Witam
Ostatnio po przesłuchaniu całej trylogii doszedłem do wniosku, że najsłabszym jej ogniwem jest REM. Nie jest to zła płyta ale niczym mnie nie zaskoczyła jak to miało miejsce w przypadku OOM i SLS. Po usłyszeniu OOM padłem na kolana. To było coś nowego na polskiej scenie muzycznej. Do tej pory nikt tak u Nas nie grał.Wspaniała gra muzyków no i ten wokal Mariusza można było katować uszy bez końca

Jak usłyszałem SLS to już był prawdziwy nokaut. Dużo lepsze brzmienie,ciekawsza gra perkusisty, piękne sola Grudnia ( o wokalu nie wspomnę

)
Niestety słuchanie REM nie wyzwala już we mnie takich emocji jako całość. Oczywiście i tu są muzyczne perełki ( Shizophrenic Prayer, Cybernetic Pillow czy Embryonic)ale jako całość płyta nie powala.
Całej trylogii i tak stawiam 5 i czekam z niecierpliwością na nową