napisał: mahavishnu napisał: ,,Ummagumma'' to w moim życiu album szczególny. Pamiętam dokładnie lipcową noc 1987 roku , gdy usłyszałem ją po raz pierwszy. Takie albumy zmieniają muzyczną perspektywę , poszerzają horyzont estetyczny. Dla mnie ten album otworzył także szeroko drzwi w kierunku szeroko pojętej awangardy. Szczególnie inspirujący był album studyjny na czele z dziełem Richarda Wrighta ,,Sysyphus''.
Zgadzam się z przedmówcą,ale koncertowy krążek powala-szczególnie wykonanie A SAUCERFUL OF SECRETS. Czekam na dzień kiedy Panowie zdecydują się wydac pełny jego zapis ,bo taki jest i leży na szafce gdzieś w archiwum wytwórni EMI!
Ten album koncertowy niestety traci z powodu nie najlepszej jakości dzwięku. A co do ,,A saucerful of secrets'' to faktycznie jest to bodaj najjasniejszy punkt płyty , choć i ,,Set the controls...'' także jest wyborny na żywo (kapitalne , kosmiczne improwizacje Wrighta na organach). ,,A saucerful of secrets'' na koncertach nierzadko trwał nawet ponad 20 minut - można to usłyszeć na różnych bootlegach zespołu z tego okresu. Wtedy zespół grał żywą muzykę, która nieustannie ewoluowała. Od trasy ,,The dark side of the moon'' grupa nastawiła się w dużym stopniu na odgrywanie materiału studyjnego w wersjach bardzo podobnych , co moim zdaniem było krokiem wstecz. Ale wtedy generalnie w muzyce rockowej była taka tendencja.
Masz rację ,co do tego ,że w swoim psychodelicznym okresie Floyd był,zywiołem na scenie. Jednak co do odgrywania materiału z płyty na żywo ,to nie jest do konca tak jak mówisz,poniewaz zespół zawsze prezentował nowy materiał na długo przed wydaniem go na krążku podczas tego typu setów ,a muzyka ta była improwizowana i tak własciwie ostateczny kształt osiagała własnie na scenie. Dzięki bootlegowcom ,mozemy usłyszeć jak ewoluowały te najsłynniejsze kompozycje podczas kolejnych występów grupy.
Po 1973 roku kompozycje grane na żywo znane z płyt różniły się już w niewielkim stopniu. Nieco inna sprawa była z utworami testowanymi na żywo , które dopiero potem trafiały na płyty , choćby ,,Raving and drooling'' lub ,,You've got to be crazy'' , które były grane nawet kilka lat przed ostatecznym ukazaniem na ,,Animals'' już pod innymi tytułami (,,Sheep'' i ,,Dogs''). Pierwotnie, owszem różniły się od tych z płyty , jednak na trasie ,,Animals'' o improwizacjach można było zapomnieć. Co zresztą krytycy zespołowi mocno wytykali (choćby słynna swego czasu recenzja koncertu zespołu w ,,Melody Maker'' z 1977 roku). Generalnie zatem było tak : utwory testowane na koncertach ulegały pewnej ewolucji, jednak materiał znany już z płyt w latach 1973 - 1977 był niemal zupełnie pozbawiony improwizacji , ta tendencja w powyższych latach stale narastała.Jest w tym co piszesz wiele racji,moze ta tendencja brała sie stąd,że poczawszy od płyty THE DARK SIDE...mamy do czynienia z albumami absolutnie koncepcyjnymi ,co pociągało za sobą dbałośc o kazdy szczegół podczas odgrywania tego repertuaru na żywo, to natomiast ograniczało,lub wręcz wykluczało jakąkolwiek mozliwość improwizacji na scenie,ale cos za coś
|
|
|
|
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników. |
|