50 lat temu powstało
Kind of Blue...
2 marca 1959 roku w studiu Columbii spotkała się garstka muzyków. Nie byli przygotowani do tej sesji, nie wiedzieli, co będą nagrywać. Czekali na wytyczne lidera zespołu – Milesa Davisa.
„Nie zapisywałem muzyki do 'Kind of Blue' – wspominał Miles -
ale przyniosłem szkice tego, co każdy miał grać, ponieważ chciałem mieć wiele spontaniczności w graniu”.
Można zatem powiedzieć, że Miles nie pomógł im bardzo. Prawda jest jednak taka, że wiedział dokładnie co robi. Wiedział, że ma najlepszy zespół na świecie, wiedział na co stać każdego z jego muzyków, wiedział też – co najważniejsze – w którą stronę chce pójść. Można mówić tu o fantastycznej zespołowej improwizacji, o wkroczeniu w świat wzorców modalnych... Albo o zwykłym – z punktu widzenie Milesa – kroku w przód. Bez oglądania się za siebie, bez zbędnego przejmowania się tym, co już się osiągnęło i troski o swoją reputację.
Cały album powstał na dwóch sesjach.
„Wszystko nagrywaliśmy za pierwszym podejściem, co wskazuje, na jakim poziomie wszyscy grali. Było to piękne”.
![]()
Samo
Kind of Blue prezentuje się tak:
1. So What (9:22)
2. Freddie Freeloader (9:46)
3. Blue In Green (5:37)
4. All Blues (11:33)
5. Flamenco Sketches (9:26)
- Miles Davis (trąbka)
- Julian ‘Cannonball’ Adderley (saksofon altowy, z wyjątkiem utworu 3)
- John Coltrane (saksofon tenorowy)
- Wynton Kelly (pianino w utworze 2)
- Bill Evans (pianino w pozostałych utworach)
- Paul Chambers (bas)
- Jimmy Cobb (perkusja)
Z sesji marcowej sprzed 50 lat pochodzą pierwsze trzy utwory z płyty. Pozostałe dwa nagrane zostały 22 kwietnia.
A czym tak w ogóle jest
Kind of Blue? Kolejnym przejawem geniuszu Davisa? Najlepiej sprzedającym się albumem jazzowym w historii? Prawdopodobnie jednym z najważniejszych nagrań w historii muzyki XX wieku? Z pewnością wszystkim po trochu...
Jimmy Cobb powiedział, że ta muzyka musiała powstać w niebie. I jest to stwierdzenie, które chyba najtrafniej opisuje fenomen tej płyty. Robert Palmer swoje rozważania dotyczące
Kind of Blue, kończy w następujący sposób:
„Niemniej jest bez znaczenia, ile muzyk, czy zwykły słuchacz, wnosi tu ze swej strony, bowiem ‘Kind of Blue’ zawsze daje nam więcej. Jeśli będziemy jej słuchać w kółko, raz za razem, przez całe życie – cóż, może to dlatego, że czujemy, że tam cały czas jest coś jeszcze do usłyszenia, że coś wciąż pozostaje w niej nieodkrytego. A może po prostu lubimy co chwilę gościć w niebie”.
Zachęcam do wsłuchania się w
Kind of Blue. W tym roku przypada także 40 rocznica nagrania
In A Silent Way – kolejny powód, by muzyka Milesa nas nie opuszczała.
A w tym miejscu... porozmawiajmy o Milesie

Edytowany przez: jacek_chudzik, w: 2009/03/02 17:05